27 września 2017

Od Sorayi




Nie wiedziałam co się zbytnio ze mną dzieje. Czułam się bardzo dziwnie odkąd pozwoliłam uciec Xodo. To dziwaczne uczucie nie chciało mnie opuścić choćby na chwilę, napięcie, głęboko w środku nie chciało opaść. Wahania energii sprawiały, że lekko drżałam.
Całą noc spędziłam na plaży. Nie chciałam wracać do domu. Wiem, że bracia będą się martwić, i wiem też, że postępuję samolubnie. Źle mi z tym, ale nie chcę ich narażać niepotrzebnie. Najpierw powinnam dojść po ostatnich walkach do siebie. Uspokoić się. Moja smoczyca była gdzieś niedaleko, wyczuwałam jej obecność. Szum fal i morska bryza nie dawały mi takiej ulgi jak powinny. Było mi zimno, umysł myślał o wielu rzeczach na raz, przez co rozbolała mnie głowa. 
Gdy nastał nowy dzień ja wciąż przebywałam na tym cholernym wybrzeżu. Spacerowałam brzegiem oceanu, który szumem fal wołał mnie do siebie. Nabierałam coraz większej ochoty by poddać się temu wołaniu. Może w wodzie zapomniałabym choć na chwilę o swoich problemach. Założę się, że Tobiraya już wie o tym, że okłamywałam go w sprawie moich wyników. Zdaję sobie sprawę, że tym razem mi się nie upiecze. Niczym tchórz nie chcę wracać do domu. Nagle, przede mną, pojawiło się dwóch jeźdźców podróżujących konno. Jeden z wierzchowców był mechaniczny, co mnie nawet i zainteresowało. Nieczęsto widzi się takie cuda techniki. Tymi jeźdźcami okazali się dwaj mężczyźni, z czego jeden był mi bardzo dobrze znany. Wuj Dorian postanowił pojawić się na Eter. Ciekawe czego tym razem będzie chcieć. Wątpię, by przybył tu tylko w interesach. Bez pożegnania oddaliłam się od tamtej dwójki. Nie miałam ochoty na rozmowy. Pokierowałam się w drogę powrotną. Najwyższy czas wracać do domu, ale najpierw mała kąpiel w morzu koło mojego domu.
Dotarłam do mojego ulubionego miejsca na plaży. Otoczona skałami miałam gdzie schować ubrania i broń. Czułam się bardzo zmęczona, chciałam choć na małą chwilę zapomnieć o wszystkim. Czuję w powietrzu, że coś się święci. Przeczucie mi podpowiada, że z moją szwagierką coś się dzieje. Jak tylko zmyję z siebie stres to pędzę do niej. Muszę być przy mojej prawie-siostrze.
Zaczęłam się rozbierać. Kurtkę, spodnie, buty i broń ułożyłam na skale zaraz przy brzegu, i w samej koszuli weszłam do wody, zanurzając się od razu. Krew z ran zabarwiła wokół mnie wodę na różowo, a słona spowodowała dość mocne szczypanie. Ale zniosłam to dzielnie. Woda to ukojenie. Potrzebuję go teraz najbardziej.
Po jakimś czasie wynurzyłam się z wody, odgarniając długie, mokre włosy do tyłu na poharatane plecy. Moja czarna koszula przykleiła się do mojego ciała, była prześwitująca, więc było przez nią co nieco widać, jednak nie przeszkadza mi to. Nie wstydzę się własnego ciała, poza tym jestem tu... sama?
Nie...
Nie jestem tu sama.
Wyszłam z wody na brzeg. Poprawiłam włosy obiema rękami. Energia, niesamowicie silna dotarła do mnie. Jeszcze nigdy takiej nie czułam. I wtedy go zobaczyłam. Chłopaka z czarnymi skrzydłami....

< No, obiecałam, że napiszę... Simon? > 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz