22 września 2017

Od Dantego Cd Dorian


Wraz z tym lalusiem Dorianem byliśmy już niedaleko. Wdaliśmy się w walkę, przez co nasz powrót do miejsca z naszej młodości zajął nam więcej czasu niż przypuszczałem na samym początku. Wojska tego parszywca, co rodzinę prawie do cna mi wytępił, były po prostu wszędzie, ale ja się nie poddam. Tak samo Dorian. Tam są nasze dzieciaki. Moi siostrzeńcy, jego syn... Przyszłe pokolenie, które rozwinie to, co my zapoczątkowaliśmy kiedyś. Już Zakon o to zadba...
-- Dobra stary luju, pora pokazać kto tu rządzi...!
No tak, Dorian dał się porwać radości z zabijania. Te jego zapędy czasem nawet i mnie przerażały. Tak, Dorian to gość, którego boi się sam szatan. W końcu zasłużył na swoją pozycję w Axallus.
-- Tak, pokażmy dziatwie, że starsi też jeszcze potrafią! -- wykrzyczałem w niebo. Uśmiech, który przyozdobił moją twarz był zwiastunem zła. Tak samo jak cały ja, Dorian, czy nasza gromadka z Zakonu, a już w szczególności nasze trzy Diabły Główne.
Przebijając się przez zastępy wojsk Ciernia, coś niesamowicie potężnego odrzuciło mnie i mojego druha, niszcząc przy okazji wszystkie pomioty. Pozbieranie zajęło mi dobrą chwilę, zaś ogarnięcie sytuacji kolejną. Co się stało..?
-- Co to kurwa było...?! -- Stary Axall wygrzebał się spod skrzydeł swojego smoka, który ochronił go przed silną falą uderzeniową. 
-- Nie wiesz? Nie czujesz tej aury? To nie jest zwyczajna energia -- odpowiedziałem na pytanie, które w sumie nie było skierowane do mnie. Dorian popatrzył w stronę, w którą akurat się kierowaliśmy, i z której dopływała aż tu ta niemożliwa moc.
-- Masz rację -- odparł poważniejąc. -- Pośpieszmy się. Źle się dzieję.

C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz