Chciałem porozmawiać z Lilith, ale ta mnie zbyła. No nic, ni zatrzymam jej. Pora ruszyć na front i zrobić wszystko co w naszej mocy, by zakończyć te walki. Nie jest ciekawie, oj nie jest. Pożegnałem się z dyrektorem Akademii i sam ruszyłem do wyjścia, by jakoś rozeznać się w sytuacji. Wyczułem siłę mroku, jaki spowił całą wyspę, jak nie część królestwa. Myślałem, że się zaraz porzygam, ale jakoś udało mi się opanować. Oprócz wrogiej energii wyczułem coś jeszcze, coś, czego od przynajmniej siedmiu lat nie czułem. Mam jedynie nadzieję, że nie jest to to, co myślę... Od razu przypomniał mi się ojciec. Wtedy, gdy odkryliśmy podstęp... jeszcze nigdy nie widziałem go tak wściekłego. Nawet jak po kryjomu wymykaliśmy się do miasta, czy zabraliśmy raz Katsuyję i Sor na drugą stronę wyspy na plażę.
Walczyłem na tyle ile byłem w stanie, zmęczenie, niewyspanie dawało się już we znaki. Nasza sytuacja stawała się coraz bardziej beznadziejna. Pomiotów przybywało.
Przegrywaliśmy.
Mam coraz gorsze przeczucia.
< tam tam taaaam... :D Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz