Chciałam razem z moim mężem i szwagrami czuwać, ale Tobiraya mi nie pozwolił. Znowu zrobił mi wykład o tym, że nie powinnam się forsować, tylko odpoczywać, bo nerwy szkodzą dziecku. Zwłaszcza teraz, gdy lada dzień nasze małe herosiątko ma przyjść na świat. czuję jego ruchy. Mały jest niespokojny, coraz bardziej ruchliwy, co zdziwiło nawet samego Misia. Kto wie. może nasz mały dzidziuś wyrośnie na sportowca? Bo jak na razie wszystko na to wskazuje. Cieszę się ogromnie. Oboje, ja i Tobiraya, chcieliśmy dziecka od samego początku. Gdy okazało się, że jestem w ciąży mój świeżo upieczony mąż skakał z radości pod same niebo. Ja oczywiście też się cieszyłam. Nasze jeszcze nienarodzone dziecko tylko wzmocniło naszą, już i tak nierozerwalną więź. To Ten Jedyny, zaś ja jestem Tą Jedyną dla niego.
Soraya, niestety, ale nie wróciła do domu. Mimo, iż przespałam dobrych kilka godzin to wiedziałam, że jej nie ma w domu. jak tylko zeszłam na dół po schodach, robiąc sobie przerwy co trzy stopnie, zamieniłam kilka słów z Oktayem i Matayasem, którzy jak tylko pierwsze promienie słońca padły na ziemię, wyszli z domu. Martwią się o swoją siostrę. Nie dziwię im się. Wczoraj Tobiemu puściły już nerwy. Okazało się, że Soraya przesyłała mu sfałszowane wyniki swoich badań. Coś czuję, że moją szwagierkę czeka niezła awantura, jak już się znajdzie.
Gdzie ona się podziewa? Dlaczego nie wróciła do domu? I od kogo jest ten ładny bukiet, co stoi w wazonie w jej pokoju? Czyżby miała faceta i nie podzieliła się tą, jakże arcyważną informacją ze mną?!
Z pewnością czeka ją ochrzan. niech no tylko dostanę ją w swoje ręce...
Krzątałam się po kuchni, szukałam moich ulubionych wiśni w czekoladzie, gdy poczułam coś dziwnego. Spojrzałam w dół. Po moich nogach ciekła woda, było jej dużo. Stałam tak i patrzyłam na to, co się dzieje.
O Matko.
To już...
Wody mi odeszły..!
-- Aaa..! -- krzyknęłam na cały dom. Nie mogłam ruszyć się z miejsca, normalnie mnie sparaliżowało! Do kuchni wbiegł Tobiraya. Ach ta jego naga, umięśniona klata.., ej, kobieto, skup że się! Rodzić zaczęłaś!
-- Tobiraya ... chyba się zaczęło..!
-- Kochanie... spokojnie.. Tylko spokojnie... -- Tobiś znalazł się przy mnie w nanosekundę. Złapał pod ramię i zaczął prowadzić do naszej sypialni na górze. Wtedy właśnie poczułam pierwszy skurcz. Momentalnie się zgięłam w pół. Ciemno mi się zrobiło przed oczami. Nadszedł kolejny skurcz i tym razem nie dałam rady utrzymać języka za zębami. Krzyknęłam po raz kolejny z bólu.
Kurna, jak to boli!!!
-- Ana... spokojnie, wdech - wydech, wdech - wydech.. -- mój mąż przyspieszył tempo, zaczął mnie wlec za sobą, natomiast ja ledwo szłam. Czułam jak na dole coś mnie rozrywa od środka.. -- Spokojnie...
-- Jestem, kurwa, spokojna...! -- warknęłam na niego wściekle. -- Przestań to w kółko powtarzać!
Gdy dotarliśmy do schodów popatrzyłam na nie jak na najgorszego wroga. Ten mój idiotyczny mężuś chyba zgłupiał. jak ja w takim stanie mam wejść po tych pieprzonych schodach?!
-- Nie ma mowy, żebym weszła na górę. Nie ma mowy!
-- Ana, dasz radę. Musisz, chyba, że chcesz rodzić na podłodze lub na schodach. -- Poważniejący ton mojego ukochanego nieco mnie otrzeźwił. Popatrzyłam na niego przez dłuższą chwilę, w między czasie skurcze się jeszcze nasiliły, co przyjęłam głośnym jękiem. On ma rację, muszę dać radę.
-- Dobrze, tylko mi pomóż, ok?
-- Jasne, że pomogę. Razem przez to przejdziemy. Potem wezwę Adris, zgadzasz się.?
-- Tak, tak zgadzam..., a kto to w ogóle jest?
< Nie wiem czemu, ale pisząc to nie mogłam przestać się śmiać : D >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz