Pobiegliśmy całą trójką do Akademii. Pomioty znikały. Zostały zniszczone przez magiczną tarczę niejakiej Lilith. Wszystko super fajnie, ale... Nasza siostra maczała w tym swoje paluszki. Czemu to zawsze ona, beze mnie akurat, musi się w coś wplątać?
Gdy dotarliśmy na wieżę tam już nikogo nie było. Tobi się wściekł. Rozwalił pięścią ścianę, po czym opuścił wieżę. Wymieniłem z Matem kilka spojrzeń. Nam też nie pozostało nic innego jak udać się do domu.
Minęła noc. Wczesnym rankiem opuściłem dom i skierowałem się plażą ku Akademii. Nie wiedzieć czemu, ale coś mnie tam ciągnęło. Nie mogłem spać w nocy. Wraz z braćmi i Aną czekaliśmy na Sorayę, ale ona nie wróciła do domu. Zaczynamy się poważnie martwić. Co jeśli coś jej się stało? Mama by mi tego nigdy nie darowała jakby wiedziała, że straciliśmy naszą małą siostrę z oczu. O ojcu to już nie wspomnę. Kara byłaby po prostu straszna.
Dostałem się do Akademii, po drodze rozglądałem się, starałem wyczuć energię Sor, ale była ledwo wyczuwalna. To zły znak. Moje nowi poniosły mnie na oddział. Idąc tak się zamyśliłem, że na kogoś wpadłem. Tym kim okazała się być... zapłakana Arrow. Złapałem ją w porę, ratując przez upadkiem. Popatrzyłem na nią z niemym pytaniem. Wtedy wyczułem w niej coś dziwnego. Coś, czego wcześniej nie zauważyłem. Co to jest..?
< Arrow? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz