27 lipca 2017

Od Matayasa Cd chyba połowa obecnych, jak nie większość, postaci


Miałem już wyjść zza tych przeklętych krzaków, kiedy ktoś do nad przybył. Jakiś gościu do nas podbiegł. Chciał coś powiedzieć, jednak był cały zdyszany. Spojrzałem na brata, lecz ten tylko wzruszył ramionami. Odwróciłem głowę w stronę, gdzie wyczuwałem energię mojej siostry. Nagle ją zobaczyłem. Siedziała na ławce, blada niczym ściana. Opatulona czyim płaszczem, a co najważniejsze, patrzyła prosto na nas. Mimo odległości widziałem w jej oczach panikę.
Dlaczego i czego ona tak się boi?
-- Po..potrzebujemy pomocy... Za..za dużo pomiotów... -- wysapał żołnierzyk. Zgiął się w pół po czym oparł rękoma o własne kolana.
-- Nosz ku***! Serio? Nie możecie sobie choć raz dać rady bez nas? -- Oktay wybuch. Tego tylko brakowało... Położyłem bratu rękę na ramieniu. Drugą sięgnąłem po moje okulary w kieszeni, rozłożyłem je i ubrałem na nos.
-- Najwyższa pora wkroczyć na scenę, bracie. -- Spojrzałem jeszcze raz w stronę Sor, jednak ona szeptała coś tam do tego faceta, co obok niej siedział. Co to za gościu? Cholera jasna, kolejny pajac się zakręcił obok Sorusi? Pourywam im wszystkim głowy. -- Zajmij się naszą siostrą, Ja idę walczyć. Wybaczcie mi, ale muszę iść. Obowiązki zastępcy wzywają. -- Ukłoniłem się lekko przed towarzystwem, jednak na odchodne pacnąłem Oktaya w tej jego pusty łeb, ponieważ ten zaczął mnie przedrzeźniać. -- Palant...
-- Tępa łycha..! -- wrzasnął za mną młodszy, ale tą uwagę puściłem już mimo uszu.

Wybiegłem na zewnątrz. Nad nami rozległ się smoczy ryk. Wokół panował istny chaos. Jeszcze dobrze nie zdążyłem przyjrzeć się otoczeniu, a dwa pomioty na mnie ruszyły. W tłumie walczących dostrzegłem Alvara. O, doszedł do siebie. Świetnie, z nim sobie też utnę ciekawą pogawędkę. Wyjąłem zza pleców moją katanę, prezent od ojca, którą dostałem w dniu zaprzysiężenia. Czarne ostrze cięło wrogów, jednego po drugim. W dość szybkim tempie znalazłem się obok Alvara, osłaniając jego plecy. Te pomioty były jakieś mało rozgarnięte. Aż szok, że nasi nie mogli sobie dać  z nimi rady!
-- Ku***, więcej to ich chyba matka mieć nie mogła..! -- Złość zaczęła we mnie wzrastać. Zabijałem te pokraki bez cienia litości, niema z dziecinną łatwością. Lata walk i szkoleń nie poszły na marne. Wtem, jakiś smok przeleciał na naszymi głowami. Uwięził w kryształach zdecydowana większość z naszych wrogów, ale także kilkoro naszych ludzi. Później, jak z pod ziemi, wokół zaczęły wyrastać ogromne kryształy, blokujące dostęp do Akademii. Mur rósł w górę na wysokość niemal pięćdziesięciu metrów.!

< Alvar? Reszta? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz