Odetchnąłem z ulgą, gdy ujrzałem Sor całą i zdrową. Niemniej jednak, oberwie się jej za to. Ucieczka i to w takim stanie?! Nawet ja bym tak lekkomyślnie nie postąpił, a jestem najbardziej porywczy z naszej czwórki! Ja..! Złapałem Arrow za rękę, po czym mijając oddalającą się Arianę z tygrysem idących w przeciwnym kierunku, zacząłem iść ku siostrze. Soraya z pewnością już nas wyczuła. Te kilkanaście metrów, które nas od niej dzieliły nie były wcale takie łatwe do pokonania. Rośliny, które mieliśmy na drodze były nie tylko ładne, ale także niebezpieczne. Jeśli ktoś złamałby ich gałązkę, lub oderwał liść, krzaki od razu zajmowały się ogniem. Dla tego ostrożnie przedzieraliśmy się przez ścieżkę między płomiennymi liliami.
-- Soraya, ale ci się dostanie..! -- wrzasnąłem zły w jej kierunku. Sor spojrzała na mnie. Wyczułem jej panikę. Czego ty, na litość boską, się tak boisz? Chciałem ją o to zapytać, jednak nie zdążyłem. Dlaczego? Ponieważ nagle, szklana kopuła nad naszymi głowami roztrzaskała się w drobny mak. A to wszystko za sprawą ogromnego kryształowego smoka, który zjawił się nie wiadomo skąd. Poczułem wibracje. Spojrzałem szybko na trzymane przez siebie jajo. Lekko drżało. Najwidoczniej wyczuwało swojego pobratymca. Rośliny wokół nas ucierpiały, przez co płomienne lilie zaczęły się palić, dlatego razem z Arrow musieliśmy szybko się z nich wydostać. Gdy dobiegliśmy do miejsca, gdzie chwilę temu znajdowała się moja ranna siostra, przeżyłem niemiłe rozczarowanie. Smok odleciał, pozostawił po sobie tylko chaos, zniszczenie i popłoch wśród zwierząt zamieszkujących ogród. Jednak Sorayi nigdzie nie było.
-- Psia mać! -- wrzasnąłem kopiąc z całej siły w odłamany i leżący obok mnie konar drzewa koralowego. -- Ta idiotka znowu zwiała!
< Arrow? Nie wiem, kto tam jeszcze jest.. :D >
-- Soraya, ale ci się dostanie..! -- wrzasnąłem zły w jej kierunku. Sor spojrzała na mnie. Wyczułem jej panikę. Czego ty, na litość boską, się tak boisz? Chciałem ją o to zapytać, jednak nie zdążyłem. Dlaczego? Ponieważ nagle, szklana kopuła nad naszymi głowami roztrzaskała się w drobny mak. A to wszystko za sprawą ogromnego kryształowego smoka, który zjawił się nie wiadomo skąd. Poczułem wibracje. Spojrzałem szybko na trzymane przez siebie jajo. Lekko drżało. Najwidoczniej wyczuwało swojego pobratymca. Rośliny wokół nas ucierpiały, przez co płomienne lilie zaczęły się palić, dlatego razem z Arrow musieliśmy szybko się z nich wydostać. Gdy dobiegliśmy do miejsca, gdzie chwilę temu znajdowała się moja ranna siostra, przeżyłem niemiłe rozczarowanie. Smok odleciał, pozostawił po sobie tylko chaos, zniszczenie i popłoch wśród zwierząt zamieszkujących ogród. Jednak Sorayi nigdzie nie było.
-- Psia mać! -- wrzasnąłem kopiąc z całej siły w odłamany i leżący obok mnie konar drzewa koralowego. -- Ta idiotka znowu zwiała!
< Arrow? Nie wiem, kto tam jeszcze jest.. :D >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz