Opuściłam pegaza, który jakoś nieszczególnie kwapił się do pomocy maluchom, ale to już nie było moim zmartwieniem. Najlepiej to zabrałbym te dzieciaki ze sobą, ale nie mogę. Nie mam jak! Tu gdzie są, powinny być w miarę bezpieczne. Czułam się dziwnie, ponieważ nadal mój organizm nie doszedł do siebie, a mimo to działałam na pełnych obrotach. W normalnych okolicznościach nie szłabym tam, ale nie mogę zostawić tak tej sprawy. Xodo już tu jest, wyczuwam jego energię. Jest ohydna jak zwykle, niemal tak samo jak Ciernia. Rozprawię się z tą gnidą jeszcze dzisiejszej nocy. Popamięta mnie za wszystkie czasy. Coś we mnie, w środku zawrzało, a nade mną rozległ się grom. Pierwszy od wielu dni. Przebił się przez warstwę czerni i ożywił ziemię. To podziałało na mnie od razu. Pora udać się dalej.
Mijając Akademię, po drodze spotkałam moich braci i jak na razie, byli cali i zdrowi. Odetchnęłam z ulgą, jednak coś nie pozwalało mi odczuwać radości do końca, czego nie mogłam w pełni zrozumieć. Jakby mi czegoś brakowało...
Chcąc iść dalej, na spotkanie z Xodo, poczułam, że powinnam iść do Akademii. I tak też uczyniłam. Dostałam się do środka na tyle szybko na ile pozwalały mi siły. Mijałam po drodze różnych ludzi i istoty. Każdy był w większym czy mniejszym stopniu ranny. Wojna to okrutna rzecz, a mimo to ja ją... lubię. Dostałam się na oddział szpitalny, otwierając drzwi na oścież. Było tam mnóstwo ludzi, co mnie ani trochę nie zdziwiło. W myślach wyczułam poddenerwowanie mojego smoka. Krysztalica zaczynała się niecierpliwić, ponieważ wciąż nie pozwalałam jej działać.
~ Jeszcze nie teraz ~ rzekłam do niej w myślach.
-- Dobrze słyszałam? Lilith chce się poświęcić mając nawet nie połowę swoich sił? -- spytałam głośno dość nieprzyjemnym tonem. Adrenalina i zew krwi, której nadal miała za mało zaczynały przejmować nade mną kontrolę. Mój wewnętrzny diabeł, który cieszył się na nadchodzące starcie.
-- Jest w... -- jedna z pielęgniarek odezwała się nieśmiało, ale ja jej przerwałam. Skupiłam się przez sekundę. Od razu odnalazłam ją po jej znikomej energii.
-- W swojej wierzy. -- Powiedziawszy to, wyszłam prędko na korytarz. Wiedziałam gdzie jest to miejsce. Dotarcie tam zajmie mi kilka minut, ale to tam nieważne. Idąc natknęłam się po drodze na Arianę, jakiegoś chłopaka, co się niemal ślinił na jej widok, co ja skomentowałam jedynie oziębłym spojrzeniem. Przechodziwszy obok nich jedynie zarzuciłam włosy na plecy i ruszyłam dalej. Gdy wdrapywałam się po schodach, raz zakręciło mi się porządnie w głowie, przez co o mało z nich nie spadłam. W ostatniej chwili przytrzymałam się ściany. Spojrzałam przez okno, na wierze Akademii i na krajobraz za nimi. Czarne niebo, czarna armia na horyzoncie i...czarny cień w oknie? A co to za wieża? Nie znam jej... Skupiłam się dokładniej, mocniej, ale coś było nie tak. Blokada, coś mnie blokowało, jakiś urok, czy czar.. Dobra, mniejsza z tym. Muszę dostać się do tej głupiej Lilith.
Gdy pokonałam ostatni stopień i otworzyłam drzwi, w środku zastałam dwie kobiety, poszukiwaną przeze mnie Lilith i jakąś inną, która na początku mnie nie obeszła.
-- Co ty wyprawiasz, głupia?!
< Dziewczyny? Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz