24 września 2017

Od Kaskady




Moje zmysły nie dawały mi spać. I już nie wiedziałam czy to z powodu odrastających skrzydeł czy też wojny. Czułam te ulatujace iskry życia. Płakałam nad każdym nieszczęśnikiem, każdą niewinna ofiarą. Bo przecież takich na wojnie było najwięcej.
Serce biło niemiłosiernie, w głowie panował haos. Na przemian widziałam krew z czymś czego dotąd nigdy nie widziałam. Kula jakiejś energii... Rosły... Bardzo szybko rosły. W ich środku twarze. Znajome twarze nieznanych mi osobiście osób.
Tak obcy, a jednocześnie tak bliscy. Szczególnie podobizna pewnego mężczyzny. Jego twarz nam wyrzeźbiona w delikatniej skale. Rysy ostre i jednocześnie łagodne przemawiały swoją siłą. A oczy! One zawładnęły ma duszą. Przepadałam.
Musiałam sprawdzić, zerknąć przez okno
Jake były moje płonne nadzieję! No Egoistyczne myśli. Wołałam myśleć o nim. Nie o wojnie ani nawet marności własnej egzystencji. On... Czułam, że powinnam go znać... Jednak odrastające skrzydła stepialy wszystko. Ból nie był tak silny.
Gdy wyjrzałam zza okna zobaczyłam tylko ślady wojny oraz młodą Dreyar. Miała obłęd w oczach. Jakby zawładnął nią demon. Spojrzała się.
Chyba mnie nie widziała. Miałam taką nadzieję. Jej umiejętności nr zdradza się na nic. Jestem w zamknięciu, które sama stworzyłam. Nikt z zewnątrz nie jest w stanie mnie lepiej zobaczyć. Szczególnie zwykli śmiertelnicy, oni nawet wieży nr mogli zobaczyć. Na zawsze mam tkwić tu w zapomnieniu. Po wsze czasy.
C.d.n

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz