Dobra, nie powiem. Pochwała blondyna napełniła mnie dumą. Ale to co powiedział później o tych wszystkich pomiotach Ciernia zupełnie wygasiło ten minimalny zalążek dufności.
Facet przyglądał mi się od pewnego czasu, a ja starałem się to ignorować. Co do jeźdźców miał rację. Przydali by się. Tylko gdzie do jasnej cholery oni byli?! Jak narazie najwyraźniej musieliśmy radzić sobie sami.
Podszedłem do najbliższego truchła i otarłem o nie swoje ostrza. Nienawidzę jak coś lepi mi się do mieczy. Wróciłem do blondyna, który przypatrywał się smokowi kryształu. Siedział on (lub ona) na dachu Akademii i ział jakimś kruszcem. Nie ma co. Niezła zabawka. Nagle blondyn klepnął mnie w ramię. Następnie wskazał kolejną falę podmiotów. Zakręciłem mieczami i zakrzyknąłem do faceta:
- Ten kto ubije więcej, ten wygrywa!
< I co? Ścigamy się? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz