Całowałem Zulę namiętnie, coraz bardziej się zatracałem w uczuciach, które mnie wypełniły. Sytuacja już dawno wymknęła się spod kontroli. Temperatura wzrosłą do tego stopnia, że niemal buzowała wokół mnie i mojej Zuzu. Jej zwinne palce bez problemu po odpinały guziki mojej koszuli, która zaledwie sekundę później wylądowała na podłodze. Nie pozostałem bierny. Szybko zdjąłem i jej koszulę. Dobrałem się do jej stanika, gdy nagle ona unieruchomiła mi dłonie. Spojrzałem na nią pytająco. Powiedziała, że nie jest zabawką. Nosz ku***, jaką zabawką? Odkleiła się ode mnie, zapięła stanik, później zgarnęła swoje ubranie z podłogi. Złapałem ją, jeszcze raz pocałowałem, jednak wyrwała mi się. Zaczęła krzyczeć, że kocham Sor, że obiecała mi zdobyć Dreyar, później wybiegła płacząc. Stałem jak ten idiota i nie wiedziałem co zrobić. Dopiero trzask drzwi mnie wyrwał z otępienia. Z gołą klatą wybiegłem na korytarz, po czym puściłem się biegiem do sypialni Zuli. Jestem pewien, że to właśnie tam pobiegła. Dopadłem do drzwi jej pokoju.
-- Zula! -- krzyknąłem, jednocześnie waląc w drzwi.
-- Odejdź! -- odpowiedział mi zapłakany głos z wnętrza. Wkurzyłem się. Walnąłem z całej siły w drewno, przez co drzwi aż zatrzęsły się w futrynie. Uderzyłem w nie jeszcze raz.
-- Nie odejdę! Otwórz albo sam wyważę te cholerne drzwi..! -- ryknąłem na cały korytarz. Miałem gdzieś, czy ktoś mnie teraz ogląda. Liczyła się Zula, tylko i wyłącznie ona. Reszta mogła przestać istnieć.
-- Otwieraj!!!
< Zula? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz