Zaprowadziłem Arrow do mojego domu na wybrzeżu. Z początku nie chciała iść ze mną. Upierała się, że powinna wrócić do siebie. Niedoczekanie jej! W życiu nie pozwolę jej w takim stanie przebywać poza moim zasięgiem wzroku czy słuchu. Gdy zbliżaliśmy się już do naszych uszu dotarły czyjeś histeryczne wrzaski. Arrow spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale również z obawą. Dopiero po chwili dotarło do mnie kto się tak wydziera i dlaczego.
-- To Ana. Zaczęła rodzić. Ana to żona mojego najstarszego brata, Tobirayi. Chodźmy! -- Pociągnąłem dziewczynę za rękę i szybkim krokiem ruszyłem w stronę frontowych drzwi. Ale mamy farta. Przychodzę obwieścić rodzeństwu, że za parę miesięcy sam zostanę ojcem, a tu proszę... Rodzi się kolejny Dreyar!
Przestąpiliśmy próg domu. Idąc korytarzem zauważyłem, że w salonie nerwowo przechadza się w tą i z powrotem Matayas. Jak tylko zobaczył mnie z Arrow zatrzymał się natychmiast. Zmierzył nas swoim standardowym spojrzeniem belfra. Gdy miał się już odezwać kolejny, tym razem o wiele głośniejszy wrzask Any wstrząsnął fasadami naszego domu.
-- ...kurwa, nie pisałam się na takie coś...!
-- Kochanie... spokojnie....
-- Ja ci zaraz dam kurna spokojnie...! Nie uspokajasz mnie wcale!
Arrow spojrzała na mnie ze strachem w oczach.
< Arrow? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz