Po tym, jak Neron wbiegł na oddział, czułem, że jestem naprawdę... Zabójcą. Za prośbą Adris, opuściliśmy skrzydło, wychodząc na korytarz. Tam... Byłem przerażony. Po moich policzkach nadal płynęły łzy. Neron złapał mnie za kołnierz i mnie uderzył pięścią w twarz. Nie oddałem mu. Nie byłem zdolny. Dałem się bić ile wlezie...
---
Kiedy Adris pozwoliła nam wejść, ja aż biegiem podszedłem do łóżka Moyry. Złapałem ją za dłoń i usiadłem na krzesełku obok. Miałem podbite oko, ale nie wiele mnie to obchodziło. Pogłaskałem dziewczynę po policzku i po chwili zabrałem od niej obie dłonie.
-Wybacz mi... Złamałem moją obietnicę... Skrzywdziłem cię... To nic... Prawie zabiłem. Nie zasługuję na żadne uczucie... Jestem demonem... Potworem... Kimś, kto nigdy nie zasłuży na miłość, szczęście...
Powiedziałem drżącym głosem i schowałem moją twarz w moje dłonie. To nie było szczęście... Ból, który mnie wypełniał, jedynie ostudzał zapał Ashuramaru. Wiedział, że cierpię, a on tego rodzaju bólu nie znosił... Też to odczuwał...
<Moyra?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz