Czasami w życiu pojawia się trudny okres..
Jedni go miną bez większych szkód, drudzy spierają się z nim.
Ja jednak odkąd tylko się urodziłam walczę o swoje przetrwanie w tym bezlitosnym świecie.
Wychowywana bez rodziców, którzy postanowili mnie zostawić? Szkolona na misje, na które nawet nie miałam ochoty.. Nauczyłam się walki, a teraz na nic mi się to zda.
Patrzyłam na Tsu swoimi niemalże bladymi oczyma. Wiedziałam doskonale, że w końcu będę musiała mu o tym powiedzieć, wyjaśnić, ale nie sądziłam, że to przyjdzie tak szybko. Byłam niemal pewna, że dowiedział się tego od Kaio...miał prawo się martwić..
Już chciałam mu wszystko wyjaśnić, gdy nagle Adris pojawiła się obok nas. Tsuyoshi rzucił krótkie "cześć" i tak jak obiecał wyszedł z oddziału. Elfka od razu zajęła się sprawdzaniem mojego stanu zdrowia, chodź ja i tak już wiedziałam, że nic mi nie pomoże.
Po cały moim ciele przebiegały zimne dreszcze, miałam bardzo nieregularny oddech, cała drżałam..lecz największym moim problemem było serce. Serce, które biło zbyt szybko, i nadal przyspieszało tępa równocześnie prowadząc mnie do mego końca. Wyczuwałam smutek i ból Stelmari, obwiniała się za to, że nie może mi w żaden sposób pomóc..ale przecież to moja wina. Nic z nią nie ćwiczyłam, nie miałam jak..moja towarzyszka sama nie chciała..ciągle była przy mnie.
~Trzymaj się moja mała-jej słowa dopadły do mojego umysłu jak strzała. Uśmiechnęłam się nikło i spojrzałam na Adris, która była niespełna wybuchu. Jej ręce drżały, nigdy nie widziałam jej w takim stanie.. Złapałam ją za dłoń, a ta znieruchomiała i jej wzrok spoczął na mnie.
-Nic mi nie będzie..-rzekłam cicho.
-Pewnie, że nic. Nie pozwolę ci umrzeć-powiedziała pewnie, lecz jej głos zadrżał. A więc mój koniec przyjdzie zdecydowanie szybciej, niż się tego spodziewałam..
<Tsuyoshi? Ktoś?>
Jedni go miną bez większych szkód, drudzy spierają się z nim.
Ja jednak odkąd tylko się urodziłam walczę o swoje przetrwanie w tym bezlitosnym świecie.
Wychowywana bez rodziców, którzy postanowili mnie zostawić? Szkolona na misje, na które nawet nie miałam ochoty.. Nauczyłam się walki, a teraz na nic mi się to zda.
Patrzyłam na Tsu swoimi niemalże bladymi oczyma. Wiedziałam doskonale, że w końcu będę musiała mu o tym powiedzieć, wyjaśnić, ale nie sądziłam, że to przyjdzie tak szybko. Byłam niemal pewna, że dowiedział się tego od Kaio...miał prawo się martwić..
Już chciałam mu wszystko wyjaśnić, gdy nagle Adris pojawiła się obok nas. Tsuyoshi rzucił krótkie "cześć" i tak jak obiecał wyszedł z oddziału. Elfka od razu zajęła się sprawdzaniem mojego stanu zdrowia, chodź ja i tak już wiedziałam, że nic mi nie pomoże.
Po cały moim ciele przebiegały zimne dreszcze, miałam bardzo nieregularny oddech, cała drżałam..lecz największym moim problemem było serce. Serce, które biło zbyt szybko, i nadal przyspieszało tępa równocześnie prowadząc mnie do mego końca. Wyczuwałam smutek i ból Stelmari, obwiniała się za to, że nie może mi w żaden sposób pomóc..ale przecież to moja wina. Nic z nią nie ćwiczyłam, nie miałam jak..moja towarzyszka sama nie chciała..ciągle była przy mnie.
~Trzymaj się moja mała-jej słowa dopadły do mojego umysłu jak strzała. Uśmiechnęłam się nikło i spojrzałam na Adris, która była niespełna wybuchu. Jej ręce drżały, nigdy nie widziałam jej w takim stanie.. Złapałam ją za dłoń, a ta znieruchomiała i jej wzrok spoczął na mnie.
-Nic mi nie będzie..-rzekłam cicho.
-Pewnie, że nic. Nie pozwolę ci umrzeć-powiedziała pewnie, lecz jej głos zadrżał. A więc mój koniec przyjdzie zdecydowanie szybciej, niż się tego spodziewałam..
<Tsuyoshi? Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz