Oktay nie mógł uwierzyć, z resztą nie dziwię mu się, sama jestem do tej pory w szoku.
Dziecko.. i to w tej chwili. Nie planowałam tego przecież.. Nie sądziłam, że takie coś jest w stanie się wydarzyć.. Ale stało się..i noszę w swoim łonie naszego potomka.
Ryk Oktaya lekko mnie przestraszył.. dość byłam już niespokojna, to on jeszcze krzyczy.. Jednak szybko przeprosił.. Miał prawo się wykrzyczeć..
Pytanie czy to jego dziecko, normalnie wytrąciłoby mnie z równowagi, jednak teraz nic sobie nie zrobiłam z tego.. Doskonale wiedziałam, że to on jest ojcem, z nikim w tamtym okresie nie spałam..Z nikim się nie spotykałam.
-- I co teraz? Znaczy..., no wiesz... -- powiedział. -- Ja... -- ciągnął dalej -- przepraszam. Nie uważałem jak trzeba. Przepraszam. Jeśli chcesz mi wygarnąć to proszę. Zasłużyłem.-dokończył patrząc ciągle na mnie. Westchnęłam i otarłam oczy z łez.
-Dobrze wiemy jak to się stało.. Stało się i się nie odstanie..-zaczęłam. -Oczywiście, to ty jesteś ojcem tego dziecka.. Ciąża..Ja sama jestem w szoku.. Nie potrafię tego zaakceptować.. Uwierzyć w to.. Ale jednak to prawda..-urwałam.. do oczu napływały mi kolejne łzy.. -Oktay..ja nie wiem co mam robić.. -dokończyłam. Stałam i patrzyłam na niego, jednak po chwili musiałam zasięgnąć po pomoc ściany. Oparłam się prawą dłonią, oczy zamknęłam i starałam się odpędzić mroczki pod oczami.
-Nie wiem co robić.. Ja nie jestem gotowa na to wszystko.. Te czasy.. Przecież trwamy w wojnie.. Jestem celem Ciernia.. To dziecko nie jest i nie będzie bezpieczne..-wydukałam.
<Oktay?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz