-- Zen, proszę, musisz mi pomóc. Błagam cię! Pomóż mi uciec z Akademii. Ja nie mogę tu dłużej zostać, pomioty przyjdą po mnie. Proszę cię, pomożesz mi?
Westchnąłem raz jeszcze i spojrzałem na kobietę ze smutkiem. Nie mogłem jej pomóc.
-- Uciekłam ze skrzydła szpitalnego, ale nie chcę tam wracać. Tam mnie szybko znajdą. Sama się nie obronię przed wrogami. Błagam cię... Pomóż mi.
-Sorayo. Przepraszam cię, ale nie jestem zdolny ci pomóc... Nie miej mi tego za złe moja droga. Na prawdę mi przykro.
Powiedziałem. Pogłaskałem ją lekko po głowie.
-Zostawiam ci płaszcz, aby nie było ci zimno i choćby trochę cię okrył. Wybacz mi.
Po tych słowach, opuściłem ogrody i skierowałem się do Akademii, choć było to dla mnie trudne
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz