Mijały tygodnie, aż wreszcie nadszedł ten dzień. Moja pani, moja Soraya się wybudziła! Mentalnie czuwałam nad nią cały czas. Moje rozmiary nie pozwalały mi na przebywanie z nią w tym samym pomieszczeniu, co ona. Jestem już niemal dojrzałym, w pełni rozwiniętym smokiem żywioły kryształowego. Moje zdolności także się rozwinęły, choć Soraya wciąż nie pozwalała mi posługiwać się mocami przy innych, nawet moich pobratymcach smokach. Uważa, iż wkoło jest za dużo szpiegów i zdrajców, i lepiej dmuchać na zimne. Sama doskonale zdaję sobie sprawę, iż moje kryształy kryją w sobie potężną moc. To dzięki mojej właścicielce takie są. Jej wewnętrzna siła, z której ona sama sobie nawet nie zdaje sprawy, jest ogromna. Większa niż kogokolwiek w tym świecie, jednakże nie aktywowała się jeszcze. Coś ją blokuje. Wyczuwam w niej coś jeszcze, coś... nieludzkiego. Mogłaby pomóc jej to z niej wydobyć, opanować, jednak Soraya tego nie chce. Odpycha to od siebie, a to wyrządza jej z kolei krzywdę. Niszczy od środka. Nie pozwolę by to ją uśmierciło, bo jak na razie to właśnie tak wygląda. To coś ją zabija.
Kiedy najadłam się do syta postanowiłam ruszyć do Akademii. Chcę zobaczyć przytomną Sorayę. Jako jej smoczyca wiem, że jestem jej teraz bardzo potrzebna. Co z tego, że ona wciąż mnie odpycha? To mój jeździec. Ja muszę przy niej być. Rozłożyłam swoje imponujące, kryształowe skrzydła, po czym poderwałam się do lotu. Z daleka wyczułam mroczną energię, która spowiła niemal całą wyspę. Nabrałam w płuca powietrza i zionęłam na legiony potworów atakujących Akademię, uwięziwszy ich na zawsze w czarnych kryształach. Jak tylko Soraya będzie na siłach, zdecyduje co z nimi zrobić. Dziesiątki, jak nie setki zamkniętych w kryształach pomiotów jest teraz na jej łasce. Z przyjemnością popatrzę jak na przykład płoną, lub zamarzają na kość i później pękają na tysiące malutkich kawałków.
Doleciałam na miejsce w niespełna kilka minut. Pomioty, po tak nazywają te pokraczne stwory, ruszyły na mnie, jednak ich ataki nic mi nie mogą zrobić. Jestem cała z kryształu, moja skóra jest odporna na każdy atak fizyczny, jak i magiczny, także... Wystarczyło, iż machnęłam ogonem, a kolejne dziesiątki pomiotów odeszły z tego świata. Ponownie wzniosłam się w powietrze. Zaczęłam krążyć nad Akademią. Za pomocą kryształowego oddechu stworzyłam barierę ochronną wokół okazałego budynku. Wylądowałam na szycie jednej z wież, niszcząc niechcący jego dach. Wydałam z siebie głośny ryk. Była już noc. Towarzyszył mi na księżyc w tle i niezliczone gwiazdy na nocnym niebie. Moja kryształowa zbroja lśniła mistycznie w nikłym blasku srebrzystego globu. O tak, jestem wyjątkowo pięknym smokiem. Przecież to oczywiste! My, Kryształowce, jesteśmy najbardziej zjawiskowymi, jeśli chodzi o wygląd smokami. Posłałam w świat jeszcze jeden ryk, tym razem zdecydowanie głośniejszy. Niech wrogowie wiedzą, że to ja strzegę Akademii i nie ugnę się przed nikim. Jam jest Smok Kryształu, kreatorka energii, zaś moim jeźdźcem jest potomek samego Gromowładnego Dreyara, Boga Burz. Nikt się przez moją obronę nie przebije...
Soraya jest bezpieczna.
Czuwałam całą noc. Stałam na straży i nikogo niepożądanego nie dopuszczałam do kryształowego muru. Gdy nastał świt i pierwsze promienie słońca wychyliły się zza horyzontu, z dala ujrzałam kolejne nadciągające wojska tego całego Ciernia. Niech przyjdą. Rozprawię się z nimi w najokrutniejszy sposób, jaki znam....
< Kolejne wypociny moje... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz