Ulżyło mi trochę, gdy Oktay powiedział, że się nami zajmie.. Ja jednak nadal nie byłam co do tego przekonana.. Dziecko? Nigdy nie byłam za usunięciem dziecka..nawet teraz kiedy spotkało to mnie, nie mogłabym go stracić. To wbrew naszym zasadom.. W moim rodzie ciąża to był dar z nieba, mało dzieci się rodziło, mało przeżywało sam poród..tacy jesteśmy.. Mam nadzieję, że w naszym przypadku tak się nie stanie. W całym moim życiu przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym być matką.. Jestem wojowniczką na wiecznej służbie.. Jak mogę mieć dziecko?
Udało mi się w miarę uspokoić w ramionach Oktaya..ale to co powiedział jakby do mnie nie dotarło.. Jak to zabiera mnie do siebie? Cofnęłam się o krok i spojrzałam na niego.
-Oktay.. ja nie wiem, czy to dobry pomysł.. Z resztą mam swój dom, nie będę robić problemu. Dam sobie radę..-mówiłam, lecz Oktay się uparł, przegadał mnie tak, iż miałam gówno do powiedzenia.. Jeszcze zobaczymy.. Tylko dojdę do siebie po tym wszystkim.
---
Linera człapała zaraz za mną, a ja szłam tuż obok srebrzystowłosego. Nie myślałam już o niczym, po prostu szłam.. Chciałabym wiedzieć co będzie dalej z tym wszystkim.. Jestem w drugim miesiącu.. Przede mną tyle czasu niepewności.. Czy urodzę, będę matką.. Czy jak w 90% w moim rodzie dziecko umrze zaraz po porodzie, bądź poronię.. Tak cholernie się tego boję..
Czułam jak moje oczy raz po raz się przymykają, byłam zmęczona.. Jednak nie mam czasu na.. I teraz jakby mnie rozjaśniło.. Co z moimi treningami? Misjami i obowiązkami? Mam wszystko rzucić?! Odwiałam te myśli na bok, nie mam siły teraz się tym przejmować..
<Oktay?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz