Leciałem przez dachy miasteczka. Na niebie panował czysty spokój, także i wiatru nie było. Zatrzymałem się na jednym z zadaszeń po czym zamknąłem oczy wyczuwając każde jedno życie wokół. Każdy człowiek był zapracowany i bał się o przyszłość..zwierzęta jak i inne istoty były spokojne..wszystko to za sprawą władcy Eter..mojego ojca. Przeciągle ziewnąłem co trochę mnie zdziwiło..chociaż wróć..nie spałem normalnie.. Westchnąłem.. Postanowiłem zapuścić się w dalsze tereny..sam nie wiem, ale coś kazało mi tam pójść.
---
~Simon'ie jakiś list do Ciebie przyszedł. Od Izzabelle.-usłyszałem wiadomość od mojego smoczego przyjaciela. Dziwiłem się lekko tym, ponieważ nie miałem dostawać już żadnych misji od grupy. Zostawiłem to jednak na potem.
~Zabierz list do domu-odpowiedziałem tylko i ruszyłem dalej. Po kilku minutach ukazała się łąka. Już zaraz wyczułem znajomą mi energię. Stanąłem przed Sorayą przyglądając jej się.
-Przecudownie..-rzekłem. Dziewczyna spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.
Biała suknia prezentowała się na prawdę pięknie na Sor.. Sor była piękna..ona dawała sukni swego uroku. Mój uśmiech po chwili znikł..ponieważ sytuacja sprzed kilku godzin wróciła do mnie jak strzała.
-Będę walczyć- usłyszałem głos Sorayi..ale jakbym nie mógł uwierzyć w znaczenie tychże słów. Przysunąłem ją do siebie po czym zamknąłem ją w moich ramionach, podniosłem do góry.
-Dziękuję Ci że przemyślałaś to. Oczywiście we wszystkim Ci pomoge. Możesz na mnie liczyć.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz