30 września 2017

od Antonia CD Ariana




Zula chyba nie wyglądała na tak zadowoloną z wieści o ciotce jak Ariana. Oboje odprowadziliśmy dziewczynę wzrokiem. Spojrzałem w stronę okna. Nadal nie mogłem uwierzyć, że to już. Już zakończyła się wojna. I co teraz? Tak po prostu wrócimy do nauki? Będziemy udawać, że nic się nie stało? Przypomniało mi się jak dobrze mi się współpracowało z Arianą. Wojna się skończyła i wątpię by znalazła się w najbliższym czasie okazja na kolejną taką akcję. Nagle coś mi przyszło do głowy. Odwróciłem się w stronę Ariany.
- co ty na to, byśmy razem poćwiczyli walkę? - zapytałem.
- ..co? - dziewczyna chyba się zamyśliła, więc powtużyłem.
- co ty na to, by razem poćwiczyć walkę? Zawsze możesz spojrzeć na to w ten sposób, że to okazja by przywalić mi bez powodu! - zaśmiałem się.

<Ariana?>

29 września 2017

Od Sorayi Cd Simona




Nieznajomy podszedł do mnie. W międzyczasie jego twarz i cała głowa zostały odsłonięte spod kaptura, który luźno opadł na jego plecy. Przystojny, trzeba to przyznać facetowi. Postawny, młody mężczyzna zbliżył się do mnie, ale nie wszedł do wody. Przyglądałam mu się, poniekąd, zafascynowana. Jego aura była... nieludzka. Nigdy takiej nie czułam. Patrzyliśmy na siebie w ciszy, która dłużyła się i dłużyła. Jedynie szum wody dochodził do naszych uszu. Jego oczy, tak czarne, niemal jak moje, były we mnie wpatrzone. Niespodziewanie poczułam się lekko nieswojo. Ta cisza i to intensywne spojrzenie coraz bardziej mi ciążyły. Wreszcie, westchnęłam nerwowo. Na twarzy poczułam, po raz pierwszy od dawien dawna, wypieki, czy rumieńce, jak niektórzy to określają. Zaczęłam iść w stronę jegomościa, pech chciał, że aby dostać się do moich rzeczy musiałam przejść obok tego kogoś.
Czemu on się tak na mnie ciągle gapi? 
Byłam zmęczona, wbrew pozorom potrzebowałam snu i odpoczynku. Miałam nadzieję, że kąpiel jakoś mi pomoże, ale byłam w błędzie. Nic mi nie dała. Zimno do tego dawało mi się coraz silnej we znaki. No tak, organizm nie doszedł do siebie jeszcze w pełni. Potrzebuję solidnego odpoczynku. Za jakiś czas wznowię treningi i wtedy się dalej zobaczy. Może nawet uda mi się udobruchać moich narwanych i nadopiekuńczych braciszków..? Szłam powoli, stawiałam każdy krok bardzo ostrożnie, ponieważ narastające zmęczenie dawało się coraz mocniej we znaki. Do tego ten koleś i jego niespotykana energia... Kim on jest? Albo czym..? Powinnam się dowiedzieć. Moja podświadomość podpowiada mi, bym dowiedziała się o nim wszystkiego. Jego mroczna aura, wygląd podobny nawet do mojego... Jest taki podobny do mnie... Niebywałe. Ja.. Ja muszę dowiedzieć się chociaż kim on jest? Czuję, że to nie jest człowiek. Na pewno nie. To ktoś wyżej postawiony. Ktoś z wyższych sfer hierarchii istnień wszystkich światów. Czyżby to był półbóg? Raczej nie. Mimo, iż jego energia jest bardzo podobna do mojej i niemożliwie silna, to jednak jest... słabsza? Nie.. Jest tłumiona. Urywana. Koleś chyba się maskuje. Skrzydła... To, to Anioł..!
-- Nigdy nie widziałam, żeby anioł spadł z nieba, ale słyszałam kiedyś o takim, którego z niebios wywalono -- rzekłam. Podeszłam bardzo blisko do gościa. Musiałam zadrzeć leciutko głowę go góry, ponieważ był wyższy ode mnie z niecałe dwadzieścia centymetrów. Skrzyżowałam ramiona na niemalże odkrytych piersiach. Moja natura naukowca właśnie się załączyła. Chcę odpowiedzi. Muszę je dostać. Jeśli koleś jest podobny do mnie, to może mi pomoże pozbyć się Boskiego Genu. Albo, co lepsze, wykorzystam go w przyszłości. 

< Simon? Jak to rozegrasz..? > 

Od Simon'a CD Soraya




Wylądowałem na piasku, wyspa Eter.. tak w końcu tu jestem. Na szczęście na plaży nikogo nie było..chyba. Czułem nieznaną mi energię..bardzo silną.
Kiedy ściągnąłem kaptur i dopiero w tedy zorientowałem się, że Arin jest ze mną. Ucieszył mnie ten fakt, tylko..jak mogłem jej nie wyczuć? Trico zeskoczyła prosto w piach i pomknęła przed siebie.
Z początku miałem odruch by za nią pobiec, lecz nieznana energia, przyciągnęła mnie jeszcze bardziej. Była inna, nadzwyczajna..sam nie wiedziałem do kogo takiego mogła należeć.
Gdy rozejrzałem się po plaży, zobaczyłem przepiękną kobietę.
Miała czarne jak noc włosy, to..to od niej biła ta energia. Sam nie wiedziałem, czy mam podejść, czy odejść.. Postanowiłem jednak podejść, widziała moje skrzydła..a to nie jest nic dobrego.
Arin wróciła do mnie i powlekła się na mnie i schowała się w kapturze, który swobodnie opadał mi na plecy. Im bliżej byłem nieznanej mi kobiety, tym mocniej czułem jej silną energię, która raz po raz zmieniała swoje natężenie. Jej piękne odsłonięte ciało, twarz i czarne oczy.. intrygująca. Była..szczerze mówiąc podobna do mnie? Przynajmniej z wyglądu.. Co do charakteru.. Nie powinna mnie nawet poznawać, może być potem w niezłych tarapatach.. Chodź i tak już mnie widziała, nie mogę tego cofnąć.
Czarnowłosa patrzyła wprost na mnie badającym spojrzeniem. Stanąłem tuż przed nią, jednak nie za blisko. Jej energia, była w jakimś stopniu podobna do mojej.. Boska..
<Soraya?>

28 września 2017

Od Eshii




Minęło parę dni od mojego ostatniego zadania. Przez ten cały czas chodziłam tu i tam, wtapiając się w otoczenie. Nikt nie zwracał na mnie szczególnej uwagi. Upewniłam się, że strażnicy dawno zgubili mój trop. Wszyscy byli pewni co do ucieczki mordercy poza miasto zaraz po dokonaniu napadu. Jak to powiadają "najciemniej jest pod pochodnią". Bawiła mnie ta ich głupota. Zachowywali się kompletnie jak dzieci we mgle. 
Uśmiechnęłam się perfidnie pod nosem mijając bramę główną i strażników, tym samym wydostając się z miasta. Ubrana byłam w prosty wiejski strój młodej mężatki. Nikt by przecież nie podejrzewał uroczej niewiasty. Nieprawdaż?

- Hej ty! - wrzasnął za mną ktoś, a ja obróciłam się z miną świadczącą o tym, że się przestraszyłam i nie wiem o co chodzi. W rzeczywistości miała ochotę po prostu sobie stąd pójść.

< Ktoś? Plose?>

Od Zuli CD Drake




Gdy weszliśmy do akademii wszędzie było zamieszanie. Każdy gdzieś szedł, każdy miał swoje zadanie do zrobienie. Eter ucierpiało w trakcie ataku..wioska wymaga natychmiastowej odbudowy, potrzeba pomocy medycznej jak i pomocy straży, która dotkliwie się zmniejszyła. Czułam wciąż tą obcą energię..tego kto atakował mój umysł.. Jednak znajduje się w bezpiecznym miejscu, nic mi nie grozi. Nie minęła chwila, a znaleźliśmy Ari, która odziwo znajdowała się w towarzystwie Antonia..podobno go nie cierpi??

-Ariana wszystko w porządku?-zapytałam będąc już tuż obok niej. Reakcja siostry trochę mnie zdziwiła, dosłownie zawiesiła się na mojej szyi, była wyraźnie w ciągłym szoku..tylko dlaczego?  Czyżby ten chłopak coś jej zrobił? Normalnie zabiję, jeśli tknął mojej siostry bez jej pozwolenia. Jednak czułam, że o to raczej nie chodziło..gdyby Antonio to uczynił nie było by go przy niej..

-Co się stało?-spytałam. Brunetka stanęła i patrzyła na nas nie wiedząc od czego ma zacząć..to na pewno coś poważnego, bądź ma traumę po tym jak zobaczyła nas razem..

-Mamy ciotkę..Mama miała siostrę o której nic nie powiedziała..-wyjaśniła. Nie mogłam pojąć jej słów.. Jak to mamy ciotkę!?

-Gdzie ona jest?-zapytałam poważnie. Ta kobieta albo jest faktycznie siostrą mamy..albo podszywa się pod nią.

-Powinna być teraz na oddziale, potrzebowała pomocy medyków. Na imię ma Angela-odpowiedziała. Nie miałam zamiaru na nic czekać, zaczęłam pospiesznie iść w kierunku oddziału. Drake dogonił mnie i wyrównał ze mną chód.

-Co zamierzasz?-zapytał. Szczerze sama nie wiedziałam..

-Muszę dowiedzieć się czy to prawda.-odpowiedziałam po chwili zamyślenia. W tej chwili buzowały we mnie różne emocje..wszystkie przewyższała niepewność i ciekawość. Wparowałam na oddział,nie interesowały mnie prośby o wyjście.

-Angela?-zawołałam stojąc na środku oddziału.


<Angela?Drake?Ariana?Antonio?>

27 września 2017

Od Akiry CD Moyra




Obudziłem się bardzo wcześnie, a Mo jeszcze spokojnie spała. Przebrałem się, zabrałem swoją pidżamę, a przed wyjściem ucałowałem czoło dziewczyny. Potem opuściłem jej pokój, kierując się do swojego. Minęło trochę czasu, a ja już byłem u siebie. Sannass rzuciła się na mnie i zaczęła lizać po twarzy.
-Hej... San, nie liż mnie.-powiedziałem, lekko drapiąc smoczycę pod pyskiem.
~Jak to! Wróciłeś! Wreszcie! Zaczynałam się martwić! Gdzie byłeś!? Co robiłeś?! Byłeś z Mo? A widziałeś Nerona!?-krzyczała w moich myślach moja pupilka.
-Byłem z Mo. Chcesz iść potem ze mną do niej?-zapytałem.
Smoczyca ze mnie zeskoczyła i zaczęła skakać w kółku z wywalonym jęzorem. Pokręciłem głową. Kuro i Amaimon spokojnie spali, więc nie trzeba będzie się i im tłumaczyć. Po ogarnięciu się, wyszedłem z pokoju wraz z Sannass, która człapała za mną.
~Pobawimy się potem? A czemu nie idziemy z Kuro i Amaimonem? Patrz mucha!-krzyczała mi nadal w myślach.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Nie minęło wiele czasu, a my dotarliśmy pod pokój Moyry. Zapukałem, a potem wychyliłem głowę zza drzwi.
-Witaj Mo. Hej Jasper.-powiedziałem.
Sannass po chwili jak strzała wbiegła do pokoju Księżniczki i wskoczyła na nią, cicho mrucząc i tuląc do niej swój łep. Zaśmiałem się pod nosem i podszedłem do niej.
~Mo! Mo mnie nie słyszy, ale ty słyszysz! Powiedz, że tęskniłam za nią! Powiedz! Powiedz!-krzyczała smoczyca.
-Sannass mówi, że tęskniła za tobą.-rzekłem z uśmiechem.
<Moyra?>

Od Black Arrow CD Matayas/Oktay/reszta




Pytanie Matayasa trochę mnie speszyło.. Co mam odpowiedzieć? Zerknęłam na Oktaya, ten również był trochę poddenerwowany. Wypuściłam głośno powietrze i zaczęłam mówić.
-Chciałam..was poznać. Oktay mnie zaprosił..i mamy wam coś do przekazania.. -powiedziałam. Facet jakby chciał wyczytać ze mnie jeszcze jakieś informacje, lecz nic sobą mam nadzieję nie pokazywałam.. W głowie mi się kręciło, ale jak miałam w zwyczaju, po prostu to ignorowałam, wiem że to przez mój stan.. A nikogo nie chcę martwić, że źle się czuję, już i tak dostarczyłam pewnego rodzaju problem..
<Oktay? Matayas? Inni?>

Od Mirajane CD Aven'a




Czy... Czy on mnie pocałował!? Dlaczego!? patrzyłam jak czyta książkę, a potem jak na nogach z waty podeszłam i usiadłam obok niego.
-To książka o pradawnej magii, może coś znajdziemy tu na temat klątwy tygrysa..-powiedział.
-Mam trafa... -powiedziałam z ogromnym rumieńcem.
Chłopak się uśmiechnął, przeglądając lekturę. Spoglądałam na niego ukradkiem.  Podobało mi się jak mnie całował... Czemu ja o tym myślę! To tylko... Kolega... Ta... Jasne. Chyba mi się inaczej wydaje. Położyłam policzek na stole. Nadal byłam bardzo czerwona i wstydziłam się... Cichutko pisnęłam, gdy ujrzałam spojrzenie chłopaka. Schowałam twarz w dłonie.
-C-Czytaj tam! Nie patrz!-powiedziałam z czerwonymi jak cegła polikami.
Lekko rozchyliłam palce, aby zobaczyć, czy Aven robi to, o co go poprosiłam. Odkryłam oczy i zajrzałam do książki, czytając co kilka wersów, co ona zawiera.
<Aven?>

Od Moyry CD Akira/Jasper




Obudziłam się dość późno.. Przeciągnęłam się w łóżku i czegoś mi tu brakowało..Kogoś mi tu brakowało. Usiadłam pospiesznie na łóżko, nie było tu Akiry.. Myślałam, że będzie obok gdy się obudzę.. No cóż..pewnie musiał coś załatwić.
Ruszyłam do łazienki nakryta prześcieradłem, tam ogarnęłam się i ubrałam.
Kiedy tylko wyszłam z łazienki napotkałam Nerona, w ludzkiej postaci. Przyjrzał mi się, jego mina nie wyglądała na zadowoloną.
-Pierwszy raz..z kimś takim?-powiedział po czym zmienił się w Saona. To co powiedział zabolało.. Myślałam, że rozumie.. Kocham Akirę i to się nie zmieni.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi, to był Jasper, od razu rzuciłam mu się na szyję.
-Łoo.. spokojnie-rzekł uśmiechając się, również mnie objął.
Na jego twarzy zmalowało się zdziwienie, pewno przez to, iż skrzydła zniknęły.
-Wczoraj zniknęły, ale wiem jak je przywrócić-wyjaśniłam.
<Akira? Jasper?>

Od Avena CD Mirajane




Już chciałem zrobić w jej kierunku krok, lecz ta chwyciła mą dłoń i pociągnęła za sobą do regału z książkami, Mirze na pewno chodziło o tę ze złotym grzbietem, mnie też ona wpadła w oko. Chodź nie tylko to.. Uśmiechnąłem się do dziewczyny, złapałem ją i podniosłem, ta była zaskoczona, ale nie przejąłem się tym.
-Chciałaś wziąć książkę.-rzekłem. Mira wzięła pospiesznie księgę, a ja postawiłem ją na ziemi, jednak moje dłonie wciąż spoczywały na sylwetce dziewczyny. Obróciłem nią tak, iż była twarzą do mnie po czym przybliżyłem się do niej, wystarczyłby jeszcze jeden ruch i bym ją pocałował, ale nie o to mi teraz chodzi..chcę zobaczyć jej reakcję. Dotknąłem jej podbródka i lekko podniosłem, nasze usta były o milimetry od siebie, a ja przybliżyłem się już na maximum, widziałem jej przepiękne rumieńce, jej oczy zamknęły się. Uśmiechnąłem się, ta dziewczyna robiła ze mną coś czego niezbyt rozumiałem, ale wiedziałem, że chciałem czegoś spróbować. Musnąłem jej usta swoimi, czułem jak momentalnie jej serce zabiło szybciej, a jej oddech przyspieszył.
-Spokojnie.. bo serduszko ci wyskoczy-szepnąłem. Niebieskowłosa nie odpowiedziała, ale za to otwarła oczy i spojrzała w moje i w tedy właśnie ją pocałowałem. Dziewczynie, aż książka z rąk wypadła.
The guy reminds me of an anime character I created
Kiedy nasze usta się rozdzieliły pogładziłem ją po policzku i odszedłem od niej, podniosłem książkę i podszedłem do stolika. Mirajane stała tak w bezruchu rumieniąc się niemiłosiernie.. sam nie wiedziałem, że doprowadzę ją do takiego stanu.
-To książka o pradawnej magii, może coś znajdziemy tu na temat klątwy tygrysa..-powiedziałem.
<Mirajane?>
Nie wiadomo, czy Aven na poważnie, czy nie. Na pewno lubi próbować ^^

Od Adris (Próba Przejścia Hoshiko)




Gratulacje Hoshiko przeszła Próbę Przejścia!
Żywioł Smoka: Powietrze Płeć: samiec

Wygląd gdy dorośnie:

Od Sorayi




Nie wiedziałam co się zbytnio ze mną dzieje. Czułam się bardzo dziwnie odkąd pozwoliłam uciec Xodo. To dziwaczne uczucie nie chciało mnie opuścić choćby na chwilę, napięcie, głęboko w środku nie chciało opaść. Wahania energii sprawiały, że lekko drżałam.
Całą noc spędziłam na plaży. Nie chciałam wracać do domu. Wiem, że bracia będą się martwić, i wiem też, że postępuję samolubnie. Źle mi z tym, ale nie chcę ich narażać niepotrzebnie. Najpierw powinnam dojść po ostatnich walkach do siebie. Uspokoić się. Moja smoczyca była gdzieś niedaleko, wyczuwałam jej obecność. Szum fal i morska bryza nie dawały mi takiej ulgi jak powinny. Było mi zimno, umysł myślał o wielu rzeczach na raz, przez co rozbolała mnie głowa. 
Gdy nastał nowy dzień ja wciąż przebywałam na tym cholernym wybrzeżu. Spacerowałam brzegiem oceanu, który szumem fal wołał mnie do siebie. Nabierałam coraz większej ochoty by poddać się temu wołaniu. Może w wodzie zapomniałabym choć na chwilę o swoich problemach. Założę się, że Tobiraya już wie o tym, że okłamywałam go w sprawie moich wyników. Zdaję sobie sprawę, że tym razem mi się nie upiecze. Niczym tchórz nie chcę wracać do domu. Nagle, przede mną, pojawiło się dwóch jeźdźców podróżujących konno. Jeden z wierzchowców był mechaniczny, co mnie nawet i zainteresowało. Nieczęsto widzi się takie cuda techniki. Tymi jeźdźcami okazali się dwaj mężczyźni, z czego jeden był mi bardzo dobrze znany. Wuj Dorian postanowił pojawić się na Eter. Ciekawe czego tym razem będzie chcieć. Wątpię, by przybył tu tylko w interesach. Bez pożegnania oddaliłam się od tamtej dwójki. Nie miałam ochoty na rozmowy. Pokierowałam się w drogę powrotną. Najwyższy czas wracać do domu, ale najpierw mała kąpiel w morzu koło mojego domu.
Dotarłam do mojego ulubionego miejsca na plaży. Otoczona skałami miałam gdzie schować ubrania i broń. Czułam się bardzo zmęczona, chciałam choć na małą chwilę zapomnieć o wszystkim. Czuję w powietrzu, że coś się święci. Przeczucie mi podpowiada, że z moją szwagierką coś się dzieje. Jak tylko zmyję z siebie stres to pędzę do niej. Muszę być przy mojej prawie-siostrze.
Zaczęłam się rozbierać. Kurtkę, spodnie, buty i broń ułożyłam na skale zaraz przy brzegu, i w samej koszuli weszłam do wody, zanurzając się od razu. Krew z ran zabarwiła wokół mnie wodę na różowo, a słona spowodowała dość mocne szczypanie. Ale zniosłam to dzielnie. Woda to ukojenie. Potrzebuję go teraz najbardziej.
Po jakimś czasie wynurzyłam się z wody, odgarniając długie, mokre włosy do tyłu na poharatane plecy. Moja czarna koszula przykleiła się do mojego ciała, była prześwitująca, więc było przez nią co nieco widać, jednak nie przeszkadza mi to. Nie wstydzę się własnego ciała, poza tym jestem tu... sama?
Nie...
Nie jestem tu sama.
Wyszłam z wody na brzeg. Poprawiłam włosy obiema rękami. Energia, niesamowicie silna dotarła do mnie. Jeszcze nigdy takiej nie czułam. I wtedy go zobaczyłam. Chłopaka z czarnymi skrzydłami....

< No, obiecałam, że napiszę... Simon? > 

Od Doriana Cd Dante / ?




Nim odpowiedziałem tej młodej niewieście, zastanowiłem się dwa razy nad odpowiedzią. Nie chciałem jej niepotrzebnie denerwować, a widząc ją w takim niemrawym stanie, mogę się po niej spodziewać wszystkiego. Z całego swojego rodzeństwa to właśnie ona najwięcej odziedziczyła po ojcu. W tym trudny charakter.
-- Tak się jakoś złożyło... wpadłem w odwiedziny. No i pozałatwiać kilka spraw, sama rozumiesz... Interesy... -- Uśmiechnąłem się znacząco do Sorayi, jednak ta tylko popatrzyła na mnie przez kilka sekund, po czym ponownie skierowała swe spojrzenie na ocean.
-- Rozumiem -- odpowiedziała. -- Wybrałeś sobie nieodpowiedni czas na odwiedziny.
-- Zawsze miałem kiepskie wyczucie czasu -- zażartowałem, mając nadzieję, że choć trochę rozluźnię atmosferę.
-- Muszę iść... -- wypaliła nagle, i jak rzekła, tak też uczyniła. Po prostu obróciła się na pięcie i odeszła. Zdziwiło mnie jej zachowanie. Tak po prostu, bez żadnego pożegnania zostawiła mnie i Dantego. Co jest z ta dziewczyną? Czyżby coś się stało? Może znowu pokłóciła się z moim synem? Jak tylko dorwę tego smarkacza to mu nogi z dupy powyrywam...
-- Więc... co teraz? Idziemy do Akademii? -- Swoje pytanie skierowałem do Dantego, który patrzył na oddalającą się dziewczynę. -- Halo, ziemia do starego idioty..! -- Szturchnąłem mojego kompana lekko, a może wcale nie tak lekko w ramię.
-- Idziemy do Akademii.
-- Świetnie. Przy okazji stłukę mojego syna.

< ? >

26 września 2017

Hoshiko





Imię: Hoshiko Igarashi. Przyjmuje czasami też imię Hoshi, ale częściej korzysta z tego pierwszego, choć jest dłuższe.
Przezwisko: Gwiazdka, Starcia, Cień lub Nocne niebo. Do wyboru do koloru. Masz coś nowego? Wal śmiało! 
Wiek: Mimo swojej rasy, swoje lata liczy w ludzkich, czyli około 19 lat. Gdyby przeliczać na Lalkarkę Gwiazd, miałaby tyle ile same gwiazdy czyli... Hm... No dużo!
Płeć: Stuprocentowa kobieta.
Stanowisko: Młody Jeździec
Specjalizacje: 

*Jest ona Lalkarką Gwiazd. Nazwa może jest i głupia. Jej umiejętności to przemiana swojego ciała w nocne niebo lub ciało niebieskie. Może wydaje się to jakieś potężne, ale nie ma ona w tym wielu mocy. Nadal się uczy. Była kiedyś człowiekiem, ale zmieniło się to, gdy dotknęła komety.
*Może się przemienić z wyglądu w człowieka, niepozorną i delikatną dziewczynkę.
*Ma kilka ukrytych zdolności, ale... Nie uwolniła ich. 
*Jest bardzo zwinna.
*Uwielbia strzelać z łuku i nie rozstaje się ze swoim ukochanym łuczkiem.
*Potrafi zmieniać swój wygląd. Raz wygląda na potężniejszą, a raz na niewinną czarodziejkę.
*Uwielbia jeździć konno,
*Chciałaby się nauczyć jeździć na łyżwach,
*Czasami posługuje się bronią białą,
*Umie stworzyć białe skrzydła, na których lata, ale nie potrzebuje ich. Lata nawet bez pary skrzydeł.

*Gwiezdna Droga-zakreśla wtedy drogę, którą poruszy się strzelona przez nią strzała. Gdyby ktoś na to patrzył, wyglądało to by tak, jakby po niebie spadała gwiazda. 
Rodzice: 

Kazu Igarashi- ojciec dziewczyny. Był z nią w bardzo dobrych stosunkach i można powiedzieć, że zawsze na niego mogła liczyć. Żyje. Myśli, że jego córka opuściła ten świat i nie żyje.
Kana Igarashi-matka dziewczyny. Podobne miała z nią relacje jak z ojcem. Żyje. Też myśli, że jej córka nie żyje.
Rodzeństwo: 

Kosho Igarashi-młodszy brat Hoshi. Nie mogła z nim porozmawiać. Urodził się niedawno przed tym, jak dziewczyna dotknęła komety.
Partner: Szuka.
Potomkowie: brak
Smok: --
Pupil: Kyubey i Sylveon
Charakter: Hoshiko jest bardzo przyjacielską dziewczyną, niekiedy nieśmiałą. Stara się patrzyć na wszystko pozytywnie. Zawsze mówi, że przyjaciele i rodzina są dla niej bardzo ważni. Jest życzliwa wobec każdego, nawet, jak ktoś nie pała do niej sympatią. Wydaje się być nieco dziecinna, jednak pozory mylą - podejmuje bardzo dojrzałe i odpowiedzialne decyzje. Potrafi przyjmować wiele masek, które ukrywają prawdziwą dziewczynę. Umie być ona złą zołzą, niewinną dziewczynką lub też bardzo koleżeńską osobą, której zależy na każdej napotkanej osobie. Z pozoru może też ktoś uznać ją za wariatkę, bo rozmawia z gwiazdami. Może jej nie odpowiadają, ale ona uważa, że kiedyś na pewno stanie się jedną z tych wszystkich ciał niebieskich. Z uśmiechem idzie przez każdą sytuację, bez znaczenia, czy jest zła czy nie. Często jednak nie wytrzymuje i zalewa się łzami. Jest lekko rozchwiana emocjonalnie, ale to nie jej wina. Nadal męczy się z myślą, że nie może ujrzeć swoich rodziców i brata. Czasami ma jednak nadzieję, że może stanie się cud i będzie mogła zobaczyć ich po raz kolejny. Jak na razie, bije się ze swoimi złymi myślami. W złych sytuacjach utrzymuje uśmiech i nic nie jest jej straszne... No... Może oprócz ciemności. Boi się jej, choć tak naprawdę ciągle siedzi po nocach na zewnątrz. Powtarza sobie, że czuje się bezpieczna, gdy ma wokół siebie tyle pięknych gwiazd. 
Historia: Urodziła się ona w spokojnej rodzinie w niewielkiej wiosce. Tam się wychowywała i czuła się bardzo kochana. Jej rodzice dbali o nią i mieli ją za oczko w głowie. Zawsze mogła na nich liczyć. Pewnego dnia, tuż po narodzinach jej młodszego braciszka ujrzała spadającą gwiazdę, która uderzyła w lesie, niedaleko jej domu. Ubrała się i wybiegła w stronę upadku komety. Gdy tam dotarła, ujrzała piękny różowo-niebieski kamień. Kazał się dotknąć... Tak myślała. Gdy go dotknęła, jej ciało zostało napakowane jakąś siłą, której jako człowiek nie mogła pojąć. Czuła, jak rozrywa ją ta moc na kawałki, ale po chwili uspokoiło się. Pojawił się przed nią malutki stworek i podarował jej dziwny kryształ. Okazało się, że jej dusza człowieka, jest teraz w tym kamieniu, a ona teraz działa jako Lalkarka Gwiazd i nie ma odwrotu. Została wplątana w wieczne podtrzymywanie gwiazd, samym swoim bytem. Jednak, w zamian za jej oddanie, otrzymała od stworka jedno życzenie. Poprosiła o to, aby jej rodzice i brat byli zawsze szczęśliwi. Nie wiedziała, czy zostało to życzenie spełnione, ale miała nadzieję, że tak się stało.
Właściciel: YukiKunoka [hw, doggi]
Głos: Digital Daggers
Zbroja: -
Miecz/Łuk: -
Przedmioty: -


Punkty: 0
Monety: 30
Punkty Umiejętności: 
WYTRZYMAŁOŚĆ: 25 /SIŁA:25 /SZYBKOŚĆ: 20 /ZWINNOŚĆ: 30/PANCERZ: 0

Ciekawostki: 
-Boi się ciemności,
-Ma najlepszą przyjaciółkę, Homurę Akemi. Nie wie jednak, gdzie ta jest,
-Mimo tego, że nie chce ona być Lalkarką Gwiazd, nie może powrócić do poprzedniego życia,
-Ma alergię na czekoladę,
-Nie znosi słodyczy,
-Jej ulubiony kwiat to róża,
-Uwielbia kolor różowy,
-Jej najbardziej faworyzowanym kształtem, jest gwiazda,
-Stworek, który powiedział jej kim jest po dotknięciu kamienia, stał się jej pupilem i towarzyszem,
-Kou znalazła tuż po jej przemianie w Lalkarkę,
-Marzy o miłości,

Inne zdjęcia:







Jako człowiek:







Imię: Eiju. Znaczenie tego imienia to ,,wieczność".
Wiek: Kto wie... 
Płeć: Samiec
Rasa: Kyubey
Żywioł: Energia Życiowa
Moce: 
-potrafi umieścić w kryształach dusze ludzi (tak jak w przypadku Hoshi),
-umie wywołać u kogoś jakąś emocję, jakiś delikatny ruch,
-hipnoza
Charakter: Eiju jest wyprany z emocji, nie obchodzi go cierpienie ludzi tylko to że zbiera z nich energię. Nie uważa że umieszczanie duszy w klejnocie duszy jest nie humanitarne a ludzkość  traktuje jak bydło. Robi zwykle co mu się żywnie podoba. Mimo to, lubi Hoshiko i traktuje ją jak swoją właścicielkę.
Właściciel: Hoshiko


Imię: Kou. Znaczenie tego imienia to ,,szczęście".
Wiek: Kto wie...
Płeć: Samica
Rasa: Sylveon
Żywioł: Magia
Moce: 
-potrafi oczarować swoim wyglądem,
-hipnoza,
-przywołuje niektóre wspomnienia Hoshiko,
Charakter: Kou jest przyjemną i bardzo miłą towarzyszką Hoshiko. Bez znaczenia gdzie i kiedy, rusza za nią i nie waży się odejść od niej na krok. Kiedy widzi, że Hoshi jest smutna, otula ją swoimi wstążkami, którymi może panować.
Właściciel: Hoshiko



Imię: Miette
Wiek: Kto wie...
Płeć: Samica
Rasa: Mew
Żywioł: Magia
Moce: 
-tworzy magiczne bańki ochronne,
-hipnotyzuje spojrzeniem,
-leczy niewielkie rany w kilka chwil,
Charakter: Miette to przeurocza i bardzo potulna towarzyszka Hoshi. Nie jest może przy niej ciągle, ale na wezwanie znajdzie się przy właścicielce. Dba o nią. Miette potrafi przelecieć ocean (dosłownie), aby dostać się do pani. Umie latać, ale to umiejętność gatunkowa.
Właściciel: Hoshiko

Od Hoshiko (Próba Przejścia)

Wyspa Eter. Miejsce, gdzie zaprowadziły mnie gwiazdy. Nie myślałam nigdy o tym, aby tutaj przybyć, a teraz nadarzyła się okazja. Rozglądałam się uważnie, lecąc tuż nad powierzchnią ziemi. Tor mojego lotu, pozostawiał za sobą niewielką ilość dymu i gwiezdnego pyłu. Tuż za mną, biegli Eiju i Kou, moje dwa zwierzaki.
~Hoshiko. Skąd pomysł, aby tutaj przybyć?-zapytał mnie Eiju.
Wzruszyłam jedynie ramionami, pozostawiając to pytanie bez odpowiedzi. Sama nie byłam pewna co mnie tu przyciągnęło. Oprócz tego, że gwiazdy mówiły, że powinnam się tu znaleźć, nie wiem nic innego. Słyszę, jakby ktoś wołał moje imię. Taki cichy głos z tyłu głowy. Działało to trochę jak wspomnienia z czasów, kiedy byłam jeszcze człowiekiem. Dotknęłam Komety Dusz, która była teraz moim naszyjnikiem. Do teraz nie godzę się z tą myślą, że jestem Lalkarką Gwiazd. Z cichym westchnięciem wylądowałam na ziemi. Kou stanęła przede mną i chwyciła delikatnie mój nadgarstek swoją wstążką. Spojrzałam na zwierzaka i posłałam mu pokrzepiający uśmiech.
~Myślisz, że ją oszukasz swoim sztucznym uśmiechem?-zadał kolejne pytanie Eiju.
Kolejne pytanie, kolejny brak odpowiedzi. Kyubey zawiesił się na moim ramieniu, a ja wolnym krokiem ruszyłam ku mieście, które otaczało wielki budynek. To chyba jakaś Akademia i mam wrażenie, że to stąd dochodzi ten głos, który mnie jakby woła. Wzięłam na dłonie Kou, a potem ponownie uniosłam się ku górze. Pokierowałam się ku drzwiom tego ogromnego budynku. Dzieci z dołu krzyczały coś, że leci wróżka i tym podobne teksty. Wywołało to u mnie lekki uśmiech.
---
Stanęłam przed drzwiami Akademii. Głos z tyłu głowy stał się wyraźniejszy i o wiele głośniejszy niż wcześniej. Teraz dokładnie słyszałam swoje imię. Otworzyłam delikatnie drzwi, rozglądając się wkoło. Pusto. Ani żywej duszy. Ruszyłam powoli ku głosowi, który mnie wołał. Słyszałam, jak po korytarzu roznosi się dźwięk wydawany przez moje buty. Rytmiczny. Raz, dwa, raz, dwa... W zwartym kroku dotarłam do sali, skąd już wiedziałam, że dochodzi ten dziwny dźwięk wołania mnie. Uchyliłam drzwi i weszłam do środka. Pięknie. Na środku widziałam piękne Jaja. Smocze Jaja! Podeszłam do nich bardzo cicho. Jedno z nich wydawało się lekko skrzyć, choć... Czy ja wiem... Może mi się wydaje... Jednak, to właśnie to jajo wołało moje imię. Podeszłam do niego i dotknęłam go dłonią.
~Hoshiko...-usłyszałam swoje imię ostatni raz.
Nagle ujrzałam, że w sali tej nie jestem sama. Spanikowana odskoczyłam od poduszeczki ze Smoczym Jajem i spojrzałam na kobietę, która patrzyła na mnie z uśmiechem.
-Dzień dobry. Ja przepraszam za takie najście, ale słyszałam jakby mnie ktoś wołał. Już sobie może pójdę...-rzekłam, patrząc na kobietę z rumieńcem.
Wyszłam chyba na bardzo ciekawską istotę. Zaczęłam bawić się Kometą Dusz, wiszącą na mojej szyi. Odwróciłam spojrzenie od osoby, która była ze mną w sali. Co za wstyd. Zamiast zapytać o pozwolenie, wprosiłam się jak nie wiadomo kto...
C.D.N

Od Simon'a

Byłem zadowolony z czasu w jakim przemierzyłem dość długą drogę. Aktualnie nie mogłem już tak pędzić, bowiem na mojej szyi znajduje się Arin. Ta mała na prawdę mnie zaskoczyła..nie sądziłem że będzie mi dotrzymywać towarzystwa. Pogładziłem małe zwierze po karku i uśmiechnąłem się lekko.

-Co? Lecimy dalej?-zapytałem. Trico jedynie ziewnęła w odpowiedzi.. Faktycznie długo już lecimy, ale jeszcze trochę i dotrzemy do celu. Nie ma sensu się zatrzymywać ..chociaż.. Patrzyłem na Arin, była już taka śpiąca..ze mną też nie jest już najlepiej..od kilku dni nie spałem. Znalazłem więc karczmę z noclegiem. Wchodząc do środka nie zważałem na oczy skierowane na mnie, szłem wprost do dość rosłego mężczyzny stojącego przy barze. Trico sprytnie schowała się w moim kapturze dzięki czemu nikt jej nie zobaczy.

-Chciałbym tu przenocować.-rzekłem. Rudowłosy facet spojrzał na mnie jakby chciał coś dostrzec, jednak ja poprawiłem swój kaptur.

-Pokój numer siedem.-odparł i położył klucz na blacie. Wziąłem go i odszedłem. Pokój był niezbyt w moim guście..zdecydowanie za biało..no ale nie mogę narzekać. Jestem tu tylko na jedną noc. Arin wypełzła z kaptura i usadowiła się na poduszce.

-sorry mała, ale musisz zrobić mi miejsce.-rzekłem. Trico zleciała z łóżka, a ja położyłem się..po chwili poczułem na swoim karku pazurki. Podrapałem ją i zamknąłem oczy. W końcu zasnąłem.

--

Obudził mnie hałas dobiegający z dołu karczmy. Ubrałem się szybko i nałożyłem na siebie kaptur.

-Arin.-zawołałem, lecz nic mi nie odpowiedziało.. Czyżby już mnie opuściła? Zszedłem więc na dół. Oddałem klucze i skierowałem się do wyjścia.

-Nie zostaniesz dłużej?-usłyszałem kobiecy głos. Odwróciłem głowę, moim oczom ukazała się ognistooka brunetka..no była niezła, lecz nie czas już na to.

-Wybacz skarbie nie dziś-odparłem i posłałem jej uśmiech. Zatrzasnąłem wrota i spacerem zmierzałem w stronę portu. Kiedy upewniłem się iż nikt mnie nie zobaczy, wzniosłem się w powietrze. Eter może się już mnie spodziewać.



C.D.N

25 września 2017

Od Matayasa Cd Reszta





Krzyki Any nie pozwalały zebrać mi myśli. Dlaczego Okeś w ogóle przyprowadził tu tą całą Arrow? Czyżby coś się stało? A może maja jakieś wieści na temat naszej siostry? Dopiero co skończyła się wojna, a coś czuję, że w naszym rodzinnym domu wybuchnie kolejna.
-- Co się... stało? -- spytałem z wahaniem. Gdy skupiłem swoje spojrzenie na Arrow, poczułem coś dziwnego. Nie umiałem określić jednoznacznie co to jest. A było to coś... znajomego.
-- Może odpowiem na to pytanie, gdy cała rodzina się zbierze... -- Oktay spojrzał znacząco na białowłosą dziewczynę u swego boku. Postanowiłem nie ciągnąć tematu. To nie czas na kłótnie. Na górze Ana przechodzi męki, wraz z nią pewnie Tobiraya też. Ja tu zachodzę w głowę gdzie podziała się Sor, a Okeś przytachał sobie nową pannę.
O jak wspaniale...
-- Siadaj Arrow, nie stój tak. Czuj się jak u siebie. Widziałaś Sor gdzieś po drodze? -- Sam poczłapałem do kuchni, zachciało mi się pić. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że moje gardło przypomina wysuszone wióry. -- Chcecie coś zimnego z lodówki..? -- wykrzyczałem zza winka, jednocześnie wyciągając mleko w butelce. Nikt mi nie odpowiedział, dlatego zabrałem ze sobą butelkę mlecznego napoju i wróciłem do salonu.
-- No, Arrow, powiedz, co cię do nas sprowadza? Bo chyba nie wpadłaś w odwiedziny do tego tu... -- skinąłem na mojego brata głową.

< Arrow? Reszta, która jest "moja" :D >

Od Black Arrow CD Oktay/Matayas/Tobiraya/Ana/Adris




Lecieliśmy jak na skrzydłach do jego domu, trochę przerażał mnie fakt, iż pędzimy właśnie na poród, ale również chcę ich wspierać w tej pięknej dla nich chwili. Sama byłam świadkiem narodzin mojej siostry, jednak to było tak dawno temu..
Kiedy przeszliśmy próg domu, Matayas zlustrował nas spojrzeniem.
Tuż po chwili usłyszeliśmy wrzaski, na pewno należące do Any.
Nie wiedziałam, że to tak.. Ahh
Spojrzałam na Oktaya nie wiedząc co robić.. Czułam się dziwnie.. Strach mnie obleciał?!
Jeszcze parę miesięcy i to ja będę się tak nadzierać..
Nie minęło kilka minut a do domu wparowała Adris, lekko zaskoczyła się moją obecnością tutaj, jednak nie miała na to czasu.
-Gdzie jes..-przerwał jej kolejny wrzask kobiety. Ruszyła od razu jak burza.
Zostaliśmy sami, ja Oktay i jego brat, w sumie nie mieliśmy czasu by się bliżej poznać, tylko co uczestniczyliśmy razem we wojnie.. Widziałam go kilka razy.
-Co się..?-zaczął.
<Oktay? Matayas? Tobiraya? Ana? Adris?>

Od Simona (Znalezienie Trico)




Leciałem przez ciemniejszą stronę lasu Grakka.. Dlaczego ciemniejszą? Otóż tak ona się zwie, przez to, iż ludzie tu po prostu nie przychodzą..a jeśli wejdą, to już ślad po nich ginie. Osobiście nie wierzę w takie bajeczki, latałem tu tyle razy i nic mi się nie stało.
Po usłyszeniu sowy Izzy, śnieżnobiałej Neler, która musiała na prawdę szybko lecieć, skoro dotarła do mnie w tak krótkim czasie niż zazwyczaj. Usiadła mi na ramieniu i posłusznie oddała małą kartkę oplecioną złotą wstążką. Zsunąłem wstążkę z wiadomości i przywiązałem na szpon ptaka..tak Izzy lubi dostawać z powrotem swoje wstążki. Wróciłem do kartki od Izzy.
"Witaj Simon. Mam nadzieję, że Neler się spisała i doleciała do Ciebie w dobrym czasie.
Dostałam ważną informację dotyczącą pewnej grupy, która przetrzymuje bardzo rzadkie gatunki zwierząt nadnaturalnych. Twoim zadaniem jest je wypuścić. Ich lokacja znajduje się w północnej części ciemniejszej strony lasu Grakka. Zrób to jak trzeba.. muszą zapłacić za to co robią.
Życzę udanej misji.       Twoja Izzabelle."
Pogładziłem białą sowę i pozwoliłem jej odlecieć. Sama wiadomość nie będzie mi potrzebna, spaliłem ją więc w rękach robiąc z niej popiół, którego rozwiało powietrze.
Po rozejrzeniu się po okolicy, stwierdziłem, że najłatwiej będzie mi się przemieszczało po drzewach. Schowałem więc czarne jak smoła skrzydła i zacząłem skakać po drzewach w poszukiwaniu owej grupy.
----
Słyszałem wiele różnych odgłosów zwierząt, wyczuwałem ich energię. Wiedziałem, że jestem blisko.
Do tego dym z ogniska tylko ułatwił mi ich odnalezienie.
Zszokowałem się ilością stworów w klatkach, na łańcuchach.. Niektórych gatunków nigdy nawet nie widziałem na oczy..Lecz jeden na łańcuchu, pilnowany przez trzech, zaciekawił mnie najbardziej. Młody Trico, a raczej młoda, ponieważ była o wiele piękniejsza.. chyba ostatnia z gatunku.. Byłem pewny, że już dawno zostały pozabijane, zmiecione z powierzchni wszechświata.
Tylko czytałem o tych istotach wiem tyle, że są one niebywałe, niezwykłe.
---
Po policzeniu ludności(łącznie było ich z 10) wyjąłem swoje miecze i skoczyłem wprost na środek całej "działalności" pokazując im całe moje oblicze, prócz skrzydeł oczywiście.
-Kim jesteś? I czego tu chcesz?!-krzyki, tylko na tyle ich stać. Trzeba ich trochę rozruszać. Ruszyłem więc na przód tym samym powalając dwóch obok mnie. Kątem oka udało mi się zobaczyć, jak od tyłu rusza na mnie trzech na raz. Do tego przyłączyło się jeszcze czterech..
-No no! Siedmiu na jednego? To chyba trochę nie fair..ale niech wam już będzie-powiedziałem i skoczyłem w górę, upadając zacząłem się okręcać, tym oto sposobem ostrza mieczy pozanurzały się w ich cielskach, i nawet się męczyć nie musiałem!
Zręcznie i szybko wyminąłem trupy i stanąłem naprzeciw ostatniemu. Przez cały ten czas mi się przyglądał..Czyżby chce wychwycić jakim sposobem walczę? Ależ to nie możliwe..walczę na różne sposoby, i rzadko zdarza mi się użyć tej samej techniki. Zostałem tylko ja i on.
-Po co to robisz?-zapytał ochrypłym głosem.
-Wiesz..taka praca-uśmiechnąłem się i powoli kierowałem się w jego kierunku. 
-Nie szkoliłeś swoich ludzi.. Zbyt łatwi-odparłem. Brunet wstał i w błyskawicznym tempie znalazł się przy mnie z krańcem noża wycelowanego w moją krtań. Uśmiechnąłem się tylko szerzej i patrzyłem jak opada na ziemie jego bezwładne ciało..martwe ciało.
Doszukałem się w jego płaszczu pęku kluczy.. Następne 15 minut wypuszczałem uwięzione zwierzęta. Samica Trico ciągle za mną chodziła, nie opuszczała mnie nawet na krok. Może to i przez to, że była mała, nie wiedziała kogo ma się uczepić.
Ostatnie magiczne stworzenia uciekły we własne strony, nawet mi skubane nie podziękowały, mimo to byłem zadowolony z powodzenia tej misji. Tylko jeden został.. Uklęknąłem przed małą szarą istotką i wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Ta otarła się o nią łbem. Wstałem i ostatni raz spojrzałem na Trico.
Baby Trico by Rynnay on DeviantArt
-Ja idę. Ty zostajesz.-powiedziałem stanowczo. Mała istota jednak mnie nie rozumiała, nie chciała mi dać spokoju. Jej czarne oczy były takie smutne.. Westchnąłem i schyliłem się po małą.
-Wygrałaś-rzekłem uśmiechając się lekko. Rzadko się zdarza by Trico zaprzyjaźniała się z człowiekiem, więc dobrze wiem, że za kilka tygodni jak tylko nauczy się latać i polować, już jej przy mnie nie będzie. Pogładziłem ją lekko, ta zaczęła wydawać odgłosy podobne do mruczenia kota.
-Arin, podoba ci się to imię?-zapytałem. Skrzydlata owinęła się wokół mojej szyi lekko pomrukując.
C.D.N

Od Oktaya Cd Black Arrow




Zaprowadziłem Arrow do mojego domu na wybrzeżu. Z początku nie chciała iść ze mną. Upierała się, że powinna wrócić do siebie. Niedoczekanie jej! W życiu nie pozwolę jej w takim stanie przebywać poza moim zasięgiem wzroku czy słuchu. Gdy zbliżaliśmy się już do naszych uszu dotarły czyjeś histeryczne wrzaski. Arrow spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale również z obawą. Dopiero po chwili dotarło do mnie kto się tak wydziera i dlaczego.
-- To Ana. Zaczęła rodzić. Ana to żona mojego najstarszego brata, Tobirayi. Chodźmy! -- Pociągnąłem dziewczynę za rękę i szybkim krokiem ruszyłem w stronę frontowych drzwi. Ale mamy farta. Przychodzę obwieścić rodzeństwu, że za parę miesięcy sam zostanę ojcem, a tu proszę... Rodzi się kolejny Dreyar!
Przestąpiliśmy próg domu. Idąc korytarzem zauważyłem, że w salonie nerwowo przechadza się w tą i z powrotem Matayas. Jak tylko zobaczył mnie z Arrow zatrzymał się natychmiast. Zmierzył nas swoim standardowym spojrzeniem belfra. Gdy miał się już odezwać kolejny, tym razem o wiele głośniejszy wrzask Any wstrząsnął fasadami naszego domu.
-- ...kurwa, nie pisałam się na takie coś...!
-- Kochanie... spokojnie....
-- Ja ci zaraz dam kurna spokojnie...! Nie uspokajasz mnie wcale! 
Arrow spojrzała na mnie ze strachem w oczach.

< Arrow? >


Od Simon'a




Dałem się ponieść wiatru, latanie z tak ogromną szybkością zawsze było dla mnie czymś niesamowitym. Tylko ja i rozmazująca się przestrzeń wokół mnie.
Miałem ochotę lecieć tak bez przerwy, lecz wschodzące słońce mi to uniemożliwiało..
Nocą bez problemu mogę tak beztrosko latać, lecz gdy jest jasno, ktoś mógłby mnie dostrzec. Wolę nie ryzykować kolejnej gonitwy, podczas tej wyprawy chcę wyjść cało i szczerze? Męczy mnie już zabijanie ludzi polujących na "boskie" istoty. Sam wiem, że jestem boski, ale żeby aż tak? Hahah
Uśmiechnięty wylądowałem w ciemnej uliczce, równocześnie chowając skrzydła.
-Mamo! Mamo! Widziałem aniołka..na prawdę!-słyszałem wołanie dziecka, mały miał szczęście..ale już więcej mnie nie zobaczy, a jemu nikt nie uwierzy.
--
Szedłem omijając wszystkich ludzi. Chowałem głowę pod kapturem, by nikt nie mógł mnie ujrzeć. Nikt nie może wiedzieć kim jestem, nikt nie może mnie kojarzyć. Zatrzymałem się dopiero w chwili gdy koniec mojego płaszcza został pociągnięty. Odwróciłem się gotowy w razie czego zaatakować, ale to nie było konieczne. Malutkie czarne oczka wlepiały się wprost we mnie. Kucnąłem obok małej dziewczynki uśmiechając się lekko. Sam nie wiedziałem co mogłaby ode mnie chcieć, i dlaczego akurat zaczepiła mnie, a nie na przykład tamtego blondasa, który wygląda na dobrego..nie to co ja.. ta dziewczynka powinna trzymać się od takich jak ja jak najdalej.
-Hej mała.-rzekłem. Ta ciągle na mnie patrzyła, jej złote włosy leżały na ramionach, a jej maleńka dłoń ciągle zaciskała materiał płaszcza.
-Zgubiłaś się? Mogę ci jakoś pomóc?-zapytałem ponownie. Mała przechyliła lekko głowę po czym wyciągnęła w moją stronę zaciśniętą piąstkę, w której było coś.. Wystawiłem więc i swoją, a ta położyła na niej naszyjnik z białą błyskawicą. Przyjrzałem mu się.. Czułem, jego wielką moc..Dlaczego jednak ta dziewczynka oddała go mnie?
Nawet nie spostrzegłem kiedy mała zniknęła.. Nie musiałem się jednak martwić, ponieważ odnalazłem ją w obecności starszej kobiety i trójki dzieci.
Schowałem wisior, potem będę musiał go obadać.. 
Poszedłem dalej, moim celem była karczma "Pod Złotym Wężem". Tam zawsze mogłem spokojnie odpocząć, pożywić się oraz napić..nie koniecznie wody.
---
Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi postanowiłem opuścić towarzyszkę, z którą przeżyłem jedną z lepszych chwil i wyruszyć dalej. Mogłem bez problemowo znów wznieść się w powietrze.
Muszę jak najszybciej znaleźć się na Eter. Ostatnie smocze jaja z niebios potrzebują mojej opieki..wystarczy, że straciliśmy pozostałą czwórkę.. Ich nie odpuszczę. Tym razem działam na własną rękę i na własnych warunkach..misja musi się udać, a w tedy może zwiększy się moja szansa na.. Nieważne.
C.D.N


Od Adris




Kiedy tylko usłyszałam pisk maszyny Alory zamarłam, musiałam szybko działać.
Do jej żył wstrzyknęłam adrenalinę, po czym przystąpiłam do jej ratowania.. Jej serce walcząc z tym wszystkim zatrzymało się. Este pomogła mi, z jej pomocą udało się przywrócić bicie serca.
Odetchnęłam z ulgą, jednak dobrze wiedziałam, że serce może zatrzymać się ponownie w każdej chwili.. 
-Będę miała ją na oku, ty leć-powiedziała Este z uśmiechem. Skinęłam głową i poszłam do gabinetu, skąd wzięłam mogące się przydać przedmioty. Wybiegłam z oddziału i poleciałam jak na skrzydłach w kierunku wyjścia z akademii, muszę jak najszybciej dostać się do posiadłości Dreyarów.
Tobiraya i Ana mogą na mnie liczyć.
??

