Stellar dreptała tuż za mną, mała pocieszna gwiezdna smoczyca nie opuszczała mnie nawet na krok.
Znaleźć Zorina, to musiałam zrobić.. Ostatnio tylko się szukamy zamiast być obok, może i ja to zniszczyłam, od jakiejś pory ciągle tylko przebywałam z Reo, zaniedbałam Zorina..
Zamyślona nawet nie zauważyłam, że wpadłam na kogoś. Szybko znalazłam się w jego ramionach, moje oczy spotkały się z jego żółtymi.
-Naxi, co taka zamyślona?-zapytał Zorino. Uśmiechnęłam się lekko i czekałam kiedy w końcu mnie puści, lecz on nawet się do tego nie przymierzał..cóż. Wplątałam się z jego objęć i zeskoczyłam na kafelki.
-Szukałam cię-rzekłam tylko.
-Co za zbieg okoliczności moja miła-powiedział szczerząc się jak zwykle. Dawno tak do mnie nie mówił..w sumie to odkąd się rozstaliśmy to już tak do mnie nie mówi.
-Tak.. Więc, szukałam cię byś oddał mi mój miecz, ponieważ zamierzam pomóc w walce-powiedziałam. Ten przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło, po chwili oddał mi moje białe ostrze. Odebrałam je z uśmiechem na twarzy i popatrzyłam na Stellar.
-Jak tam twoja próba przejścia?-zapytałam gładząc moją smoczycę po głowie.
-Żaden mnie nie wybrał-odpowiedział, jednak po jego minie widziałam, że nie wyglądał na jakiegoś bardzo przybitego tym faktem. Chwyciłam go za dłoń i popatrzyłam na niego.
-Na pewno w sali były nie te jajka, nie przejmuj się. Będzie dobrze-powiedziałam. Ten lekko się zaśmiał po czym ponownie objął mnie w tali.
-Zawsze jest dobrze gdy jesteś obok, tyle wystarczy mi do życia. Nawet bez smoka jestem w stanie pokonać hordy pomiotów. Moja miła-powiedział nie odrywając ode mnie wzroku.
-Zorino..przestań..-odparłam schylając głowę. Puścił mnie niechętnie.
-Jest dobrze. Dołączę do ciebie w walce za niedługo. Masz na siebie uważać moja miła-powiedział całując mnie w czoło i pobiegł dalej. Stałam tak przez chwilę nie wiedząc co zrobić.. Mam pełną świadomość, iż Zorino nadal pała do mnie miłością.. Ale ja..sama nie wiem. Jestem rozdarta..
Z jednej strony myślę o żółtych oczkach, a z drugiej o zielonych.. Zorino i Reo..
---
Wyszłam z akademii i popędziłam w kierunku , gdzie pomiotów było od cholery. Wykonałam podwójne salto odcinając w ten sposób kilka ich głów, bawiłam się jak nigdy.
Zabijanie wrogich pokrak sprawiało mi dużą radość, nie czułam się winna wiedząc iż oni zabili tysiące niewinnych. Stellar ciągle trzymała się z tyłu i raz po raz rzucała w pomioty gwiezdnym pyłem, starała się mi pomóc.
~Dziękuję Stellar-wysłałam do niej myśl. Kochałam ją, nasze relacje były jednymi z najlepszych, nie miałam żadnych problemów by się z nią porozumieć. Obie bronimy się nawzajem.
Gdy spostrzegłam, że Stellar nie ma przy mnie przestraszyłam się.. Ale już po chwili zlokalizowałam ją patrząc jej oczyma, jest przy ogrodach.. jest tam w miarę bezpiecznie, także nie musiałam do niej od razu pędzić. Zabiłam jedne z ostatnich pomiotów tej fali i wybiegłam.
Szybko znalazłam się przy niej, ta patrzyła w jednym kierunku. Zobaczyłam mężczyznę, który patrzy wprost na mnie.
<Miguel?>