Wyciągnął do mnie rękę ale ja ją ominęłam. Nie jestem dzieckiem. Rzuciłam krótkie dzięki i odrąbałam łeb następnemu pomiotowi. Powoli moje noże lekko się tępiły. Dziś miały naprawdę dużo roboty.
Pchnęłam następnego ostrzem w kroczę po czym odwróciłam się aby odepchnąć gościa z halabardą. Odbiłam drzewce do góry, a następnie cięłam stwora po nogach. Temu jedynie ugięły się kolana i zwalił się jak wór pełen batatów. Robiłam go wbijając nóż w szparę między chełmem a napierśnikiem. Charknął po czym splunął krwią i skonał. Ominęłam go w morderczym tańcu.
Zadawałam cios po ciosie, wirując między przeciwnikami. Krzyknęłam wyładowując złość.
- To za mamę! A to za tatę! I jeszcze to za Mee. Za Kalego, Simbe, Tomoe, Kufe, Kokumi, Sabi, Teko oraz za moją najmłodszą siostrę Ime!
< Emmm... Brakus Wenus Maximus? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz