Obudziło mnie nerwowe wiercenie Simona obok. Mam naprawdę lekki sen, więc poderwałam się do siadu i zaczęłam szturchać chłopaka w ramię, starając się go obudzić. Gdy mi się to udało, ten zerwał się nagle. Od razu wiedziałam, że przyśnił mu się jakiś koszmar. Spytałam co się takiego dzieje, lecz Simon mnie zbył. Tak po prostu. Wyszedł z łóżka, ubrał się i i wyleciał przez drzwi tarasowe. Jego dziwne zachowanie bardzo mnie zdziwiło, ale i też zaniepokoiło. Byłam ciekawa, co takiego mu się przyśniło. Postanowiłam udać się za nim. Sięgnęłam po pierwsze lepsze ubranie jakie wpadło mi w ręce, czyli za duży czarny podkoszulek, ubrałam go na siebie i ruszyłam za aniołem. Czułam, że powinnam być teraz przy nim. Nikt w takich chwilach nie powinien być sam.
Nie musiałam go wcale szukać. Wystarczyło, że podążyłam za jego energią. Dotarłam do jednej z pobliskich altan. Simon stał oparty o barierkę, zamyślony wpatrywał się w spokojną wodę. Drgnął lekko, gdy poczuł mój dotyk na plecach.
-- Simon -- odezwałam się cicho. -- Co się stało? Miałeś zły sen? -- dopytywałam. Wzięłam rękę z jego pleców i przeniosłam ją na zmartwioną twarz upadłego anioła. -- Jest coś co mogę dla ciebie zrobić? Albo jeśli nie chcesz, to nie mów. -- On nadal milczał. Wpatrywaliśmy się w siebie, jednak po chwili pozwolił mi się objąć. Przytuliłam go do siebie, najczulej jak potrafiłam. Czułam, że coś było nie tak.
< Simon? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz