Leciałem przez ciemniejszą stronę lasu Grakka.. Dlaczego ciemniejszą? Otóż tak ona się zwie, przez to, iż ludzie tu po prostu nie przychodzą..a jeśli wejdą, to już ślad po nich ginie. Osobiście nie wierzę w takie bajeczki, latałem tu tyle razy i nic mi się nie stało.
Po usłyszeniu sowy Izzy, śnieżnobiałej Neler, która musiała na prawdę szybko lecieć, skoro dotarła do mnie w tak krótkim czasie niż zazwyczaj. Usiadła mi na ramieniu i posłusznie oddała małą kartkę oplecioną złotą wstążką. Zsunąłem wstążkę z wiadomości i przywiązałem na szpon ptaka..tak Izzy lubi dostawać z powrotem swoje wstążki. Wróciłem do kartki od Izzy.
"Witaj Simon. Mam nadzieję, że Neler się spisała i doleciała do Ciebie w dobrym czasie.
Dostałam ważną informację dotyczącą pewnej grupy, która przetrzymuje bardzo rzadkie gatunki zwierząt nadnaturalnych. Twoim zadaniem jest je wypuścić. Ich lokacja znajduje się w północnej części ciemniejszej strony lasu Grakka. Zrób to jak trzeba.. muszą zapłacić za to co robią.
Życzę udanej misji. Twoja Izzabelle."
Pogładziłem białą sowę i pozwoliłem jej odlecieć. Sama wiadomość nie będzie mi potrzebna, spaliłem ją więc w rękach robiąc z niej popiół, którego rozwiało powietrze.
Po rozejrzeniu się po okolicy, stwierdziłem, że najłatwiej będzie mi się przemieszczało po drzewach. Schowałem więc czarne jak smoła skrzydła i zacząłem skakać po drzewach w poszukiwaniu owej grupy.
----
Słyszałem wiele różnych odgłosów zwierząt, wyczuwałem ich energię. Wiedziałem, że jestem blisko.
Do tego dym z ogniska tylko ułatwił mi ich odnalezienie.
Zszokowałem się ilością stworów w klatkach, na łańcuchach.. Niektórych gatunków nigdy nawet nie widziałem na oczy..Lecz jeden na łańcuchu, pilnowany przez trzech, zaciekawił mnie najbardziej. Młody Trico, a raczej młoda, ponieważ była o wiele piękniejsza.. chyba ostatnia z gatunku.. Byłem pewny, że już dawno zostały pozabijane, zmiecione z powierzchni wszechświata.
Tylko czytałem o tych istotach wiem tyle, że są one niebywałe, niezwykłe.
---
Po policzeniu ludności(łącznie było ich z 10) wyjąłem swoje miecze i skoczyłem wprost na środek całej "działalności" pokazując im całe moje oblicze, prócz skrzydeł oczywiście.
-Kim jesteś? I czego tu chcesz?!-krzyki, tylko na tyle ich stać. Trzeba ich trochę rozruszać. Ruszyłem więc na przód tym samym powalając dwóch obok mnie. Kątem oka udało mi się zobaczyć, jak od tyłu rusza na mnie trzech na raz. Do tego przyłączyło się jeszcze czterech..
-No no! Siedmiu na jednego? To chyba trochę nie fair..ale niech wam już będzie-powiedziałem i skoczyłem w górę, upadając zacząłem się okręcać, tym oto sposobem ostrza mieczy pozanurzały się w ich cielskach, i nawet się męczyć nie musiałem!
Zręcznie i szybko wyminąłem trupy i stanąłem naprzeciw ostatniemu. Przez cały ten czas mi się przyglądał..Czyżby chce wychwycić jakim sposobem walczę? Ależ to nie możliwe..walczę na różne sposoby, i rzadko zdarza mi się użyć tej samej techniki. Zostałem tylko ja i on.
-Po co to robisz?-zapytał ochrypłym głosem.
-Wiesz..taka praca-uśmiechnąłem się i powoli kierowałem się w jego kierunku.
-Nie szkoliłeś swoich ludzi.. Zbyt łatwi-odparłem. Brunet wstał i w błyskawicznym tempie znalazł się przy mnie z krańcem noża wycelowanego w moją krtań. Uśmiechnąłem się tylko szerzej i patrzyłem jak opada na ziemie jego bezwładne ciało..martwe ciało.
Doszukałem się w jego płaszczu pęku kluczy.. Następne 15 minut wypuszczałem uwięzione zwierzęta. Samica Trico ciągle za mną chodziła, nie opuszczała mnie nawet na krok. Może to i przez to, że była mała, nie wiedziała kogo ma się uczepić.
Ostatnie magiczne stworzenia uciekły we własne strony, nawet mi skubane nie podziękowały, mimo to byłem zadowolony z powodzenia tej misji. Tylko jeden został.. Uklęknąłem przed małą szarą istotką i wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Ta otarła się o nią łbem. Wstałem i ostatni raz spojrzałem na Trico.

-Ja idę. Ty zostajesz.-powiedziałem stanowczo. Mała istota jednak mnie nie rozumiała, nie chciała mi dać spokoju. Jej czarne oczy były takie smutne.. Westchnąłem i schyliłem się po małą.
-Wygrałaś-rzekłem uśmiechając się lekko. Rzadko się zdarza by Trico zaprzyjaźniała się z człowiekiem, więc dobrze wiem, że za kilka tygodni jak tylko nauczy się latać i polować, już jej przy mnie nie będzie. Pogładziłem ją lekko, ta zaczęła wydawać odgłosy podobne do mruczenia kota.
-Arin, podoba ci się to imię?-zapytałem. Skrzydlata owinęła się wokół mojej szyi lekko pomrukując.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz