Simon opuścił mój pokój, jak i dom. Zostawił mnie samą. To, co powiedział, że beze mnie umrze dało mi do myślenia. Nasza wzajemna relacja weszła na jeszcze wyższy etap. Po wspólnie spędzonej nocy w mojej głowie rozgorzała zacięta walka. Z jednej strony wciąż myślałam o Orionie. O tym, jak jednym spojrzeniem potrafił ściąć mnie z nóg. Zdominować, sprawić, że mu ulegałam. Zdałam sobie sprawę, że za nim po prostu tęsknię. Cierpię bez niego. Cierpiałam znaczy się, ponieważ w moim życiu pojawił się Simon. Jego spojrzenie, dotyk nawet głos pozwalały przesyłać czuć to, co mnie dręczyło od dawna, a nawet mocniej po zniknięciu Oriona. Przy Simonie czułam upragniony spokój, szczęście i... coś zupełnie nowego. Niemal identycznego, co przy Orionie. Coś, co było dla mnie jak na razie nie zdefiniowane. Jedno tylko mogłam powiedzieć. Oni obaj mieli na mnie ogromny wpływ.
Opuszczając mój pokój Simon wyszeptał na początku coś, czego nie zrozumiałam. Udało mi się jedynie wychwycić moje imię. Potem rzekł już głośniej, bym walczyła. Nie zostawiając mi czasu na odpowiedź po prostu wyleciał przez okno. W powietrzu mignęły mi jedynie jego czarne skrzydła i smutny blask zielonych oczu. Swoją drogą, nie wiedziałam, że jego oczy mogą zmieniać barwy na inne kolory.
Po dobrych kilku chwilach siedzenia w bezruchu postanowiłam się wreszcie ruszyć. Szybko podeszłam do mojej sporej szafy i zaczęłam przeglądać ubrania. W ręce wpadła mi biała, skromna, koronkowa sukienka. Popatrzyłam na nią przez chwilę. Zdecydowałam się w końcu właśnie na nią. Coś tak mnie tknęło, by ubrać się dzisiaj inaczej. Pokierowałam się do łazienki, a tam przebrałam się szybko, uczesałam i z powrotem ubrałam łańcuszek od Simona. Przejrzałam się ostatni raz w lustrze, nim opuściłam swoją sypialnię. Zobaczyłam odbicie ładnej, młodej kobiety, ubraną w niewinną biel. Jej czarne niczym smoła, lśniące włosy były uczesane w luźny długi warkocz, opadający swobodnie na prawe ramię. Czarne oczy patrzyły spod wachlarza gęstych rzęs na mnie. Moje oczy. Coś się w nich zmieniło. Nabrały jakiegoś dziwnego blasku. Dotknęłam własnego odbicia. Biały kolor skojarzył mi się od razu z jedną osobą.
-- Gdzie jesteś, Orion? Dlaczego cię nie ma? – spytałam samą siebie, jednak nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Westchnęłam smutno i wyszłam z łazienki. Gdy znalazłam się już na dole, w salonie powitał mnie Matayas. Uśmiechnął się do mnie czule, bratersko, a ja oddałam uśmiech. Nie musieliśmy nic mówić, wystarczyło jedno krótkie spojrzenie.
Wyszłam z domu kierując się pewne miejsce, a gdy się tam już znalazłam stanęłam przed dwoma nowymi nagrobkami. Wciąż nie docierało do mnie, że nie ma go już wśród nas. Reo nie zasłużył na tak szybką śmierć. Był taki młody. Mógł tak wiele osiągnąć... Łzy smutku płynęły po mojej twarzy w dół. Letni wiatr zabierał je gdzieś hen daleko. Dlaczego on umarł? Dlaczego Reo..? Nikt więcej prócz Alory i Saki nie stracił życia. Nie w czystej walce pisać z ostatniej bitwy. Jedynie Orion i jego bracia ponieśli szkody. To wszystko wydało mi się takie dziwne oraz podejrzane. Wyglądało to tak, jakby komuś zależało na pozbyciu się właśnie ich. Uklękłam przy mogile mojego przyjaciela i położyłam na płycie nagrobnej mały bukiet konwalii.
-- Przyrzekam, że sprowadzę Oriona na Eter. Przyrzekam ci to Reo.
Szłam już w stronę domu. Letnia morska bryza rozwiewała mi włosy, szamotała materiałem sukienki. Rozmyślałam o swoim życiu. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że umieram. Jestem świadoma swoich własnych decyzji. Jednak pojawienie się Simona, jego troska o mnie, czułość Jego, jak i zarówno Oriona sprawiły, że zaczęłam nieco inaczej patrzeć na pewne sprawy. Moje serce na widok anioła reaguje niemal tak samo jak na wspomnienie o białym diable czyli Orionie. Zaczyna bić mocniej i szybciej, wymykając się spod mojej kontroli. A gdy mnie całuje i dotyka to budzi we mnie najgłębiej ukryte pragnienia. Mam ochotę wtedy oddać mu się bez reszty. Nie rozumiem co takiego się ze mną dzieje. Nie mogę przestać myśleć o tamtej pamiętnej nocy. Ta chemia, która się zrodziła między mną a Simonem, magia... to samo czułam, gdy połączyłam swoją duszę z duszą Oriona. Oni dwaj... powodują mętlik w mojej głowie. Strach i troski odchodzą na bok. Pozostaje jedynie potrzeba bycia blisko nich. Moja choroba może to udaremnić. Ale ja... tak strasznie się tego boję. I wstydzę jednocześnie. Mimo to wszystko, mimo strachu jedno wiem na pewno. Chcę żyć. Czerpać z życia co tylko się da. Wreszcie być szczęśliwa.
Przystanęłam na moment. Szum fal i mew nade mną koił moje nerwy. Od małego uwielbiam te dźwięki. Potrafią sprawić, że się wyciszam. Oddalam od rzeczywistości. Promienie zachodzącego słońca grzały mnie przyjemnie w odkrytą skórę na ramionach. Wciągnęłam do płuc słonawą woń oceanu. Zamknęłam oczy, jednocześnie dotykając naszyjnika na szyi i rzekłam cicho:
-- Podjęłam decyzję. Chcę walczyć.
< Ktoś ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz