20 września 2017

Od Ariany CD Antonio

Ten chłopak, był zbyt pewny siebie.. Już wyobraża sobie nie wiadomo co. Nie będę do niego biegać po pomoc, poradzę sobie sama..z resztą mam Zulę i Draka.. Właśnie..
W głowie utworzył mi się obrazek ich razem w trakcie..no cóż. W złym momencie weszłam do pokoju, lecz halo! Oni razem?! Od kiedy?!
Wróciłam na ziemię czując rękę Antonia na ramieniu.
-Jesteś rozkojarzona..coś się stało?-zapytał. Spojrzałam na niego, zatrzymując się przy jego zielonych oczach. Podobne do oczu mojego tygrysa, chodź Aven ma bardziej turkusowe i jego mnie hipnotyzują...a Antonia.. Stój! Na serio jestem rozkojarzona..
-Nie twoja sprawa-warknęłam i weszłam do środka wielkiego zamku. Słyszałam jego kroki..tuż za mną. śledzi mnie? Spokojnie Ariana, po prostu idzie w tę samą stronę.
---
Skręciłam w boczny korytarz i skierowałam się do drzwi swojej sypialni. Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do środka. Rozejrzałam się po pokoju.
Uśmiechnęłam się lekko widząc śpiącą Avię na poduszce. Jej sierść lekko połyskiwała. Było już dość późno, Aven jest nadal nieobecny.. Trudno, dziś śpię bez wielkiego kota. Poszłam się umyć oraz przebrać w moją czarną koszulę nocną, już po kilku minutach wróciłam i padłam na łóżko.
Ułożyłam się wygodnie i gotowa do snu zamknęłam oczy.
---
Nic.. nie mogłam zasnąć..
~Co się dzieje Ariana?-usłyszałam w głowie głos Spire'a. Westchnęłam.
~Nic. Po prostu nie umiem zasnąć..-odpowiedziałam.
~Czuję, że twoje emocje..uczucia są inne. Wzburzone, oraz wykryłem nowe uczucie, którego dotąd nie czułem u ciebie.-powiedział. Wywróciłam oczyma, ale on oczywiście tego nie zobaczy.
~To nic takiego.-powiedziałam. Już więcej się nie odezwał, czułam iż był zmęczony walką, pozwoliłam mu spać. Zamknęłam raz jeszcze oczy próbując zasnąć.
---
Śniłam.. Na początku był to sen jak z bajki. Ja, Zula, Trevor wraz rodzicami bawiliśmy się na dworze..Miałam w tedy z dziesięć lat, może więcej. To było piękne wspomnienie.
Obraz snu zmienił się nie do poznania.. Widziałam ogień, nasz spalony dom... Martwą rodzinę i ten śmiech.. śmiech zabójców.. Jednym z nich był Leo..
Jego sylwetka zbliżała się coraz bliżej mnie, pokazał jak zabija mojego ojca.
---
-NIE! NIE! Aaa!-obudziłam się z krzykiem, od razu zapaliłam lampkę. Starałam się uspokoić swój oddech, czułam jak coś w środku mnie mnie rozpiera. Sięgnęłam do szuflady i wyjęłam antidotum na mojego demona.. Wypiłam cały jeden flakonik..Nie chcę nikomu zrobić krzywdy.
Po chwili rozległo się pukanie w drzwi. Jest trzecia w nocy..kogo tu niesie?
Wstałam i leniwie pociągnęłam za klamkę. Widok Antonia mnie zszokował, wyglądał na lekko wystraszonego..pewnie usłyszał mój krzyk..
-Co chcesz?-spytałam trochę oschle.
<Antonio?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz