Nie mogłem patrzeć jak Arrow się załamuje. Ma rację, co się stało to się nie odstanie. Trzeba ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Ciągle nie mogę uwierzyć, że to prawda, że Arrow spodziewa się dziecka.
Mojego dziecka.
Myślałem kiedyś nad złożeniem rodziny, ale to były dalekosiężne plany. Poza tym, muszę zgodzić się z Arrow. To kiepski czas na dzieci. bardzo kiepski. Jednak nie pozwolę jej na usunięcie dziecka, co to, to nie. To wbrew prawu życia. Moi przodkowie w grobach by się poprzewracali, gdybym pozwolił na taką profanację.
-- Też zbytnio nie wiem, co zrobić w tej sytuacji, ale jednego nie pozwolę ci zrobić. -- Podszedłem do dziewczyny. Chwyciłem ją pewnie za ramiona. -- Nie usuniesz tego dziecka. Nawet nie waż się o tym myśleć. -- Porwałem Arrow w ramiona. Dziewczyna szybko się we mnie wtuliła i swoimi świeżymi łzami zaczęła moczyć mi koszulkę. Moja ręka poczęła głaskać ją po białych włosach. -- Jakoś to będzie. Zaopiekuję się wami.
Tak, ja i moja rodzina jakoś zadbamy o bezpieczeństwo Arrow i tego nienarodzonego szkraba. W końcu Sor to też cel Ciernia. Mając je obie na widoku będzie nam łatwiej je chronić. Co z pewnością nie będzie łatwe, ponieważ jak jedna tak i druga ma zawsze coś do powiedzenia. Jednak dla mojej siostry taryfa ulgowa się skończyła. Jak tylko ją znajdziemy... młoda ma przechlapane.
-- No, to zabieram cię do mnie do domu. Poznasz całą familię Dreyarów! No... jak się już wszyscy znajdą.
< Arrow? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz