25 listopada 2017

Od Sorayi Cd Simon




Simon po raz kolejny mnie zaskoczył. Kiedy on przestanie to robić? Nigdy bym go o coś takiego nie podejrzewała. Gdy zostawił mnie samą z tyloma pięknymi strojami, ja wciąż nie mogłam wyjść z podziwu. Wszystkie były piękne, zapierały dech w piersi. Niektóre były okazałe, bogato zdobione, cekinowe, a jeszcze inne skromne i proste. Każda kobieta znalazłaby tu coś dla siebie. Jeśli chodzi o mnie, to nie przepadam za takiego typu strojami. Mimo szlacheckiego pochodzenia, moja rodzina jakoś nigdy nie przywiązywała wagi do ubioru. Preferowaliśmy sportową elegancję. Chociaż zdarzały się takie momenty, gdy wymagano od nas stosownego stroju. Bale, zebrania, wystąpienia... Nigdy ich nie lubiłam. A już zwłaszcza tańców. Walc jakoś nie jest moją mocną stroną. Lubię taniec, ale jest on dla mnie raczej formą treningu, niżeli czymś rozrywkowym.
Sięgnęłam po pierwszą lepszą sukienkę, jaka się natrafiła. Była błękitna, zabudowana aż po szyję, typu syrenki..., czy tam jakoś... Oj, nie znam się...!
-- Ana, przydałabyś mi się teraz, no... -- jęknęłam pod nosem. Nie umiem wybierać takich rzeczy. Jestem chłopczycą, wychowywałam wśród facetów odkąd pamiętam. Obok miałam zawszę tylko mamę. Potem zjawiła się Ana. Ona też projektuje ubrania. Coś czuję, że moja szwagierka i Simon znajdą wspólny język.
Wracając do tematu... Przejrzałam kilka następnych dzieł sztuki i natrafiłam na rozkloszowaną suknię w kolorze szafiru. Nawet uszłaby w tłoku. Ściągnęłam ją z wieszaka i założyłam. Trochę musiałam się namęczyć ze zamkiem. Bolące wziąć plecy wcale mi tego nie ułatwiły. Gdy wygrałam z tym przeklętym suwakiem podeszłam do lustra i się w nim dokładnie przejrzałam. Jak to zwykle, moja skóra wydała się niemal biała jak mleko w porównaniu z zimnym i głębokim kolorem sukni. Wyglądałam dobrze, ale taka kreacja nie nadawała się na dzisiejszy wieczór, a raczej na jakiś bankiet, dlatego zdjęłam ją i powiesiłam z powrotem na wieszak.
Minęło już jakieś dobre czterdzieści pięć minut, a ja nadal stałam naga na środku pokoju i z nerwów zaczęły mi się trząść już ręce.
-- Na Bogów, co ja mam robić? Nie nadaję się do takich rzeczy... Nie jestem na tyle kobietą... -- zaczęłam mamrotać pod nosem. Gdy w pośpiechu i panice podgarniałam niezliczoną już ilość wieszaków, przez przypadek jeden z nich spadł, wraz z wiszącą na nim czerwoną sukienką na podłogę. Szybko schyliłam się po materiał, by się nie pobrudził. Przyjrzałam się sukni w moich rękach. Stwierdziłam, że co mi tam i zaczęłam ją ubierać na siebie. Jak tylko zapięłam suwak, odgarnęłam suche już włosy do tyłu i przyjrzałam się swemu odbiciu. Z zaskoczeniem musiałam stwierdzić, że to, co w nim zobaczyłam nawet i mnie się spodobało.
-- Wyglądam chyba ładnie -- szepnęłam. Pobiegłam do łazienki, by zrobić coś z włosami. Kolejna rzecz w której nie mam kompletnie żadnego doświadczenia to czesanie się i malowanie. Te czynności to już w ogóle nie moja bajka. Zawsze to Matayas mnie czesał albo mama. Pozwalałam nawet Anie bawić się we fryzjera. Znalazłam grzebień i pobieżnie rozczesałam czarne kłaczory. Za pomocą mojej wstążki, która idealnie pasowała do ciemnoczerwonej sukienki z głębokim dekoltem i długim rozcięciem na prawej nodze. Uczesałam sobie, jako tako nawet, coś na kształt luźno puszczonego koka. Przemyłam jeszcze raz twarz letnią wodą uważając, by nie ochlapać sukienki.
-- Jestem gotowa -- rzekłam do siebie.
Tak, jak powiedział Simon, skierowałam się do umówionej altany. Moje bose stopy z każdym krokiem dotykały przyjemnie miękkiego dywanu na pomostach. Gdy dotarłam na miejsce, zastałam anioła i przepięknie nakryty stolik z kolacją dla dwojga. Chłopak podszedł do mnie, ujął moją dłoń i zaprowadził do krzesła. Sukienka od niego powiewała z każdym moim ruchem.
Nie mogłam powstrzymać lekkiego uśmiechu na twarzy, gdy wyczułam zapach jedzenia. Kolacja przy świecach... W sumie, to jeszcze nigdy nie byłam na takiej prawdziwej, romantycznej kolacji. To moja pierwsza, dlatego lekko się stresowałam. Jednak wzrok Simona, jego dotyk i cała atmosfera sprawiały, że nerwy odchodziły daleko. Myślałam już tylko tym, by miło spędzić z nim czas, i że jutro zacznie się moja.., nasza wspólna misja - odnalezienie Oriona. Zgarnęłam kosmyk ciemnych włosów za ucho i zabrałam się za jedzenie. Miałam lekkie opory przed spróbowaniem wina, ponieważ nie wolno mi go zbytnio spożywać. Moje leki to wykluczają. Simon powiedział, że zawiera ono bardzo mało procentów, dlatego postanowiłam je spróbować. Tak, jak powiedział anioł, było bardzo dobre w smaku, jak i również danie, które dla nas przygotował.
-- Naprawdę Simon, masz wiele ukrytych talentów. Co jeszcze przede mną ukrywasz? -- spytałam patrząc mu w oczy, jednocześnie upijając łyk czerwonego wina.


< Simon? > 

Od Amarisy




Dziwne.. Eshia mówiła, że byłam potrzebna nauczycielowi..a tu nic.. Pomyłka. Czyżby mnie okłamała? Dlaczego miałaby to robić? Mercury… Ona boi się, że on coś mi zrobi. Boże! Ciekawa jestem czy on żyje. Na mojej twarzy zagościł uśmiech.. nie mogłam wyobrazić sobie by inaczej wyszło.. On i Eshia nie polubią się chyba nigdy.
Zapukałam do pokoju Mercurego, jednak nikt mi nie odpowiadał.. Postanowiłam wejść mimo to. Pokój zastałam pusty.. dziwne. Pobiegłam do swojego pokoju..może tam go znajdę?
~Amarisa. Wszystko dobrze, Mercury jest w twoim pokoju..ale jego oczy są dziwne..-powiedziała moja smocza towarzyszka. Zmartwiłam się tymi oczami.. o co mogło jej chodzić?
Zatrzymałam się przed drzwiami i po chwili je otworzyłam, nagle rzuciło mną o ziemię, poczułam wielki ból w głowie.. Trochę czasu zajęło mi by wychwycić sylwetkę tego co mnie tak urządził.. Mercury.
-Mercury! Co robisz?-zapytałam lekko nieswojo.. Dlaczego mnie popchnął? Wstałam z ziemi i zbliżyłam się do niego. Jego oczy były białe..bez życia, jakby nie był sobą. Widziałam już te oczy.. On..on jest pod wpływem Ciernia!
-Mercury, proszę cię.. uwolnij się od jego władzy.. Nie chcesz mnie skrzywdzić. Nie pamiętasz.. to ja  Amarisa.. twoja najlepsza przyjaciółka.. Proszę cię-mówiłam, a ten zbliżał się do mnie po czym stanął i zamknął oczy. Wykorzystałam moment i przytuliłam go.. Ten jednak wyszarpał się z moich objęć i… Poczułam ostrze..które przebiło moje ciało na wylot.. W moich oczach pojawiały się mroczki.. Głowa masakrycznie bolała.. a z rany ściekała masa krwi. Po chwili jego oczy wróciły do normy..
-Amarisa! Co jest.. dlaczego.. Jak?!-wołał.
-Pomocy!-zawołał i dopadł do mnie, próbując ratować. Ja jednak doskonale wiedziałam, że to już koniec.. Ale nie byłam na niego zła.. nie działał świadomie.. był pod kontrolą Ciernia.. A ten z kolei chciał śmierci wszystkich ogniokrwistych. 

Amarisa umarła. 

Od Simon'a CD Soraya





Soraya tak bardzo się zawstydziła.. Jej policzki były czerwone niczym pomidor.  Mój uśmiech nie schodził z mej twarzy. Niepotrzebnie tak reagowała, widziałem ją nagą..chodź ten widok zawsze będzie mi odbierał mowę, rozkoszował moje zmysły. W sumie, było nie fair z mojej strony, iż ja byłem w połowie ubrany, a Sor stała przy mnie kompletnie naga.
-Spokojnie kruszynko-szepnąłem jej do ucha po czym ucałowałem je lekko.. zszedłem pocałunkami na dół, pieściłem jej szyję. Czarnowłosa nie mogła powstrzymać jęku.. W mojej głowie rodziły się myśli..jak dobrze było by nam w łóżku..jak dobrze było by to powtórzyć. Szybko zerknąłem na zegar z realnego świata.. był już wieczór..
-Nalegam byś została tę noc tutaj, a jutro zaczniemy planować poszukiwania-powiedziałem jej. Po jej ciele ponownie przeszedł dreszcz, gdy chwyciłem ją ponownie w talii i obróciłem do siebie. Patrzyłem jednak tylko w jej piękne oczy, nie jestem facetem który ślini się na widok nagiej kobiety. Soraya jest przepiękna w każdy możliwy sposób, ale nie patrzę tylko na to, wychwytuję każdy szczegół w jej zachowaniu, jej charakterek, który potrafi zmienić się w mgnieniu oka, jak i humorek.. Kocham ją po prostu za wszystko.. To, że zobaczyła we mnie coś więcej niż potwora, dużo dla mnie znaczy. Uwolniła mnie od wiecznej ciemności i pustki w sercu, po jej pojawieniu się w sercu zapanował chaos..ale w znaczeniu pozytywnym.. Kocham ten chaos.
Puściłem ją i podszedłem do wysokiej, wąskiej szafy, po czym ją otworzyłem. Oczom Sor pokazały się najróżniejsze suknie, ubrania oraz materiały. Podeszła spokojnie, już nie patrząc na to, że nadal jest naga i tknęła jednej z sukni po czym spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Niegdyś dużo czasu spędzałem na tworzeniu takich kreacji.. Wiem..mam dziwne hobby, ale wiedz, że jest ich znacznie więcej. Jeśli chcesz możesz wybrać którąś z nich. Ja idę przygotować kolację i widzimy się za godzinę w dwunastej altanie.-powiedziałem po czym ucałowałem ją w czoło. 
Zostawiłem ją samą w pokoju, kiedy tylko wziąłem swoją czarną lekko zdobną koszulę. 
Wyruszyłem do kuchni, gdzie zacząłem przyrządzać potrawę zwaną Gottomi, słodka a zarazem delikatna w smaku. Były to białe kuleczki z nadzieniem Essry polane karmazynowym sosem. Przeniosłem wszystko do altany, gdzie znajdował się mały biały stolik z czerwonym obrusem. Dwie lampki delikatnego wina, jednak nie zawierającego alkoholu, piękne..mam nadzieję danie, wraz z świetlistymi zdobieniami stołu prezentowało się dość dobrze.
-Simon..-usłyszałem głos Sor, która wyglądała przepięknie.. wzroku nie mogłem od niej oderwać. Zbliżyłem się do niej i chwyciłem za dłoń delikatnie ją całując, zaprowadziłem do stolika. Soraya wyglądała na zadowoloną z niespodzianki.
<Soraya?>

Od Niespodzianki




Wstałem leniwie z miękkiego łóżka i rozciągnąłem się niczym kot. Ach jaki cudownie się czułem! Wyspany oraz najedzony spojrzałem na nagą postać leżącą pośród czerwieni satynowej pościeli. Blada skóra wyraźnie odznaczała przyjemne dla oka kształty. A jeszcze wczoraj była taka różowa.
Zachichotałem pod nosem nachylając się nad moją nocną towarzyszką. Wyglądała niczym upadły aniołek. Czarne logi były rozrzucone po całej poduszce bez ładu. Karminowe usteczka rozchylone, tak jak i cudowne błękitne oczy, w geście przerażenia od momentu, w którym zrozumiała co się dzieje. Liznąłem ją w ucho by posmakować kobietę jeszcze raz po czym z kolejnym chichotem skierowałem się ku łazience.
Zerknąłem do lustra. Wpatrywały się we mnie srebrne oczy bardzo przystojnego mężczyzny. Błysk w oku, który jako jedyny sprawiał, że wzrok nie wyglądał na pusty był jednym z oznak wpływania charakteru na ciało. Nie mogłem tego powstrzymać. Ale i mężczyźni i kobiety mdleli na ten widok.
Uśmiechnąłem się szeroko spoglądając na swoje boskie ciało. Ciało kusiciela. Byłem obiektywny, żeby nie było! Znam swoją wartość, czego dowodem była leżąca jeszcze w łóżku na wpół żywa istotka.
Tak cudownie smakowała. Odbieranie komuś sił witalnych było jak wejście do raju. I jak smakowało! Ambrozja kochani! Ambrozja! A jeżeli zostały pobrane w tak przyjemny sposób jak pierwotny... Ekhm... Wiecie o co chodzi. Aż moje włosy zmieniły barwę na czarną. Zirytowało mnie to przez co po sekundzie były białe. Zakląłem. Jedyna nieidealna rzecz w moim wyglądzie. Te przeklęte kłaki. Zmieniały kolor zgodnie z moim nastrojem, a ja tylko częściowo mogłem to kontrolować. Zupełnie nie rozumiałem co jest w tym atrakcyjnego. Nie pasowały do mnie. Tylko dla mojej siostry wydawały się naturalne.
Ach! Właśnie! Moja cudowna siostrunia! Już niedługo...
Zacząłem ubierać się. Czarna koszula, która opinała moje mięśnie? Jest. Bordowe spodnie, na których nie widać plam krwi? Są. Buty mi nie były potrzebne. Lubiłem chodzić boso.
Przy wyjściu założyłem tylko mój kremowy, długi płaszcz po czym z kocim uśmiechem wyszedłem na miasto.

I'm back my sweet little sister.

Będę na nią czekał z niecierpliwością... W jej wymarzonej Smoczej Akademii.

<C.D.N Wkrótce się zobaczymy kochani!>

24 listopada 2017

Od Sorayi Cd Simon




Zaczęłam przetrząsać na szybko komodę, by znaleźć coś sensownego do ubrania, gdy nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie w talii. Zesztywniałam i jednocześnie po mojej nagiej skórze przeszedł dreszcz. Ciało od razu rozpoznało dotyk Simona. Musiałam wziąć głęboki wdech, by się jakoś uspokoić. Spojrzałam do tyłu. Moje spojrzenie spotkało się z tym należącym do anioła. Chłopak uśmiechał się szeroko. W jego oczach tańczyły iskierki szczęścia. Mimo bardzo ciemnej barwy były rozświetlone. Zapatrzyłam się na niego. Simon jeszcze nigdy nie wydał mi się tak przystojny jak wtedy. Jedynie Orion mógł z nim konkurować. On i te jego chłodne, błękitne oczy...
Zapomniałam na chwilę, że jestem kompletnie naga i odwróciłam się przodem do Simona. Dopiero gdy jego wzrok powędrował w dół zdałam sobie sprawę z zaistniałej sytuacji i mojej głupoty. Zgarnęłam szybko mokre włosy i błyskawicznie stanęłam plecami na powrót do ciemnowłosego, zakrywając się dodatkowo rękami. Boże, co za wstyd. Mimo, iż widział mnie już nagą, to i tak się zawstydziłam. Co jak co, ale jest to facet. Boski w dodatku. Ruszyłam w stronę łazienki z zamiarem zatrzaśnięcia się tam do końca świata.

Od Simon'a CD Soraya




Kiedy czarnowłosa poszła się umyć, ja wyszedłem na taras.
Czułem się szczęśliwy mając przy boku Sorayę.. Jej każdy dotyk, uśmiech, samo bycie obok powodowało u mnie szczęście. Kocham ją.. Nie mogłem się dłużej oszukiwać.
Od początku darzyłem czymś wyjątkowym czarnowłosą dziewczynę. To, że i Sor się we mnie zakochała..było dla mnie niczym cud.. Przepiękny cud, z którego zawsze będę się cieszył. Pragnę by była szczęśliwa, by zaznała szczęścia i by ze mną była zawsze bezpieczna. Pomogę jej w odnalezieniu i sprowadzeniu Oriona na Eter, wiem, że w nim jest również zakochana..ale to ona musi zadecydować, ja mogę tylko się starać zatrzymać ją u mego boku, walczyć o nią.. Ale to Sor sama zadecyduje, posłucha swojego serca i wybierze w końcu jednego z nas.
--
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem ją.. stała przy komodzie i starała się coś znaleźć do ubrania.
Uśmiechnąłem się szeroko i niesłyszalnie pojawiłem się zaraz przy nagiej Sorayi, obejmując ją w talii. Ta pod wpływem niespodziewanego dotyku..jakże i mojego dotyku dostała dreszczy, które przeszły jej całe ciało. Wzięła głęboki oddech i odwróciła głowę w moją stronę, nadal jednak pozostając do mnie tyłem.
<Soraya?>

23 listopada 2017

Od Sorayi Cd SImon




Spodziewałam się krzyku, złości, jego rozczarowania, ale nie czegoś takiego... Zadeklarował mi pomoc w poszukiwaniach Oriona, wziął moją winę na siebie. Mało tego! Wyznał, że mnie kocha! Mnie...! Nie dostrzegłam w jego oczach ani krzty gniewu. To lekko wytrąciło mnie z równowagi. Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam go prosto w usta. Jego zdumienie nie trwało długo. Oddał pocałunek z jeszcze większą siłą. Moje dłonie zjechały po jego ciepłej skórze z barków na idealnie umięśnioną klatkę piersiową. Gdzieś z tyłu mojej głowy zaczęły krążyć myśli jak by to było cudownie znowu poczuć jego nagą skórę na swojej. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne. Obojgu zaczynało nam brakować powietrza. Pieszczoty, jakimi się obdarzaliśmy nie były już tylko zwyczajną namiętną zabawą. Po wyznaniu sobie miłości coś się między nami zmieniło. Każdy jeden dotyk Simona pobudzał mnie, sprawiał, że pragnęłam go więcej. Ale i z drugiej strony nadal miałam przed oczami Oriona. Jego pocałunki były zupełnie inne. Lubił dominować, nie dawał za wygraną.  Nie tak, jak Simon. On za każdym razem oddawał mi pełnię kontroli. Rękoma dostałam się aż do krawędzi jego spodni, ale nie przekroczyłam granicy. Oderwałam się od anioła, szybciej oddychając. Z nadal zarumienioną twarzą wycofałam się do łazienki.
-- Zaraz wrócę... -- rzekłam cicho, po czym zniknęłam za drzwiami. Gdy się rozebrałam i weszłam do kabiny, odkręciłam sobie ciepłą wodę. Umyłam się szybko, jednakże jak tylko sięgnęłam po ręcznik by się nim jakoś okryć zdałam sobie sprawę, że nie ma w łazience ani jednego. Nawet ciuchów Simona. Zostałam się kompletnie naga i mokra. Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło.
-- Brawo, Soraya! Ty geniuszu...
Postanowiłam, że wyjrzę zza drzwi i jak tylko Simona nie będzie to migiem wezmę jakiś z szafy. Na początku plan wydawał się nawet dobry, dlatego postanowiłam tak zrobić. Uchyliłam ostrożnie drzwi, wyjrzałam. Na całe szczęście Simon gdzieś poszedł, dlatego wyszłam, nadal ociekając z wody, i pognałam do komody po coś suchego.


< Simon ? >

Od Simon'a CD Soraya




Siedziałem nadal w tym samym miejscu..nadal patrząc na czarnowłosą..nie mogąc uwierzyć w to co powiedziała.

Co mi zdradziła..w końcu powiedziała co ją trapi. Nie wiedziałem co zrobić..jak zareagować..Zakochała się we mnie wówczas gdy i ja ją darzę równie silnym uczuciem.. Dopiero kiedy Soraya wstała,zbudziłem się z zamyślenia i ruszyłem zaraz za nią. Chwyciłem ją za dłonie i zmusiłem by popatrzyła na mnie. Nie byłem zły.. Byłem trochę zdezorientowany..ale rozumiałem.

-Nic złego nie zrobiłaś. To ja pojawiłem się w Twoim życiu niespodziewanie...Nie patrząc na to czy masz kogoś w sercu zbliżyłem się do Ciebie. To ja pomieszałem, nie ty.-mówiłem. Sor patrzyła na mnie jakby wyczekiwała u mnie furii gniewu.

-Wybacz mi..-zaczęła ponownie.

-Soraya to ty mi wybacz. Ja namieszałem w twoim życiu.. Ja.. Ja cię pokochałem.-wyjawiłem przed nią to co dawno sam przed sobą ukrywałem..

-Pomogę ci Soraya. Razem znajdziemy..Oriona. Wtedy zrobisz co zechcesz..-skończyłem nadal na nią patrząc. Objąłem ją, ta zaczęła drgać w moich ramionach, ale po chwili odsunęła się i spojrzała na mnie swoimi czarnymi oczyma.


<Soraya?>

22 listopada 2017

Od Sorayi Cd Simon




-- Pomóc mi... -- szepnęłam, patrząc prosto w oczy Simonowi. Wyrwałam swoje dłonie z jego własnych. -- A kto pomoże tobie? Nie mogę... -- urwałam na chwilę. Moja twarz znowu pokryła się soczystym rumieńcem. Spuściłam wzrok. Musiałam to zrobić, ponieważ nie umiałam znaleźć w sobie wystarczająco sił, by powiedzieć mu prosto w oczy to, co chciałam. Poczułam się nagle taka... sama nie wiem. Jakbym była przed nim naga. Moje słowa na pewno go zranią. Na pewno... -- Zakochałam się... w tobie, Simon. Ale... w środku nadal darzę tym samym uczuciem Oriona. Pokochałam was obu. Zjawiłeś się tak nagle w moim życiu, przestawiłeś je do góry nogami. Uleczyłeś to, co było we mnie chore. To dzięki tobie nabrałam sił do dalszego życia, podczas gdy zniknięcie Oriona mi je odebrało. Jego strata tak bardzo mnie boli... Nie umiem tego wyjaśnić, skąd te wszystkie uczucia się we mnie wzięły.. Nie potrafię...
Gdy to mówiłam to czułam, jak okropnie go ranię. Znienawidziłam siebie za to. Simon był dla mnie tak dobry. Był obok, wspierał, czuwał, łagodził cierpienie. A ja..., tak mu się odwdzięczam. Jestem okropną osobą. Nie zasłużyłam na jakiekolwiek dobre uczucia z jego strony.
-- Nie chcę, byś się zmuszał do czegokolwiek. Nie chcę być przeszkodą w drodze do twojego szczęścia. Tak wiele już wycierpiałeś, tak wiele przeszedłeś, a ja moim zachowaniem tylko cię ranię. Zdaję sobie sprawę, że moje "przepraszam" jest nic nie warte. Nawet to, że się w tobie po uszy zakochałam, ale... Nie mogę ci tego zrobić. Bawić się tobą. Przyrzekłam znaleźć Oriona i sprowadzić go na Eter, jeśli on w ogóle żyje... Nie zasłużyłam na dobroć z twojej strony, Simon. Jestem okropna... wybacz mi. Proszę wybacz mi...


< Simon..? > 

Od Simon'a CD Soraya




Od razu wyczułem, że coś nie tak.. Kiedy zobaczyłem, że płakała czułem dezorientację.. Sam nie wiedziałem co się właściwie stało..co się dzieje. Miałem jednak przeczucie, że to nie drobnostka. Rozejrzałem się szybko po pokoju, zlokalizowałem spodnie. Wziąłem z komody bokserki, oraz chwyciłem z szafki spodnie i szybko poszedłem się ubrać, jedynie tors pozostawiłem odsłonięty. Wróciłem do pokoju jak najszybciej i od razu podszedłem do Sor, która miała twarz w swoich dłoniach. Ująłem je lekko i sprawiłem, by czarnowłosa popatrzyła na mnie. Jej lśniące czarne oczy były przepełnione żalem i.. jakby była rozerwana na dwa kawałki.. 
-Soraya, co się dzieje?-zapytałem, patrząc ciągle na nią, starając się jej jakoś dodać otuchy. Musiałem się dowiedzieć co się z nią dzieje. 
-Przepraszam, że tak wyszłam..-zaczęła ponownie przepraszać, ale jej przerwałem.
-Sor..co się dzieje?-zapytałem ponownie. -Powiedz mi, co by to nie było, możesz mi zaufać, ja ci pomogę..-powiedziałem. Zacząłem gładzić jej dłoń swoją, czułem jak jej energia się zmienia.
<Soraya?>

20 listopada 2017

Od Sorayi Cd Simon




Simon... Jego zbytnia troska i czułość czasami aż mnie zadziwiają. Jak on mógł pomyśleć, że to on mógł coś źle zrobić? Jedyną winną jestem tutaj ja. Pogrywam sobie z nim w najlepsze, wykorzystuje, a on jeszcze mnie przeprasza... Musiałam wyjść, uspokoić się jakoś. Ostudzić nerwy. Zaszłam aż do ostatniej altany, po czym oparłam się ramionami o balustradę. Zachciało mi się ryczeć. Pierwsze gorzkie krople spłynęły po mojej twarzy, niepowstrzymywane. Pozwoliłam im swobodnie płynąć. Sięgnęłam po wstążkę, wiążącą moje włosy i rozplątałam długi warkocz. Mój amulet zawiązałam sobie wysoko na udzie pod sukienką, by go nie zgubić. Wiatr porwał moje długie, czarne włosy rozwiewając je.
Jak ja mogę postępować w taki sposób? Ranię Simona bardziej i bardziej. Pozwalając mu się dotykać, całować, przytulać wyrządzam mu okrutną krzywdę. No ale... Ja tak bardzo pragnę mieć go ciągle przy sobie. Tak bardzo chcę, by patrzył na mnie i tylko na mnie. By inne kobiety dla niego nie istniały. Bym była tylko ja.
Zakochałam się w nim po uszy. Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć? A niby jestem geniuszem... To samo tyczy się Oriona. Wtedy, gdy uwięziono nas razem we śnie, już coś do niego czułam. Nasze połączenie tylko umocniło naszą wspólną więź. Już wtedy go kochałam.
A teraz?
Nie wiem co zrobić. Po raz pierwszy w swoim życiu nie mam kompletnie bladego pojęcia, co powinnam zrobić w takiej sytuacji. Zdaję sobie sprawę z tego, że obojętnie jaką decyzję podejmę, ktoś ucierpi. Zranię kogoś dla mnie arcyważnego. Ukryłam zapłakaną twarz w dłoniach. Moje ramiona zadrżały, zdradzając to, że właśnie się rozkleiłam na dobre.
Co jakimś czasie wróciłam do sypialni Simona. Nie powinnam go tak opuszczać bez słowa. Pewnie zachodzi w głowę o co może mi tym razem chodzić. Aby mój jakoś umilić sobie czas, podczas kiedy Simon brał prysznic, postanowiłam poczytać jedną z jego książek. Wybrałam jedną historyczną, w twardej, skórzanej oprawie. Przyglądając się okładce usiadłam na pościelonym łóżku i wzięłam się za czytanie. Nie minęło wiele czasu, a z łazienki wyszedł, w samym ręczniku i wciąż ociekający wodą, anioł. Podniosłam głowę i natychmiast tego pożałowałam. Jego wysportowane, seksowne i nagie ciało wołało mnie do siebie. Nęciło, zachęcało, bym rzuciła się na niego i zdarła ten mokry czarny ręcznik z jego bioder. Poczułam jak zaczynają świerzbić mi dłonie. Serce zaczęło wybijać szaleńczy rytm. Pożądanie zaczynało się we mnie na nowo rozpalać... Na Bogów, Soraya, opanuj się kobieto..!
-- Ja.. ja.. -- Nie mogłam wydobyć z siebie normalnego zdania. Czułam, jak z zawstydzenia zaczyna mnie palić twarz. -- Prze-przepraszam, że tak wyszłam bez słowa... -- Musiałam spuścić wzrok. Całe szczęście, że włosy pomogły mi choć trochę ukryć moje mocne rumieńce. Nabierałam ochoty... Ochoty na przeżycie kolejnej nocy z nim. Ale nie mogę, nie i już. Nie chcę, by się we mnie zakochał i potem cierpiał. Nie zrobię mu czegoś takiego...


< Simon? > 

Od Eshii Cd. Amarisy i Mercurego




Minęła jakaś godzina odkąd poznałam znajomego Amarisy. Czy byłam zazdrosna? Oj tak. I to bardzo.
Postanowiłam przez jakiś czas podążać ich śladem. W pewnym momencie zobaczyłam jak ten facet unosi Amarise, a po chwili zaczynają się śmiać. Zrobiło mi się głupio. Ja byłam tu obca. Nowa. A oni się znali. Może nawet łączyło ich coś większego?
W chwili gdy weszli do gabinetu Dyrektora postanowiłam zostawić samym sobie. Ufałam Amarisie. Zresztą jest już chyba dorosła i sama decyduje o tym co jest dla niej bezpieczne.
Postanowiłam trochę się poprzechadzać po Akademii. Wolnym krokiem posuwałam się wzdłuż wysokich, często zdobionych ścian korytarzy. Akademia pełna była ślepych zaułków, ukrytych przejść i komnat.
Właśnie mijałam kolejny zakręt gdy ponownie wpadłam na tę dwójkę. To jakaś klątwa czy co?
Nie! Nie przesadzaj Es. Jak zwykle przesadzasz! - zganiłam się w myślach i ponownie spojrzałam na Amarise oraz jej przyjaciela. Oh jak ja go nie znoszę!
Eshia! Ty głupolu! Soke zawsze ci powtarzał, żebyś nie okazywała emocji!

- O Amarisa! Szukałam cię! Pan Eran ma do ciebie jakąś sprawę. - nie lubię jej okłamywać. Ale nie chce jej stracić
- Dziękuję. Wiesz może gdzie teraz jest?
- Jak z nim rozmawiałam to przechodził przez ogrody…
- Znalezienie go zajmie mi wieki!
- Nie martw się. Ja się wszystkim zajmę. Gdzie ten "mężczyzna" od siedmiu boleści ma pokój? Zaprowadzę go
- Ale….
- Obiecuję, że go nie zabije. Narazie….
- No dobrze… Komnata 14. Spotkamy się przy kolacji. Cześć! - pomachałam na odchodnym Amarisie, a gdy upewniłam się, że minęła już załom korytarza, bardzo powoli odwróciłam się w stronę "faceta"

Uśmiechnęłam się jak naj przyjaźniej i powiedziałam
- Choć za mną - spokojnie ruszyłam w głąb korytarza, a ten….. gnojek! Jak gdyby nigdy nic szedł za mną. Jeszcze tylko brakowało, żeby zaczął beztrosko gwizdać.
- Nienawidzę jak ktoś idzie tuż za mną - powiedziałam zrównując z nim krok

W tej samej sekundzie podcięłam mu nogi, założyłam dźwignie i przycisnęłam ukryte ostrze do jego gardła

- Tknij choć raz Amarisę tak jak się jej nie spodoba, a na własnej skórze przekonasz się o skuteczności Cichych.

Następnie lekko nacięłam skórę na jego gardle. Miałam nieodpartą chęć poderżnięcia mu gardła. W ostatniej jednak chwili powstrzymałam się i przerzuciłam go jedynie nad głową tak, że silnie uderzył plecami w marmurową posadzkę. Po chwili wstał rozcierając obolałe miejsca.

- Twoja komnata jest na końcu tego korytarza, po lewej stronie - powiedziałam stojąc do niego tyłem, a następnie udałam się do swojego pokoju.następnie spokojnie udając się do własnego pokoju.

< Amarisa? Mercury? >
x

Od Simon'a CD Soraya





Z każdą sekundą pożądaliśmy się coraz bardziej, jednak stało się coś czego się jakby nie spodziewałem. Sor nie dała się pocałować i usiadła na krańcu łóżka patrząc przed siebie. Odetchnąłem lekko i powoli zbliżyłem się do czarnowłosej, po chwili klękając przed nią.
-Czy...ja przesadziłem? Zrobiłem coś źle? Jeśli tak..przepraszam-powiedziałem cały czas na nią patrząc. Sam chciałbym wiedzieć co się stało. Soraya po chwili wstała i skierowała się do wyjścia. Miałem ochotę ją zatrzymać i dowiedzieć się co się stało, ale postanowiłem nie naciskać.
Pozwoliłem jej na wyjście, widziałem tylko, że kieruje się do ostatniej altany..
~Co się stało?-usłyszałem głos Risara i automatycznie przeniosłem wzrok na mojego smoczego przyjaciela. Patrzył na mnie swoimi niebieskimi oczyma, które pokazywały wszystko to co siedzi i we mnie i w nim, bowiem jesteśmy ze sobą połączeni już na dobre.
~Nic.. Nie przejmuj się maluchu-powiedziałem i lekko się uśmiechnąłem, po chwili smok oddał mi wiadomość od Izzy. Odwinąłem wstążkę i otworzyłem list.
" Witaj Simon. Chcę Ci przekazać, iż jestem w drodze na Eter.
Dowódca zlecił mi nowe misje, a moja lokacja będzie teraz znajdować się na Eter.
Mam nadzieję, że ucieszysz się z mojego przybycia. Dotrę za trzy dni.
Twoja Izzy"
Zwinąłem list i sprawiłem, że zamienił się w proch, zostawiając jedynie wstążkę. Schowałem ją do komody, nie muszę jej odsyłać, oddam jej ją osobiście skoro będzie taka okazja.
Cieszyłem się, że na Eter pojawi się Izzabelle, dawno się nie widzieliśmy. Mam świadomość, że może być trochę niezadowolona z faktu, iż nasza "umowa" dobiegła już końca.
Westchnąłem cicho i poszedłem do łazienki się umyć.
---
Kiedy wyszedłem zastałem Sorayę, która siedziała na łóżku i przeglądała jedną z książek. Kiedy zorientowała się, że jestem, przeniosła spojrzenie z książki na mnie.
<Soraya?>

Od Sorayi Cd Simon




Obecność i bliskość anioła działały na mnie coraz intensywniej. Pragnienie bliskości wymieszane z pożądaniem ponownie zaczęły mącić mi w głowie. Sam Simon mieszał mi zarówno w głowie, jak i w sercu. Jego czułość posklejała we mnie to, co Drake rozbił. Orion dodał swoje trzy gorsze i zniszczył mnie  doszczętnie. Teraz to widzę. Jednak... coś nie pozwalało mi w pełni zapomnieć się przy Simonie. A przecież tak bardzo tego chcę, potrzebuję...
Mimo wszystko, uwielbiam takie chwile jak ta. Gdy jestem sam na sam z Simonem mogę wreszcie przestać udawać. Być w pełni sobą, bo wiem, że on mnie taką akceptuje. Stał się nieodłącznym elementem mojego życia, a także mnie samej. Ta właśnie część nieprzerwanie szuka dotyku anioła. Pragnie go mieć zawsze przy sobie, na wyłączność. Na własność. To tak jakbym... zakochała się w nim. 
O Boże...
Ja zakochałam się w Simonie....
I w Orionie też. 
Anioł przestał mnie całować. Odsunął swoją twarz od mojej i obdarzył mnie rozbrajającym spojrzeniem. Automatycznie poczułam, jak miękną mi nogi. Gdybym stała pewnie bym musiała gdzieś na szybko usiąść. Wyszeptałam jego imię, przez co chłopak uśmiechnął się szerzej. Nagle poczułam, że robię coś niewłaściwego. Dotarło do mnie, że traktuje Simona jako zastępstwo dla Oriona, a to nie w porządku. Nie mogę tak go wykorzystywać. Za bardzo mi na nim zależy. Gdy zniżył się znowu , by móc mnie pocałować, odchyliłam głowę w bok. Zamknęłam na moment oczy, po czym delikatnie odepchnęłam ciemnowłosego od siebie. Po chwili usiadłam na łóżku i spojrzałam w stronę drzwi. Powinnam wyjść stąd. Zostawić go, póki on jeszcze nic silnego do mnie nie poczuł.


< Simon ? >

Od Simon'a CD Soraya





Patrzyliśmy sobie w oczy, nic nas innego w tej chwili nie interesowało. Wiatr wprawiał w ruch nasze włosy, oraz bielszą od perły suknie Sor.
-Trzymam teraz najważniejszą osobę w moim tutejszym życiu wiesz?-szepnąłem jej do ucha, po czym uśmiechnąłem się widząc jej uśmiech. Postawiłem ją na ziemię i pogłaskałem jej policzek, po czym ją pocałowałem, smakując ponownie jej słodkich ust. Nasz pocałunek pogłębiał się z każdą sekundą, z każdą sekundą stawał się również bardziej namiętny. Dłonie czarnowłosej piękności błądziły po moim torsie. Oderwałem się od niej na chwilę..lekko dysząc.
-Może..chcesz iść do mnie?-zapytałem patrząc ciągle w jej cudne czarne oczy, tak podobne do moich.
Dziewczyna jedynie przytaknęła i objęła mnie. Na moich plecach pojawiły się czarne jak noc skrzydła, jednak w tym momencie mieniły się białą poświatą.. Szczęście..teraz to czułem.
----
Szybko znaleźliśmy się razem na mojej szarej pościeli, jednak na chwilę oderwałem się od dziewczyny darząc ją moim czarującym spojrzeniem.
-Simon..-szepnęła, jej ciało drżało.
<Soraya?>

19 listopada 2017

Od Sorayi Cd Simon




Widząc jego minę od razu wiedziałam o co chodzi. Posłałam mu kolejny, tym razem szerszy uśmiech. Na moje słowa z miejsce się rozpromienił. Porwał mnie w swoje ramiona i podniósł do góry. Jego śmiech rozniósł się echem po łące, na której byliśmy. Zapach konwalii i ziół polnych otulał nas ze wszystkich stron. Zawtórowałam mu i razem zaczęliśmy się śmiać do siebie nawzajem. Moja decyzja uszczęśliwiła go. Jego, tym razem czarne oczy patrzyły na mnie i tylko na mnie. Jakby wokół nic nie istniało. Poprosiłam co by łaskawie postawił mnie na ziemi, ale jak to on, nie chciał spełnić mojej prośby. Zaczęłam się wierzgać, wyrywać, ale Simon był ode mnie dużo silniejszy. W końcu dałam za wygraną i objęłam to za szyję. Letnie słońce chylące się mu zachodowi dawało ostatnie promienie ciepła. Delikatny wiatr rozwiewała lekko nasze włosy, wprawiał w ruch moją krótką sukienkę. Spojrzałam w oczy Simonowi i poczułam znowu to charakterystyczne uczucie. Jego spojrzenie znowu zaczęło na mnie oddziaływać w nieznany mi jak dotąd sposób. Głęboka czerń anielskich oczu pochłonęła mnie bez reszty. Przestałam się uśmiechać, jednocześnie nie ukrywając kontaktu wzrokowego z aniołkiem. Przyłożyłam obie dłonie do jego policzków, kciukami zaczęłam pocierać jego przystojną twarz. Co takiego on ma w sobie, że zaczęło mi na nim tak strasznie zależeć? Że zmieniłam swoją decyzję odnośnie treningu nad energią?


< Simon  ? >

Od Simon'a CD Soraya



Leciałem przez dachy miasteczka. Na niebie panował czysty spokój, także i wiatru nie było. Zatrzymałem się na jednym z zadaszeń po czym zamknąłem oczy wyczuwając każde jedno życie wokół. Każdy człowiek był zapracowany i bał się o przyszłość..zwierzęta jak i inne istoty były spokojne..wszystko to za sprawą władcy Eter..mojego ojca. Przeciągle ziewnąłem co trochę mnie zdziwiło..chociaż wróć..nie spałem normalnie.. Westchnąłem.. Postanowiłem zapuścić się w dalsze tereny..sam nie wiem, ale coś kazało mi tam pójść.

---

~Simon'ie jakiś list do Ciebie przyszedł. Od Izzabelle.-usłyszałem wiadomość od mojego smoczego przyjaciela. Dziwiłem się lekko tym, ponieważ nie miałem dostawać już żadnych misji od grupy. Zostawiłem to jednak na potem.

~Zabierz list do domu-odpowiedziałem tylko i ruszyłem dalej. Po kilku minutach ukazała się łąka. Już zaraz wyczułem znajomą mi energię. Stanąłem przed Sorayą przyglądając jej się.

-Przecudownie..-rzekłem. Dziewczyna spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.

Biała suknia prezentowała się na prawdę pięknie na Sor.. Sor była piękna..ona dawała sukni swego uroku. Mój uśmiech po chwili znikł..ponieważ sytuacja sprzed kilku godzin wróciła do mnie jak strzała.

-Będę walczyć- usłyszałem głos Sorayi..ale jakbym nie mógł uwierzyć w znaczenie tychże słów. Przysunąłem ją do siebie po czym zamknąłem ją w moich ramionach, podniosłem do góry.

-Dziękuję Ci że przemyślałaś to. Oczywiście we wszystkim Ci pomoge. Możesz na mnie liczyć.


<Soraya?>

18 listopada 2017

Od Sorayi Cd Simon




Simon opuścił mój pokój, jak i dom. Zostawił mnie samą. To, co powiedział, że beze mnie umrze dało mi do myślenia. Nasza wzajemna relacja weszła na jeszcze wyższy etap. Po wspólnie spędzonej nocy w mojej głowie rozgorzała zacięta walka. Z jednej strony wciąż myślałam o Orionie. O tym, jak jednym spojrzeniem potrafił ściąć mnie z nóg. Zdominować, sprawić, że mu ulegałam. Zdałam sobie sprawę, że za nim po prostu tęsknię. Cierpię bez niego. Cierpiałam znaczy się, ponieważ w moim życiu pojawił się Simon. Jego spojrzenie, dotyk nawet głos pozwalały przesyłać  czuć to, co mnie dręczyło od dawna, a nawet mocniej po zniknięciu Oriona. Przy Simonie czułam upragniony spokój, szczęście i... coś zupełnie nowego. Niemal identycznego, co przy Orionie. Coś, co było dla mnie jak na razie nie zdefiniowane. Jedno tylko mogłam powiedzieć. Oni obaj mieli na mnie ogromny wpływ.
Opuszczając mój pokój Simon wyszeptał na początku coś, czego nie zrozumiałam. Udało mi się jedynie wychwycić moje imię. Potem rzekł już głośniej, bym walczyła. Nie zostawiając mi czasu na odpowiedź po prostu wyleciał przez okno. W powietrzu mignęły mi jedynie jego czarne skrzydła i smutny blask zielonych oczu. Swoją drogą, nie wiedziałam, że jego oczy mogą zmieniać barwy na inne kolory.
Po dobrych kilku chwilach siedzenia w bezruchu postanowiłam się wreszcie ruszyć. Szybko podeszłam do mojej sporej szafy i zaczęłam przeglądać ubrania. W ręce wpadła mi biała, skromna, koronkowa sukienka. Popatrzyłam na nią przez chwilę. Zdecydowałam się w końcu właśnie na nią. Coś tak mnie tknęło, by ubrać się dzisiaj inaczej. Pokierowałam się do łazienki, a tam przebrałam się szybko, uczesałam i z powrotem ubrałam łańcuszek od Simona. Przejrzałam się ostatni raz w lustrze, nim opuściłam swoją sypialnię. Zobaczyłam odbicie ładnej, młodej kobiety, ubraną w niewinną biel. Jej czarne niczym smoła, lśniące włosy były uczesane w luźny długi warkocz, opadający swobodnie na prawe ramię. Czarne oczy patrzyły spod wachlarza gęstych rzęs na mnie. Moje oczy. Coś się w nich zmieniło. Nabrały jakiegoś dziwnego blasku. Dotknęłam własnego odbicia. Biały kolor skojarzył mi się od razu z jedną osobą. 
-- Gdzie jesteś, Orion? Dlaczego cię nie ma? – spytałam samą siebie, jednak nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Westchnęłam smutno i wyszłam z łazienki. Gdy znalazłam się już na dole, w salonie powitał mnie Matayas. Uśmiechnął się do mnie czule, bratersko, a ja oddałam uśmiech. Nie musieliśmy nic mówić, wystarczyło jedno krótkie spojrzenie. 
Wyszłam z domu kierując się pewne miejsce, a gdy się tam już znalazłam stanęłam przed dwoma nowymi nagrobkami. Wciąż nie docierało do mnie, że nie ma go już wśród nas. Reo nie zasłużył na tak szybką śmierć. Był taki młody. Mógł tak wiele osiągnąć... Łzy smutku płynęły po mojej twarzy w dół. Letni wiatr zabierał je gdzieś hen daleko. Dlaczego on umarł? Dlaczego Reo..? Nikt więcej prócz Alory i Saki nie stracił życia. Nie w czystej walce pisać z ostatniej bitwy. Jedynie Orion i jego bracia ponieśli szkody. To wszystko wydało mi się takie dziwne oraz podejrzane. Wyglądało to tak, jakby komuś zależało na pozbyciu się właśnie ich. Uklękłam przy mogile mojego przyjaciela i położyłam na płycie nagrobnej mały bukiet konwalii. 
-- Przyrzekam, że sprowadzę Oriona na Eter. Przyrzekam ci to Reo.
Szłam już w stronę domu. Letnia morska bryza rozwiewała mi włosy, szamotała materiałem sukienki. Rozmyślałam o swoim życiu. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że umieram. Jestem świadoma swoich własnych decyzji. Jednak pojawienie się Simona, jego troska o mnie, czułość Jego, jak i zarówno Oriona sprawiły, że zaczęłam nieco inaczej patrzeć na pewne sprawy. Moje serce na widok anioła reaguje niemal tak samo jak na wspomnienie o białym diable czyli Orionie. Zaczyna bić mocniej i szybciej, wymykając się spod mojej kontroli. A gdy mnie całuje i dotyka to budzi we mnie najgłębiej ukryte pragnienia. Mam ochotę wtedy oddać mu się bez reszty. Nie rozumiem co takiego się ze mną dzieje. Nie mogę przestać myśleć o tamtej pamiętnej nocy. Ta chemia, która się zrodziła między mną a Simonem, magia... to samo czułam, gdy połączyłam swoją duszę z duszą Oriona. Oni dwaj... powodują mętlik w mojej głowie. Strach i troski odchodzą na bok. Pozostaje jedynie potrzeba bycia blisko nich. Moja choroba może to udaremnić. Ale ja... tak strasznie się tego boję. I wstydzę jednocześnie. Mimo to wszystko, mimo strachu jedno wiem na pewno. Chcę żyć. Czerpać z życia co tylko się da. Wreszcie być szczęśliwa.
Przystanęłam na moment. Szum fal i mew nade mną koił moje nerwy. Od małego uwielbiam te dźwięki. Potrafią sprawić, że się wyciszam. Oddalam od rzeczywistości. Promienie zachodzącego słońca grzały mnie przyjemnie w odkrytą skórę na ramionach. Wciągnęłam do płuc słonawą woń oceanu. Zamknęłam oczy, jednocześnie dotykając naszyjnika na szyi i rzekłam cicho:
-- Podjęłam decyzję. Chcę walczyć. 


< Ktoś ? >

Od Simon'a CD Soraya



Soraya igrała ze mną jak i ze swoją..powiedzmy chorobą. Musi się nauczyć panować nad energią jak i ją kontrolować..inaczej może pożegnać się z życiem..

Chciała się wyrwać, uwolnić się z mojego zamknięcia ale jej się to nie udało. Co jak co ale ja jestem silniejszy. Uśmiechnąłem się szerzej gdy niechcący otarła nogą o moje krocze. Schyliłem się, dzięki czemu nase wargi dzieliło kilka milimetrów. Byłem wpatrzony w nią jak w obrazek. Jedyna kobieta która tak na mnie działa. Nie wytrzymałem i złączyłem nasze usta w delikatnym z początku pocałunku. Soraya nie mogła się oprzeć, więc oddała pocałunek. Moja dłoń powędrowała do jej talii, unosząc ją lekko. Przeniosłem Sor bez problemów na moje kolana i wpiłem się w jej usta ponownie jednak bardziej namiętnie. Walczyłem z nią na inny sposób.. Chciałem jej przekazać jaka jest dla mnie ważna.

-umrę bez Ciebie.-szepnąłem miedzy pocałunkami. Czarnowłosa jęknęła prosto w moje usta gdy zacząłem gładzić jej udo. Uśmiechnąłem się po czym odezwałem się od niej, przerywając pocałunek. Patrzyłem prosto w jej czarne oczy, które teraz lśniły od emocji jakie na niej wywarłem. Usadziłem ją z powrotem na łóżko ciagle na nią patrząc. Była lekko zaskoczona moimi czynnościami.

-c..coś się stało? -zapytała po chwili. Czułem że moje oczy stały się jasno zielone..a moje dłonie lekko drgały.

-Czy coś się stało? Cały czas coś się dzieje kruszynko.. Boję się że cię stracę. To się dzieje.. Soraya ja nie chcę cierpieć po Twojej utracie.. Nie zniósł bym tego.. Jeśli ty doprowadzisz się do śmierci..ja nie mam po co żyć i nie żartuje.-powiedziałem do niej spokojnie z troską jak i powagą. Zbliżyłem się do niej i pocałowałem ją czule i pogłaskałem po policzku.

-Musisz o siebie walczyć.. Mówisz że powinienem o siebie bardziej dbać..chodź ty o sobie zapominasz. Mogę ci pomóc.. -powiedziałem. Wstałem i skierowałem się do okna po czym ujawniłem swoje skrzydła,które były mroczną poświatą.


-kocham cię Soraya.-szepnąłem niemalże nie słyszalnie.
 -błagam cię byś walczyła.-rzekłem już głośniej i wyleciałem przez okno. W moich oczach pojawiły się łzy jednak nie pozwoliłem im wypłynąć.

~Wracam do domu-dałem znać Risarowi że lece.
<Soraya?>

Od Drake'a Cd Zula




Wiem doskonale, jak działam na nią. Nie musi mi tego mówić. Uwielbiam się z nią droczyć. Doprowadzać ją do stanów jakie tylko ja mogę jej zafundować. Leżała pode mną kompletnie naga. Jedynie nikłe światło pochodzące z okna oświetlało nasze ciała. Patrzyłem na Zulę z coraz większym podniecieniem i rządzą. Ręką pieściłem ją na dole, dzięki czemu doznawała kolejnych przyjemnych uniesień. Schyliłem się i pocałowałem ją w odpowiedzi. Nasze pocałunki były prawdziwe, nieudawane. Zjechałem ustami w dół aż dotarłem do jej sterczących skutków. Przeniosłem rękę z jej muszelki na pełną pierś i nieco mocniej ścisnąłem. Zuzu jęknęła cicho. Jej słodkie jęki przyprawiały mnie o uśmiech. Uwielbiam je słyszeć w jej wykonaniu. Są takie podniecające. Postanowiłem dać jej jeszcze więcej przyjemności. Zszedłem ustami jeszcze niżej, zaznaczając płaski brzuch dziewczyny mokrymi śladami. Wreszcie dotarłem tam, gdzie zamierzałem. Jej słodka muszelka czekała na mnie. Do moich uszu dotarł znacznie głośniejszy jęk, gdy językiem począłem drażnić jej najczulszy punkt.
-- O Drake... taaak... – Zula wierciła się niespokojnie doznając coraz więcej. Złapałem ją za uda i przysunąłem bliżej. Wtedy ponownie zabrałem się do roboty. Po kilku minutach jęki Zuzu przerodziły się w krzyki. Moje imię padło kilka razy wypełniając pokój. Orgazm Zuli był po prostu wspaniały, przez co byłem z siebie naprawdę dumny. Dziewczyna oddychała ciężko, leżąc nadal z szeroko rozstawionymi nogami. Z jej dziurki nadal spływały dowodu właśnie przeżytej ekstazy.


< Zula? >

Od Sorayi Cd Simon




Patrzyłam na anioła nie do końca wierząc w to, co mi właśnie powiedział. Ja... straciłam przytomność? Westchnęłam ukrywając twarz w dłoniach. Nie odpowiedziałam nic Simonowi, nawet gdy na niego spojrzałam. Widziałam już po jego minie co chce mi powiedzieć, jednak na nic zdadzą się jego próby przekonania mnie. Nie będę tego trenować. Nie dam sobą zawładnąć ani robić tego, co inni mi każą. Nie i koniec.
-- Wiem, co chcesz powiedzieć Simon i moja odpowiedź nadal brzmi nie. -- Posłałam mu ostre spojrzenie, lecz chłopak nie ugiął się. Sam zaczął na mnie patrzeć spod byka. Przez kilka chwil mierzyliśmy się na spojrzenia i pech chciał, że musiałam sobie ziewnąć. Simon wykorzystał ten krótki moment by migiem wpakować się na moje łóżko i przygwoździć mnie swoim ciałem do miękkiego materaca. Uśmiechnął się zwycięsko, kiedy ja naburmuszyłam się obrażona.  Spróbowałam się jakoś wyswobodzić, ale aniołek skutecznie udaremniał wszystkie moje wysiłki. 
-- No Simon, złaź że mnie...! -- zażądałam lecz moje słowa w ogóle to nie ruszyły. Tylko uśmiechnął się jeszcze bardziej beszczelnie. Niech nie myśli, że tak łatwo mu ze mną pójdzie. Już on mnie popamięta...


< Simon ? >

Od Simon'a CD Soraya/Tobiraya




Patrzyłem na Tobirayę przez dłuższą chwilę po czym swoje spojrzenie skierowałem na Sorayę. Nie mówiła im tego co przechodziła u Ciernia.. To że powiedział jej że stanie się taka jak on.. To wszystko bzdura.. Z której muszę ją wyciągnąć i zachęcić do treningu. A wszystko to muszę zrobić ostrożnie.

-Nie sądzę by chciała bym o tym rozmawiał bez konsultacji z nią samą.-powiedziałem. Facet lekko się zaskoczył.. Tak właśnie..ja wiem a on nie. Nie będę z nikim rozmawiał o tym co Sor powiedziała tylko mi. Ciemnowłosy westchnął i wyszedł z pokoju raz jeszcze na mnie patrząc.

-zajmę się nią.-rzekłem. Ten skinął głową i zamknął drzwi zostawiając nas samych. Przesłałem odrobinę energii dziewczynie i oparłem się o materac ciągle trzymając Sor za dłoń.

~Co z Sorayą?-usłyszałem głos Risara w głowie. Martwi się o nią ponieważ sam wie, że jest ona dla mnie bardzo ważna.

~Będzie dobrze..Musi być- odpowiedziałem.

---

Otworzyłem oczy gdy poczułem ruch na łóżku. Od razu wstałem i poszedłem do niej.

-Jak się czujesz? Straciłaś kontakt ze światem rzeczywistym. Twój brat pomógł w utrzymaniu Cie przy życiu-wytłumaczyłem. Czarnowłosa patrzyła na mnie jakbym powiedział coś nie dorzecznego.


<Soraya?Ktoś? >

17 listopada 2017

Od Sorayi




Dryfowałam sobie w błogiej ciemności. Czułam się w niej zaskakująco dobrze. W końcu to właśnie mam w sercu. Ciemność i mrok. Pozwoliłam im mną zawładnąć, dzięki czemu lęki czy słabości odeszły w niepamięć. Jakby przestały istnieć. Było mi z tym dobrze. Żyłam na granicy załamania, nie dopuszczając do siebie złych myśli. Aż wreszcie pojawił się on. Tak niespodziewanie. Przypadek sprawił, że nasze drogi się ze sobą zeszły i z biegiem czasu przeplatały ze sobą. On wrył się w moją pamięć. Wspomnienie jego smaku, zapachu wciąż krążyło w mojej głowie. Ta władczość oraz absolutna dominacja zdołały mnie sobie podporządkować w jeden chwili. Nikomu innemu się to jak dotąd nie udało. Żaden inny nie zawrócił mi tak w głowie jak on, chociaż... 
Ostatnio w moim życiu pojawił się ktoś nowy. Zaintrygował mnie, oczarował. Jednym anielskim spojrzeniem sprawił, że z miejsca mu zaufałam. Stał się dla mnie czymś niezbędnym do życia. Powodem do dalszej walki. Jego usta, ręce, oczy miały nieludzką moc uspokajania. On stał się moim małym źródłem spokoju i wyciszenia. Dawał to, czego akurat najbardziej potrzebowałam. Był obok, tak po prostu. Zawsze.
Nie tak jak On. On zniknął. Zostawił mnie. Moje serce wciąż go woła. Czeka na jakikolwiek znak od niego. Ale on nie nadchodzi. Tonę w samotności, udręce i bólu. Tonę już od tak bardzo dawna... Jednakże anielski dotyk zdołał mnie wyrwać z objęć zimniej ciemności i poprowadził na powierzchnię, do światła. Czarny anioł wybawił mnie, zaś biały diabeł spychał z powrotem w bezdenną przepaść rozpaczy i tęsknoty. Dwie przeciwstawne siły próbowały przeciągnąć mnie w tym samym czasie na swoje strony. Które z nich okaże się silniejsze? Któremu pozwolę w pełni sobą zawładnąć..?
Zaczęłam otwierać oczy. Nie mogłam z początku przyzwyczaić się do panującej wokół jasności. Spróbowałam podnieść się do siadu, co udało mi się za pierwszym razem. Dłońmi przetarłam zaspane oczy. Dopiero po kilku minutach spostrzegłam, że leżę w moim własnym łóżku, w moim pokoju. Rozejrzałam się wokół. Obok mnie leżał Simon, spał opary o materac jednocześnie siedząc na krześle. 
-- Już jest rano? Co się właściwie stało..? -- spytałam samą siebie na głos. 


< Simon ? Reszta? >

Tobiraya Cd Simon




A więc tak się poznali. W dodatku dowiedziałem się i to od obcej osoby, że z moją własną siostrą jest aż tak źle. Simon pomagał jej, a co zdziwiło mnie jeszcze bardziej, ona na to pozwalała. 
-- Dziękuję ci. Bez ciebie Soraya najprawdopodobniej już by nie żyła. Spadłeś jej z nieba. -- Przeniosłem spojrzenie na czarnowłosą. Oddychała płytko. Jej klatka piersiowa nieznacznie unosiła się w górę i opadała. -- Widzisz, jej... choroba -- odezwałem się  po chwili  -- zaczęła się, gdy była jeszcze małym dzieckiem. Zanim na świat przyszedł nasz najmłodszy brat. Kiedy się urodził okazało się, że jest taki jak ona, choć z jedną różnicą. Jak zapewne zauważyłeś, Soraya może generować ogromne ilości energii. Jednak sama nie może jej używać, musi ją przekazać lub po prostu oddać. Dopiero za czyimś pośrednictwem może mieć na nią wpływ. Natomiast Katsuya mógł pochłaniać wręcz nieskończone jej ilości. Wraz z pojawieniem się Katsuyi choroba Sor zniknęła. Ojciec trenował ich, uczył jak żyć z takimi zdolnościami, ale wszystko się posypało siedem lat temu. Wraz ze śmiercią ojca i Katsu, Sor straciła naturalną możliwość pozbywania się nadmiaru lub regulacji energii. Jej istnienie pomaga trzymać w równowadze całe Eter, jednak bez odpowiedniego treningu ona po prostu umrze. Jako medyk nie mogę na to nic poradzić, jedynie złagodzić i leczyć cielesne objawy tej choroby, a będzie coraz gorzej. Brat naszego ojca tak wlaśnie umarł, stąd wiem jak mało wiele postępować.
Odwróciłem głowę, by jeszcze raz spojrzeć z troską na pogrążoną w głębokim śnie dziewczynę. Zmierzyłem ponownie jej puls, który nieco się polepszył. 
-- Będę miał cię na oku. Narazie możesz tu zostać. W ramach podziękowania za opiekę nad nią. A będzie jej jeszcze potrzebować i to nie raz. Może tobie uda się jakoś nakłonić ją do treningu. Nie powiedziała nam dlaczego nie chce trenować.. A tobie powiedziała??

< Simon? >

Od Zuli CD Drake



Drake przełożył mnie przez kolano i wymierzył mi klapsa..zabolało tylko odrobinę..ale bardziej mi się to podobało. W mgnieniu oka znalazłam się pod Drakiem. Ten lustrował mnie od góry do dołu po czym zaczął zdejmować ze mnie moją koszule nocną. Pomogłam mu tym, iż sie lekko podniosłam i mógł bez przeszkód ją zdjąć. Położyłam się z powrotem patrząc na niego dziko. Uśmiechnęłam się i przyciągnęłam, ocierając nogą o jego przyjaciela.

-Chodź tu do mnie..-szepnęłam i zarzuciłam dłonie na jego szyję, przyciągnęłam go do siebie i pożałowałam. Następnie palcem jeździłam po jego torsie równocześnie nie odrywając oczu od jego spojrzenia. Jego podniecenie rosło z każdą jedną chwilą. Przygryzłam dolną wargę i wydobyłam z siebie jęk gdy dłoń Draka znalazła się między moimi nogami. Szybko pozbył się mojej dolnej bielizny.. Jechałam rękoma po jego ciele równocześnie nie mogłam powstrzymać jęków rozkoszy. Nie mogłam już wytrzymać.. Chwyciłam jego dłonie i popatrzyłam na niego.

-Drake..doprowadzasz mnie..do szału..-jęknęłam. Cała byłam gorąca.. Sam jego dotyk wyzwala u mnie falę gorąca..jakbym czuła go po raz pierwszy.


<Drake?>

Od Drake'a Cd Zula




Nie umiałem trzymać rąk przy sobie. Zuzu i jej gorące ciało... Aż prosi, by ją dotknąć. Nie będę sobie odmawiać takiej przyjemności. Schyliłem się powoli, by móc pocałować moją Zuzu. Moja Zuzu... jak to wspaniałe brzmi. Rękoma dostałem się pod cienki materiał jej kusej koszulki nocnej. Gładziłem jej brzuch, uda. Całowałem czule szyję. Zrobiłem po chwili nawet jedną malinkę na jej opalonej skórze. Cichutki jęk blondynki pode mną sprawił, że uśmiechnąłem się lubieżnie. Po kilku chwilach poczułem ręce Zuli w okolicach mojego przyjaciela w bokserkach. Pozwoliłem jej się trochę pobawić, przez co i ona mogła sprawić mi przyjemność.
-- To jak kochanie? Masz ochotę? Czy się zaraz wykręcisz okresem czy czymś innym? -- spytałem patrząc jej w oczy. Ta jedynie uśmiechnęła się i ścisnęła mnie tam na dole znacznie mocniej, przez co musiałem od niej lekko odskoczyć. -- Ej! To bolało! Wbrew pozorom i swoim rozmiarom on jest delikatny, więc ostrożnie z łapkami, bo klapsa dostaniesz. -- Na dowód swoich słów poderwałem się szybko do góry. Złapałem Zulę i przełożyłem ją sobie przez kolano. Po pokoju rozniósł się odgłos wymierzonego klapsa, ktorego zadałem blondynie w gołą pupę. Zuzu aż pisnęła. Choć nie dostrzegłem tego, to byłem pewien, że na jej pośladku został czerwony ślad po mojej dłoni. -- Widzisz jak to jest?


< Zula? >

Od Simon'a CD Tobiraya/Soraya

Wiedziałem że tej rozmowy nie da się pominąć w żaden sposób..zostało mi tylko z nim porozmawiać, oczywiście szczegóły zostawić sobie. Nie wyjawię mu tego że jestem aniołem..chyba że tego bedzie wymagała sytuacja. Gładziłem dłoń Sor równocześnie przenosząc spojrzenie na ciemnowłosego. Bacznie mi się przyglądał, jednak jego oczy zdradzały iż nie wie on o mnie zupełnie nic.

-Sor poznałem na plaży.. Była w tedy bardzo słaba. W sumie nie zainteresowałbym się nią..jednak coś mi kazało ją poznać. Znaleźliśmy wspólny język. Czułem że nie jest to zwyczajna kobieta..i nie myliłem się. To wspaniała i silna kobieta, która nie da sobie wejść w paradę.. Jest wyjątkowa na swój własny sposób. Mimo tego wszystkiego cierpi..czego znieść nie mogę.-mówiłem. Moje dłonie, które były zakryte rękawiczkami bez palcy, nadal nie odrywały się od dłoni Sorayi. Jeździłem opuszkami palcy po jej palcach aż ponad nadgarstek i z powrotem.. Zawsze ją to przyprawiało o lekkie dreszcze, jak zwylke na mój dotyk..oraz dawało jej poczucie spokoju..mogła się wyciszyć.

-To jej osłabienie..jej energia zabija ją.. To naszło by znacznie szybciej gdybym jej nie spotkał.. Od kilku tygodni oddaje jej swoją energię..ona ją trzyma przy życiu.. Robiłem i robię nadal wszystko by tylko jej pomóc nawet jeśli ona tego nie chce bo mówi że sama sobie poradzi. Na prawdę nie wątpie w to że jest silna..ale kiedy widzę jak cierpi..to mój obowiązek.


<Tobiraya?Soraya?>

Od Tobirayi Cd Simon




Gdy wraz z Aną kladłem małych spać nawiedziło mnie dziwne uczucie. Od razu pomyślałem o Sor. Moja żona także się domyśliła, dlatego niemal siłą wykopała mnie z pokoju. Posłuchałem jej, ponieważ nie warto się z nią kłócić. Jak to kobiety, Ana uwielbia się rządzić. Wyszedłem na korytarz i już miałem pokierować się w stronę sypialni młodej, gdy drogę zastąpił mi Simon. Co on robi w moim domu, do cholery?! Szykowałem się do opierniczenia go z góry na dół, lecz ten wyprzedził mnie i powiedział, że z moją siostrą znowu jest niedobrze. Momentalnie zmieniło się moje nastawienie. Widziałem po tym chłopaku jak martwi się o Sorayę. Jego autentyczna troska i strach o nią poniekąd zaimponowały mi. Poszliśmy do jej pokoju. Zastałem Sor leżącą na łóżku i tak jak powiedział Simon, była nieprzytomna. Od razu podszedłem do łóżka i zacząłem badać siostrę. Jej energia była bardzo słaba, co mnie zaniepokoiło. Tętno jej serca było ledwo wyczuwalne, dlatego sięgnąłem do szufkady stolika nocnego stojącego przy łóżku i wyjąłem z niej zabezpieczoną odpowiednio strzykawkę z adrenaliną. Sprawnym ruchem odpakowałem narzędzie, po czym wbiłem igłę w szyję Sor, odgarniając  wpierw jej długie włosy na bok. Od razu zazauważyłem kilka sińców, które mogły wskazywać tylko jedno. Spojrzałem ukradkiem na towarzyszącego mi chłopaka. Stał po drugiej stronie i trzymał nieprzytomną Sorayę za bladą dłoń. Przyrzałem mu się szybko. Nigdy wcześniej nie widziałem go. Nawet nie kojarzę jego twarzy. Westchnąłem pod nosem, przetarłem dłonią zmęczoną twarz. 
-- Ty i Soraya... jak się poznaliście? Kim w ogóle jesteś? -- spytałem, patrząc poważnie na Simona. Oczekiwałem odpowiedzi na moje pytania. Muszę się przekonać jaki on jest, czy nie skrzywdzi mojej siostry i... czy ona nie skrzywdzi jego. Cóż, Sor ma ciężki charakter, to nieodzowna córka swego ojca. Nie raz poturbowała mnie, naszych braci... O obcych już nie wspominając. -- Siadaj Simon. Czeka nas długa rozmowa... Sor nie obudzi się za szybko, mamy więc dużo czasu.


< Simon? >

16 listopada 2017

Od Avelli




Leciałyśmy ponad wyspą, spoglądając na akademię, miasto i całe Eter. Ludzie spisali się w odbudowie, miasto ponownie ożyło ciesząc się chwilowym spokojem.
Cierń osłabł, jednak jego siły nadal są większe..a do tego zbiera nowe. Staje się silniejszy z każdym jednym dniem..a my..my nie znaleźliśmy Wybrańca.. Od kilku lat nam się to nie udało.
~Avella, wszystko w porządku?-zapytała Sarilla. Pogładziłam ją po szyi i wtuliłam się w nią.
-Tak... Ale musimy odnaleźć Smoczego Wybrańca.-powiedziałam.
~Tak.. tylko..ja go nie wyczuwam nigdzie.. Żaden mój pobratymiec go nie wyczuwa. Co jeśli nie istnieje? Nie możemy poddać się bez walki. Walczymy o Dragoso.-powiedziała. Zgodziłam się z nią. Naszym obowiązkiem jest ochrona i prowadzenie w dobrą stronę Dragoso.
---
Wylądowałyśmy na środku polany, pozwoliłam smoczycy polecieć na polowanie, a sama postanowiłam przejść się po dawnych terenach, które niegdyś często odwiedzałam.
Przemierzałam łąkę, napawając się każdym zapachem kwiatów.
Po chwili zauważyłam sylwetkę jakiegoś mężczyzny.
<Miguel?>

Od Mirajane CD Aven'a

Usnęłam na torsie Avena. Bałam się, ale... Przy nim jakby uciekało wszystko, co mnie przerażało. Obudziłam się rano. Chłopak był ponownie tygrysem. Uniosłam się ostrożnie. Potem pocałowałam czoło zwierzęcia, a sama poszłam cicho do łazienki. Na ramieniu miałam przewieszony szlafrok oraz nowe ubranie. Po kilkunastu minutach wyszłam z łazienki w ubraniu. Aven już spoglądał na mnie swoimi pięknymi oczami. Podeszłam do niego i pogłaskałam go po łbie. Usiadłam obok niego.
-Dziękuję,że byłeś obok... Nie jesteś zmęczony? Chcesz może iść dzisiaj na poszukiwanie fragmentu Medalionu?-zapytałam.
Te jego oczy... Hipnotyzowały. Nagle obok nas pojawił się mój smok Bianaid. Popatrzył na tygrysa i na mnie, a potem poszedł na swoje posłanie, zostawiając za sobą zlodowaciałą mgiełkę, przez co w pokoju zrobiło się zimno. Kichnęłam, a potem wstałam. Potarłam ramiona dłońmi. Spojrzałam na Avena z uśmiechem.
-Idziemy? Czy masz ochotę zostać, zająć się sobą? -zapytałam cicho.
Podeszłam do mojego smoka i poklepałam go po głowie. Ten, spojrzał na mnie zadowolony i mruknął, wymachując ogonem.
<Aven? >

Od Avena CD Mirajane




Leżałem spokojnie, z przytuloną do mnie dziewczyną, gdy nagle zaczęła krzyczeć i podniosła się do siadu. Od razu podniosłem się i otarłem o nią łbem. Po jej policzkach spływało tysiące łez.
Musiało jej się coś złego przyśnić.. Zmieniłem się w człowieka mimo bólu i przytuliłem ją do siebie. Ta od razu się we mnie wtuliła, cała roztrzęsiona, cała w dreszczach..taka smutna.
Gładziłem ją po włosach i plecach, chcąc uspokoić.
-Już dobrze. To tylko koszmar, jestem tu z tobą. Nic się nie dzieje-mówiłem. Szloch Miry sprawiał, iż smuciłem się wraz z nią.. Nie cierpię, gdy kobieta przy mnie roni łzy.
-Wszyscy.. nie żyli.. cała moja rodzina..-mówiła szeptem, ale słyszalnie dla mnie. 
-Spokojnie.. jestem przy tobie. Uspokój się mała-mówiłem. Położyłem ją, sam kładąc się przy niej, pozwoliłem na to by ponownie się we mnie wtuliła. Leżała głową na moim torsie, jej ciało nadal przeżywało lekkie drgawki, które dla mnie były wyczuwalne, bowiem leżała na mnie.
---
Po kilku minutach, słyszałem tylko bicia naszych serc i oddech Miry. Usnęła, a ja momentalnie zmieniłem się z powrotem w tygrysa, dla niej wytrzymałem cały ból, i zrobiłbym to ponownie.
<Mirajane?>

Od Simon'a CD Soraya





Dotarłem do pokoju Sor..jej energia jednak zaczęła niebezpiecznie pulsować, a moja już na nią tak dobrze nie działała, jak bym chciał. Czułem jak jej serce zwalnia..bije coraz wolniej. Szybko położyłem ją na łóżko i chwytając ją za dłoń oddałem jej moją esencje życiową. Nic..nie budzi się.
Nie miałem innego wyjścia.. Z tego co wiem, jej brat jest medykiem..Jeśli nie pomoże mi z nią, będzie krucho. Nie mogę jej stracić, ona nie może tak się zaniedbywać.
Pocałowałem wierzch jej dłoni.
-Zaraz wrócę do ciebie-szepnąłem i wybyłem z pokoju jak burza. Jak na zawołanie, spotkałem w korytarzu jej najstarszego brata, Tobirayę. Nie był zadowolony, że mnie zobaczył, nawet chciał już coś powiedzieć..na pewno w stylu "wynoś się z tego domu i zostaw Sorayę w spokoju" ale to ja byłem pierwszy.
-Musisz mi pomóc. Sor jest słaba.. jej energia ją zabija od środka. Jest nieprzytomna, moja energia utrzymuje ją przy życiu już od kilku dni. -powiedziałem najpoważniej jak mogłem. Starałem się nie panikować.. Coś w środku sprawiało mi ból, że moja Sor leży tam nieprzytomna.
<Tobiraya? Soraya? Ktoś?>

Od Sorayi Cd Simon




Starałam się nie zemdleć, ale coś było ze mną nie tak. Omal nie upadłam, jednak Simon złapał mnie w porę. Nie minęła sekunda, a chłopak wziął mnie na ręce. Oddał mi kolejną, tym razem znacznie większą część swojej energii. Z miejsca poczułam się lepiej, no ale ja nie mogę tak w nieskończoność brać od niego energię. On potrzebuje jej bardziej ode mnie. Trucizna w jego ciele przez to staje się silniejsza i trudniej będzie ją usunąć. Zaprotestowałam, nawet oddałam to, co mi przekazał, lecz Simon ponownie tchnął we mnie swoją siłę życiową.
Nazwał mnie kruszynką... Trochę nieswojo się poczułam, gdy anioł tak się do mnie zwrócił. Ale gdy znowu tak do mnie powiedział, chyba mi się nawet spodobało. Gdy mnie skrzyczał, postanowiłam zamknąć buzię na kłódkę i się z nim dłużej nie sprzeczać. Pogłaskałam ostatni raz jasnego konia, jej sierść była taka miła w dotyku. Bił od niej spokój, jakby sama swoją obecnością rozprowadzała wokół siebie harmonię.
Wokół zrobiło się już na serio ciemno i do tego chłodno, mimo, że wiatr dawno już ustał. Dzięki Simonowi, który tulił mnie do swojej piersi niczym niemowlę nie było mi wcale zimno, tylko przyjemnie ciepło. Przytuliłam swoją twarz do jego klatki piersiowej. Ciało Simona emanowało wręcz niemożliwym ciepłem, które rozlewało się po całym moim ciele. Było mi tak dobrze... Znaleźliśmy się już w moim domu. Bracia rozeszli się w swoje strony, przez co nikt nie zauważył, jak Simon wniósł mnie do domu. W pewnym momencie poczułam, jak moje serce niebezpiecznie zwalnia. Biło coraz wolniej i wolniej...Oddech stawał się coraz płytszy. Powieki same opadały na zmęczone oczy. Nie czułam już bólu, jednak nadal było coś ze nie w porządku. Później nie wiem co się działo, bo najzwyczajniej w świecie odpłynęłam. Tak po prostu. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam to ciepły dotyk Simona, jego głos wołający moje imię i myśl o Orionie. O nich dwóch. Potem nastąpił koniec....


< Simon? > 

Od Simon'a CD Soraya




Klacz była bardzo okazała, na moje oko i z moich obserwacji jest to klacz arabska. Pytanie tylko, czy magiczna, czy w odsłonie normalnej. Podszedłem bliżej, biała pozwalała się głaskać. Po chwili poczułem jak energia i siła Sor maleje i w pewnym stopniu drga, od razu przerzuciłem uwagę na czarnowłosą. W dobrej chwili udało mi się ją złapać w swoje ramiona.
-Kurwa..kruszynko..-Zakląłem pierwszy raz przy Sor..dotąd się kontrolowałem. Uniosłem dziewczynę, a ta wtuliła się resztkami sił w mój tors.. zrobiła się jeszcze bledsza..co chyba było niemożliwe. Koń zdecydowanie musiał poczekać, jedyne co mnie teraz interesowało to to by z Sor się poprawiło. Miałem głęboko gdzieś to czy chce tego, czy nie, ale oddałem jej większą niż dotychczas cząstkę energii, Sor od razu się poczuła lepiej..czułem jak jej energia zwiększa się do normalności. 
-Simon..nie..-rzekła. Czułem, że oddała mi energię..
-O nie.. nie dam ci cierpieć kruszynko..-znowu ją tak nazwałem..dlaczego? Sam nie wiem. Spodobało mi się to. Oddałem po raz drugi energię do niej.
-Simon, ale to ty jej potrzebujesz..-powiedziała.
-Przelej mi ją z powrotem a oddam ci jej o wiele więcej. Masz to przyjąć bo ja tak mówię i nie obchodzi mnie to czy ty tego chcesz. Ja sobie radzę.. to ty prawie straciłaś przytomność i ledwo trzymasz się na nogach. Ja cię trzymam kruszynko.-powiedziałem stanowczo. Jej mina pokazywała, że chciała coś powiedzieć, ale widząc że ja nadal patrzę na nią z powagą, jakby się poddała.
Wyciągnęła dłoń w stronę klaczy nadal będąc w moich ramionach. Wiem, że moja energia utrzyma ją na siłach przez jakieś pół dnia..ale potem? Co potem? Ona musi się nauczyć ją kontrolować.. Albo ja będę ją ratować za każdym razem, aż w końcu nie będę w stanie tego zrobić ze względu na to że jej własna energia ją zabije.
<Soraya?>

Od Mirajane CD Aven'a

Spojrzałam na Avena. Usiadłam na łóżko i wtuliłam twarz w jego futro. Moja dłoń nadal go głaskała po grzbiecie.
-Jak chcesz, nie musisz ze mną zostawać. Na pewno masz swoje sprawy... -szepnęłam.
Aven mruknął i wtulił się w moją pościel. On pachniał tak ładnie... Z uśmiechem oddałam się w krainę snu.
--*--
-Mamo! Mamo! -krzyczałam do kobiety leżącej na łóżku.
Ojciec, cały blady, przyglądał się mi i swojej żonie oraz reszcie swoich dzieci. Kobieta leżąca na łóżku, była sina, nie oddychała... Ciepło matczynej miłości zostało zalane falą śmierci. Poparzyłam na brata, który chwycił moje ramię. Odtrąciłam je i biegiem ruszyłam do swojego pokoju. Słyszałam kogoś za mną... Nie zareagowałam na krzyki. Odłączyłam się od rzeczywistości. Zamknęłam drzwi, a potem spojrzałam na pokój. Wisiały tak ciała. Ciała mojej całej rodziny. Nie mieli rąk. Na podłogę skapywała krew... Krzyknęłam i zapadłam się w ciemność.
--*--
Obudziłam się z krzykiem przy Avenie, który obudził się, patrząc na mnie z przerażeniem. Zakryłam twarz dłońmi, a jedyne co było widoczne, to skapywające na pościel słone łzy żalu.

<Aven? >

Od Avena CD Mirajane




Odpowiedź Miry mnie nieco uspokoiła.. Sam nie wiem, czy ją pokochałem, lub czy umiałbym ją pokochać.. Zapewne umiałbym, ale sprawiłbym jej tym tylko same nieprzyjemności. Tylko czy to co ja robię..co my robimy jest dobre? Czy powinienem tak na nią działać? Powinienem sprawiać by przy mnie się rumieniła? Powinienem to wszystko robić?
Mirajane jest moją przyjaciółką, a ja zachowuje się w stosunku do niej trochę inaczej.. Co jest nie dobre i dopiero teraz to zauważyłem. Przecież nie mogę jej zwodzić.
Pogładziłem ją po jej niebieskich włosach, następnie rękę zatrzymałem na jej talii.
Ucałowałem w czubek głowy lekko mrucząc..cóż czasami mi się tak zdarza.
-Dziękuję, że mi odpowiedziałaś. Wiele to dla mnie znaczy. Nie chcę cię zranić..ani zwodzić. Przestanę z tym. Przepraszam.-powiedziałem. Popatrzyłem w jej oczy po czym uśmiechnąłem się pewnie. Czułem, że przemiana nadchodzi. Puściłem dziewczynę i zmieniłem się w tygrysa. Otarłem się o jej nogi i nadal utrzymując z nią kontakt wzrokowy wskoczyłem na jej łóżko i lekko zaryczałem. Jest zmęczona, musi odpocząć.
<Mirajane?>

15 listopada 2017

Od Sorayi Cd Simon




Zwierze jednak dało się pogłaskać. Było nad wyraz urodziwe. Koń lekko zarżał, potrząsnął długą grzywą. Przybliżyłam się do klaczy, która po chwili zaczęła trącać mnie w ramię swoim łbem. Uśmiechnęłam się lekko, nadal głaskając konia. Wiatr wciąż wiał nieco mocniej rozwiewał mi moje długie włosy, które wymsknęły się spod jarzma czerwonej wstążki. Na nic zdały się me próby ogarnięcia tych wstrętnych kudłów. Wietrzysko co chwila targało nimi coraz bardziej, tym samym przyprawiając mnie o coraz silniejsze dreszcze. Pod skrzydłem Simona nie było mi tak zimno, wręcz odwrotnie. Jego ciepło udzielało mi się na całym ciele. 
-- Piękne zwierze -- rzekłam cicho pod nosem, nie przestając głaskać jasną grzywę. -- Naprawdę przepiękne...
Obejrzałam się za siebie, by spojrzeć na Simona, który stał tuż za mną. Posłałam mu lekki uśmiech, jednak szybko zniknął on z mojej twarzy. Czułam się coraz gorzej. Odruchowo moja lewa ręka powędrowała na klatkę piersiową i spoczęła tam, gdzie serce boleśnie uderzało o żebra. Każde pojedyncze bicie zadawało mi ból. Nie był on jakoś dokuczliwy, ale jednak był. Złapałam anioła obok za rękę, chciałam poczuć jego przyjemny dotyk. Pobudzał mnie, a wtedy właśnie tego potrzebowałam. Zrobiłam się jakoś dziwnie zmęczona. Moje powieki robiły się coraz cięższe. Skupiłam więc moją całą uwagę na klaczy, która patrzyła raz na mnie, raz na mojego towarzysza. 


< Simon? > 

Od Simon'a CD Soraya




Objąłem dziewczynę i pocałowałem ją w czoło. 
-Jasne. Przejdziemy się, czy wolisz lecieć?-zapytałem z uśmiechem i wyciągnąłem swoje czarne długie skrzydła. Nadal wiał porwisty wiatr, co powodowało tylko dreszcze na naszych skórach, widziałem, że Sor jest chłodno. Okryłem ją jednym skrzydłem tuląc do siebie. Było na tyle ciemno, że nie martwiłem się, że ktoś mnie zauważy w tej postaci.
-Możemy się przejść-postanowiła i objęła mnie. Czułem, że wszystko ją przytłacza.. przeszłość i teraźniejszość powoduje u niej cierpienie.. Nie chciałem by była smutna.. Ale jedyne co mogłem teraz zrobić to trwać przy jej boku. Będę zawsze na każde jej skinienie.. Dlaczego? Myślę, że doskonale o tym wiem..ale ciężko mi to przyznać. Ja upadły..poczułem coś mocniejszego do tak pięknej istoty. 
---
Trwaliśmy w ciszy, która nam nie przeszkadzała, bowiem nam słowa są już dawno zbędne. Cieszymy się ze swojej obecności i chwilowego spokoju. Byliśmy już dość blisko..gdy nagle usłyszałem rżenie.. Czułem silną energię jakiegoś zwierzęcia. Przystanąłem i począłem się rozglądać, Soraya spojrzała na mnie pytająco.
-Coś tu jest.-szepnąłem tylko. Zmrużyłem oczy i wpatrzyłem się w dość mały lasek, spostrzegłem białą istotę.. 
-Koń-usłyszałem głos Sorayi, ta puściła mnie i zaczęła iść w jego stronę. Od razu wyrównałem z nią krok i razem zbliżyliśmy się do dość okazałego biało-kremowego konia. Z początku koń rżał tylko nie chcąc podejść, ale kiedy Sor wystawiła w jego stronę dłoń, ten podszedł i pozwolił się tknąć.
Brenda Burke Fine Art | Facebook
<Soraya?>

14 listopada 2017

Od Zuli CD Drake





Drake mnie puścił po czym poszedł do łazienki. Stałam tak przez chwilę, ten pocałunek sprawił, iż na moich polikach pojawiły się dwa mocne rumieńce.. Mimo, że wiem jak Drake całuje, to i tak działa to na mnie zawsze w ten sposób. Jednak musiałam się ruszyć.
-Drake zaraz wrócę!-uprzedziłam go i wyszłam z pokoju. Weszłam do swojego pokoju, zapaliłam światło i skierowałam się do komody obok okna. Wyjęłam czystą bieliznę, tym razem białą i oczywiście koronkową jak to zwykle ja. Postanowiłam się już umyć u siebie w łazience.
Puściłam gorącą wodę i szybko się rozebrałam. Umyłam również włosy, które zdecydowanie były już zbyt długie..ale jakoś nie mam serca ich ścinać, postanowiłam je zostawić tak jak są.
Założyłam bieliznę oraz jasno złotą koszulę nocną, na to wszystko zarzuciłam długi sweter..ponieważ jakoś muszę wrócić do pokoju Draka, a w samej piżamie nie pójdę, nikt mnie tak nie ma prawa oglądać, z wyjątkiem Draka oczywiście.
---
Otworzyłam drzwi i zastałam ciemność.. Drake zapewne zgasił światło. Gdy weszłam do pokoju szybko zostałam zamknięta w silnych ramionach..po chwili znalazłam się na łóżku wraz z Drakiem, jednak tuż przed tym zdjął ze mnie sweter. Podniosłam się lekko i weszłam na niego, po czym złączyłam nasze usta w słodkim pocałunku. Gładziłam rękoma jego nagi tors, w pewnej chwili znalazłam się tuż pod Drakiem, ten za to uśmiechnął się do mnie szeroko, lustrując mnie wzrokiem.
<Drake?>

13 listopada 2017

Od Drake'a Cd Zula




Jak tu się oprzeć takiej kobiecie, która sama aż promienieje swoim pięknem? Zula walczyła bardzo dobrze, jednak rozproszyła się zbytnio w pewnym momencie, a ja to bezczelnie wykorzystałem. Złapałem dziewczynę w porę, nie pozwalając jej runąć na glebę.
-- Wiem, że mnie kochasz. Jak tu mnie nie kochać..? -- spytałem, uśmiechając się do niej szeroko. Zula również się do mnie uśmiechnęła, ukazując rząd równych białych zębów. -- Wracajmy do Akademii, robi się późno
Gdy przechadzaliśmy się korytarzami uczelni, wziąłem Zulę za rękę i zaprowadziłem ją do mojego pokoju. Wpuściłem ją pierwszą, jako dżentelmen, którym w głębi ducha jestem. -- Kochanie, nie wiem czy wiesz, ale dzisiaj spisz ze mną. -- Podszedłem do niej, złapałem w pasie i przyciągnąłem do siebie, całując ją namiętnie. Zuzu zarzuciła mi ręce na szyję, wplatając palce w moje gęste, ciemne włosy. -- I ja też cię kocham.
Zostawiłem blondynę w pokoju, natomiast sam poszedłem do łazienki się umyć. Szybki prysznic i migiem jestem przy mojej blondi. Choć widzieliśmy się rano, to po całym dniu stęskniłem się za nią.


< Zula ? > 

Od Tobirayi Cd Reszta




Puściłem tego chłopaka. W jego oczach ujrzałem autentyczną troskę o moją siostrę. Troskę i coś na kształt... miłości. Czyżby ten cały Simon zakochał się w Sor..? Co, jeśli on jest Tym Jedynym dla Sorayi? To by skomplikowało całą sprawę. Oktay twierdzi, że to niebezpieczny osobnik, morderca.... Ale my też nimi w gruncie rzeczy jesteśmy. zabiliśmy wiele ludzi. Co prawda nasze ofiary były winne swych przewinień, aczkolwiek liczy się czyn. My też mamy krew na rękach. Oktay zabrał Arrow do domu, pewnie jest w szoku po tym, jak Sor do niej wymierzyła. Nie powinna się denerwować dziewczyna, to szkodzi jej i dziecku. Sam też powinienem wracać do mojej żony i dzieci. Uspokoiłem burzę nad wyspą, pomogłem energii wrócić do równowagi i udałem się w stronę posiadłości wraz z Matayasem.
-- Nie powinieneś tak na nią naciskać -- odezwał się blondyn. Szedł i patrzył przed siebie.
-- Wiem, ale Oktay powiedział...
-- Oktay mówi wiele rzeczy. Może to o tym Simonie to prawda, ale najważniejsze jest to, co twierdzi Soraya. Sam widziałeś, jak on na nią patrzył. Nie możemy tego zlekceważyć.
-- Masz rację, nie możemy -- zgodziłem się z nim. Mat ma całkowitą rację. Oktay za bardzo daje się ponieść emocjom, to zawsze było jedną z jego największych wad. -- Ale nie możemy tak po prostu pozwolić mu na bycie blisko Sor.
-- Też racja. Poza tym... -- Mat spojrzał na mnie. -- Wyczułeś jego energię? Była boska, podobna do naszej, a jednocześnie inna.
-- Tak... Ten koleś jest co najmniej interesujący.
Na tym zakończyła się nasza rozmowa, do której z pewnością jeszcze wrócimy. I to nie raz.


< Reszta? Ktoś chętny? > 

Od Sorayi Cd Simon




-- Mogę polegać? Naprawdę mogę? -- spytałam patrząc aniołowi głęboko w oczy. -- Nie chcę się zawieść. Nie znowu, Simon. -- Przez dłuższą chwilę wpatrywaliśmy się w siebie. Ciemnowłosy uśmiechnął się do mnie, obdarzając czułym i pokrzepiającym gestem. Schylił się powoli i złożył delikatny pocałunek na moim zapłakanym policzku.
-- Gorzkie... -- szepnął, nie przestając na mnie patrzeć. Sama uśmiechnęłam się leciutko, jakby nieśmiało.
-- Tak... Moje łzy są gorzkie, nie słone. Takie jak Boga Dreyara w legendzie -- szepnęłam cicho. Przystawiłam swoje czoło do czoła Simona. Zamknęłam oczy, wsłuchując się we własne bicie serca, które dzieliłam na tak wiele krwawiących części. Mimo prób jedną z nich wciąż pozostawał Drake. Objęłam anioła, który tak samo ukrył mnie w swoich ramionach. Poczułam się bezpiecznie, czułam, że mogę mu zaufać, ale... Nadal coś mnie blokowało. Nie dawało mi spokoju. Tym kimś był Orion. Ja ciągle mam go w swojej głowie, w duszy i sercu. I nie wiem dlaczego. Bliskość Simona pozwala mi choć na chwilę przestać myśleć o złych rzeczach. O całym piekle, które pozostawiłam za sobą, i którego ja byłam sprawczynią. Moje krzywdy... One są w pełni zasłużone. Wiem o tym.
-- Zabierzesz mnie do mojego domu? -- spytałam wciąż pozostając w jego ramionach. 


< Simon? >