Od Black Arrow CD Oktay




Ulżyło mi trochę,  gdy Oktay powiedział, że się nami zajmie.. Ja jednak nadal nie byłam co do tego przekonana.. Dziecko? Nigdy nie byłam za usunięciem dziecka..nawet teraz kiedy spotkało to mnie, nie mogłabym go stracić.  To wbrew naszym zasadom.. W moim rodzie ciąża to był dar z nieba, mało dzieci się rodziło, mało przeżywało sam poród..tacy jesteśmy.. Mam nadzieję, że w naszym przypadku tak się nie stanie. W całym moim życiu przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym być matką.. Jestem wojowniczką na wiecznej służbie.. Jak mogę mieć dziecko? 
Udało mi się w miarę uspokoić w ramionach Oktaya..ale to co powiedział jakby do mnie nie dotarło.. Jak to zabiera mnie do siebie? Cofnęłam się o krok i spojrzałam na niego. 
-Oktay.. ja nie wiem, czy to dobry pomysł.. Z resztą mam swój dom, nie będę robić problemu. Dam sobie radę..-mówiłam, lecz Oktay się uparł, przegadał mnie tak, iż miałam gówno do powiedzenia.. Jeszcze zobaczymy.. Tylko dojdę do siebie po tym wszystkim. 
---
Linera człapała zaraz za mną, a ja szłam tuż obok srebrzystowłosego. Nie myślałam już o niczym, po prostu szłam.. Chciałabym wiedzieć co będzie dalej z tym wszystkim.. Jestem w drugim miesiącu.. Przede mną tyle czasu niepewności.. Czy urodzę, będę matką.. Czy jak w 90% w moim rodzie dziecko umrze zaraz po porodzie, bądź poronię.. Tak cholernie się tego boję.. 
Czułam jak moje oczy raz po raz się przymykają, byłam zmęczona.. Jednak nie mam czasu na.. I teraz jakby mnie rozjaśniło.. Co z moimi treningami? Misjami i obowiązkami? Mam wszystko rzucić?! Odwiałam te myśli na bok, nie mam siły teraz się tym przejmować.. 
<Oktay?>

Od Oktaya Cd Black Arrow




Nie mogłem patrzeć jak Arrow się załamuje. Ma rację, co się stało to się nie odstanie. Trzeba ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Ciągle nie mogę uwierzyć, że to prawda, że Arrow spodziewa się dziecka.
Mojego dziecka.
Myślałem kiedyś nad złożeniem rodziny, ale to były dalekosiężne plany. Poza tym, muszę zgodzić się z Arrow. To kiepski czas na dzieci. bardzo kiepski. Jednak nie pozwolę jej na usunięcie dziecka, co to, to nie. To wbrew prawu życia. Moi przodkowie w grobach by się poprzewracali, gdybym  pozwolił na taką profanację. 
-- Też zbytnio nie wiem, co zrobić w tej sytuacji, ale jednego nie pozwolę ci zrobić. -- Podszedłem do dziewczyny. Chwyciłem ją pewnie za ramiona. -- Nie usuniesz tego dziecka. Nawet nie waż się o tym myśleć. -- Porwałem Arrow w ramiona. Dziewczyna szybko się we mnie wtuliła i swoimi świeżymi łzami zaczęła moczyć mi koszulkę. Moja ręka poczęła głaskać ją po białych włosach. -- Jakoś to będzie. Zaopiekuję się wami.
Tak, ja i moja rodzina jakoś zadbamy o bezpieczeństwo Arrow i tego nienarodzonego szkraba. W końcu Sor to też cel Ciernia. Mając je obie na widoku będzie nam łatwiej je chronić. Co z pewnością nie będzie łatwe, ponieważ jak jedna tak i druga ma zawsze coś do powiedzenia. Jednak dla mojej siostry taryfa ulgowa się skończyła. Jak tylko ją znajdziemy... młoda ma przechlapane.
-- No, to zabieram cię do mnie do domu. Poznasz całą familię Dreyarów! No... jak się już wszyscy znajdą.

< Arrow? >

Od Any Cd ?




Chciałam razem z moim mężem i szwagrami czuwać, ale Tobiraya mi nie pozwolił. Znowu zrobił mi wykład o tym, że nie powinnam się forsować, tylko odpoczywać, bo nerwy szkodzą dziecku. Zwłaszcza teraz, gdy lada dzień nasze małe herosiątko ma przyjść na świat. czuję jego ruchy. Mały jest niespokojny, coraz bardziej ruchliwy, co zdziwiło nawet samego Misia. Kto wie. może nasz mały dzidziuś wyrośnie na sportowca? Bo jak na razie wszystko na to wskazuje. Cieszę się ogromnie. Oboje, ja i Tobiraya, chcieliśmy dziecka od samego początku. Gdy okazało się, że jestem w ciąży mój świeżo upieczony mąż skakał z radości pod same niebo. Ja oczywiście też się cieszyłam. Nasze jeszcze nienarodzone dziecko tylko wzmocniło naszą, już i tak nierozerwalną więź. To Ten Jedyny, zaś ja jestem Tą Jedyną dla niego.
Soraya, niestety, ale nie wróciła do domu. Mimo, iż przespałam dobrych kilka godzin to wiedziałam, że jej nie ma w domu. jak tylko zeszłam na dół po schodach, robiąc sobie przerwy co trzy stopnie, zamieniłam kilka słów z Oktayem i Matayasem, którzy jak tylko pierwsze promienie słońca padły na ziemię, wyszli z domu. Martwią się o swoją siostrę. Nie dziwię im się. Wczoraj Tobiemu puściły już nerwy. Okazało się, że Soraya przesyłała mu sfałszowane wyniki swoich badań. Coś czuję, że moją szwagierkę czeka niezła awantura, jak już się znajdzie.
Gdzie ona się podziewa? Dlaczego nie wróciła do domu? I od kogo jest ten ładny bukiet, co stoi w wazonie w jej pokoju? Czyżby miała faceta i nie podzieliła się tą, jakże arcyważną informacją ze mną?! 
Z pewnością czeka ją ochrzan. niech no tylko dostanę ją w swoje ręce...
Krzątałam się po kuchni, szukałam moich ulubionych wiśni w czekoladzie, gdy poczułam coś dziwnego. Spojrzałam w dół. Po moich nogach ciekła woda, było jej dużo. Stałam tak i patrzyłam na to, co się dzieje. 
O Matko.
To już...
Wody mi odeszły..!
-- Aaa..! -- krzyknęłam na cały dom. Nie mogłam ruszyć się z miejsca, normalnie mnie sparaliżowało! Do kuchni wbiegł Tobiraya. Ach ta jego naga, umięśniona klata.., ej, kobieto, skup że się! Rodzić zaczęłaś! 
-- Tobiraya ... chyba się zaczęło..!
-- Kochanie... spokojnie.. Tylko spokojnie... -- Tobiś znalazł się przy mnie w nanosekundę. Złapał pod ramię i zaczął prowadzić do naszej sypialni na górze. Wtedy właśnie poczułam pierwszy skurcz. Momentalnie się zgięłam w pół. Ciemno mi się zrobiło przed oczami. Nadszedł kolejny skurcz i tym razem nie dałam rady utrzymać języka za zębami. Krzyknęłam po raz kolejny z bólu.
Kurna, jak to boli!!!
-- Ana... spokojnie, wdech - wydech, wdech - wydech.. -- mój mąż przyspieszył tempo, zaczął mnie wlec za sobą, natomiast ja ledwo szłam. Czułam jak na dole coś mnie rozrywa od środka.. -- Spokojnie...
-- Jestem, kurwa, spokojna...! -- warknęłam na niego wściekle. -- Przestań to w kółko powtarzać!
Gdy dotarliśmy do schodów popatrzyłam na nie jak na najgorszego wroga. Ten mój idiotyczny mężuś chyba zgłupiał. jak ja w takim stanie mam wejść po tych pieprzonych schodach?! 
-- Nie ma mowy, żebym weszła na górę. Nie ma mowy!
-- Ana, dasz radę. Musisz, chyba, że chcesz rodzić na podłodze lub na schodach. -- Poważniejący ton mojego ukochanego nieco mnie otrzeźwił. Popatrzyłam na niego przez dłuższą chwilę, w między czasie skurcze się jeszcze nasiliły, co przyjęłam głośnym jękiem. On ma rację, muszę dać radę.
-- Dobrze, tylko mi pomóż, ok?
-- Jasne, że pomogę. Razem przez to przejdziemy. Potem wezwę Adris, zgadzasz się.?
-- Tak, tak zgadzam..., a kto to w ogóle jest? 


< Nie wiem czemu, ale pisząc to nie mogłam przestać się śmiać : D >

24 września 2017

Od Adris (Pojawienie się wsparcia medycznego!)




Stelmari nie była w zbyt dobrym stanie.. Bardzo cierpiała, to właśnie więź jeźdźca ze smokiem.. A widać, Alora i smoczyca mają potężną więź. Jedyne co mogłam podać Stelmari to wyciąg z Aronos, który lekko złagodzi jej stan. Nic innego nie mogę zrobić, teraz musimy tylko czekać na to co stanie się z samą Alorą.
---
Wracałam do akademii gdy nagle usłyszałam dźwięk rogu Obezzy.. To znaczyło pojawienie się osób ze świata elfów..Z mojego świata. Pobiegłam do głównych wrót akademii. Tam zastałam Eurosa wraz z pięcioma elfami, od razu mogłam ich rozpoznać.
Este,
Isan,
Maguna,
Nolak,
Korus. 
Podeszłam do nich i każdego przywitałam jak należy.
-Przybyliśmy z pomocą.-wyjaśniła Maguna.
-Dziękujemy wam z całego serca. Adris, zaprowadzisz gości?-powiedział Euros. Porozmawiał jeszcze trochę z medykami i odszedł. Pokazałam im akademię, ich pokoje oraz oddział, na którym postanowili od razu zostać. Ruszyli z pomocą każdemu rannemu.
Korus wraz z Isan wyruszyli do wioski by tam pomóc ludziom, którzy nie mają jak dostać się do akademii.

Od Black Arrow CD Oktay




Oktay nie mógł uwierzyć, z resztą nie dziwię mu się, sama jestem do tej pory w szoku.
Dziecko.. i to w tej chwili. Nie planowałam tego przecież.. Nie sądziłam, że takie coś jest w stanie się wydarzyć.. Ale stało się..i noszę w swoim łonie naszego potomka.
Ryk Oktaya lekko mnie przestraszył.. dość byłam już niespokojna, to on jeszcze krzyczy.. Jednak szybko przeprosił.. Miał prawo się wykrzyczeć..
Pytanie czy to jego dziecko, normalnie wytrąciłoby mnie z równowagi, jednak teraz nic sobie nie zrobiłam z tego.. Doskonale wiedziałam, że to on jest ojcem, z nikim w tamtym okresie nie spałam..Z nikim się nie spotykałam.
-- I co teraz? Znaczy..., no wiesz... -- powiedział. -- Ja... -- ciągnął dalej -- przepraszam. Nie uważałem jak trzeba. Przepraszam. Jeśli chcesz mi wygarnąć to proszę. Zasłużyłem.-dokończył patrząc ciągle na mnie. Westchnęłam i otarłam oczy z łez.
-Dobrze wiemy jak to się stało.. Stało się i się nie odstanie..-zaczęłam. -Oczywiście, to ty jesteś ojcem tego dziecka.. Ciąża..Ja sama jestem w szoku.. Nie potrafię tego zaakceptować.. Uwierzyć w to.. Ale jednak to prawda..-urwałam.. do oczu napływały mi kolejne łzy.. -Oktay..ja nie wiem co mam robić.. -dokończyłam. Stałam i patrzyłam na niego, jednak po chwili musiałam zasięgnąć po pomoc ściany. Oparłam się prawą dłonią, oczy zamknęłam i starałam się odpędzić mroczki pod oczami.
-Nie wiem co robić.. Ja nie jestem gotowa na to wszystko.. Te czasy.. Przecież trwamy w wojnie.. Jestem celem Ciernia.. To dziecko nie jest i nie będzie bezpieczne..-wydukałam.
<Oktay?>

Od Eshii




W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment zadumy. Próby odcięcia się od świata zewnętrznego, a jednocześnie zrozumienia go. Stawiamy sobie wtedy tak trudne pytania jak: Kim jesteśmy? Czy na prawdę co sekundę rodzi się i umiera parę osób na całym świecie? Właśnie pytania w tym stylu zaśmiecają nam głowę zmuszając do zatrzymania się nad nieuchwytną przyszłością, zmienną teraźniejszością oraz często ciężką przeszłością. Tak, takie momenty przychodziły. Jednak w tej chwili musiałam skupić się na mojej misji.
Cichcem zbliżyłam się do mojego celu i z szybkością kobry poderżnęłam mu gardło. Popłynęła krew, a ja w porę odskoczyłam. Następnie w dwóch susach znalazłam się na dachu i spokojnie opuściłam miejsce zbrodni.

< Ktoś chętny? >

Od Oktaya Cd Arrow




To, co powiedziała, a raczej wyszeptała Arrow nie dotarło do mnie. Gapiłem się na nią z otwartą gębą, nie wiedząc, co powiedzieć. Co zrobić. Może uciec? Nie, to mi przecież nie przystoi.
-- A-ale jak to? Jak..?! -- Puściłem dziewczynę. Wlepiłem w nią zszokowane spojrzenie. Jaka, kurwa, ciąża, ja się pytam?! -- Cooo?! -- wydarłem się na cały korytarz. Białowłosa się mnie chyba przestraszyła, bo cofnęła się o krok i lekko skuliła. -- W-wybacz, nie powinienem tak krzyczeć... -- Poczochrałem swoje srebrzyste włosy z zakłopotania. -- To.. To moje dziecko..? -- spytałem, odwróciwszy spojrzenie gdzieś na bok. Nie potrafiłem patrzeć teraz na nią. Kompletnie nie wiedziałem co mam teraz z robić. Było mi... głupio. Co ja najlepszego narobiłem? Co będzie, jak moje rodzeństwo się o tym dowie..?! 
O matko jedyna...
-- I co teraz? Znaczy..., no wiesz... -- powiedziałem i odważyłem się na nią spojrzeć. -- Ja... -- przełknąłem ślinę -- przepraszam. Nie uważałem jak trzeba. Przepraszam. Jeśli chcesz mi wygarnąć to proszę. Zasłużyłem.

< Arrow? >

Od Kaskady




Moje zmysły nie dawały mi spać. I już nie wiedziałam czy to z powodu odrastających skrzydeł czy też wojny. Czułam te ulatujace iskry życia. Płakałam nad każdym nieszczęśnikiem, każdą niewinna ofiarą. Bo przecież takich na wojnie było najwięcej.
Serce biło niemiłosiernie, w głowie panował haos. Na przemian widziałam krew z czymś czego dotąd nigdy nie widziałam. Kula jakiejś energii... Rosły... Bardzo szybko rosły. W ich środku twarze. Znajome twarze nieznanych mi osobiście osób.
Tak obcy, a jednocześnie tak bliscy. Szczególnie podobizna pewnego mężczyzny. Jego twarz nam wyrzeźbiona w delikatniej skale. Rysy ostre i jednocześnie łagodne przemawiały swoją siłą. A oczy! One zawładnęły ma duszą. Przepadałam.
Musiałam sprawdzić, zerknąć przez okno
Jake były moje płonne nadzieję! No Egoistyczne myśli. Wołałam myśleć o nim. Nie o wojnie ani nawet marności własnej egzystencji. On... Czułam, że powinnam go znać... Jednak odrastające skrzydła stepialy wszystko. Ból nie był tak silny.
Gdy wyjrzałam zza okna zobaczyłam tylko ślady wojny oraz młodą Dreyar. Miała obłęd w oczach. Jakby zawładnął nią demon. Spojrzała się.
Chyba mnie nie widziała. Miałam taką nadzieję. Jej umiejętności nr zdradza się na nic. Jestem w zamknięciu, które sama stworzyłam. Nikt z zewnątrz nie jest w stanie mnie lepiej zobaczyć. Szczególnie zwykli śmiertelnicy, oni nawet wieży nr mogli zobaczyć. Na zawsze mam tkwić tu w zapomnieniu. Po wsze czasy.
C.d.n

Od Tobirayi Cd Ana / ?


Udało się. Zwyciężyliśmy. Pomioty zostały pokonane i to za sprawą tarczy Lilith, dowódczyni Złotej Straży. Jednak nie jej należy się cała chwała. Gdyby nie ktoś, zginęłaby daremnie. Podobnie jak cała wyspa, ale, koniec końców, wszystko dobrze się skończyło.
Narazie.
Nie jestem zadowolony z faktu, że moja młodsza siostra gdzieś przepadła. Zupełnie jak kamfora...! Sor przegięła. Nie powinna robić nic na własną rękę. Dobrze wie jakie ryzyko to za sobą niesie. Wbrew pozorom jej stan nie jest stabilny. Udało mi się pospiesznie przejrzeć w domu jej ostanie wyniki, gdy zostawiałem tam Anę. Moja żona lada dzień może zacząć rodzić. Nie ukrywam, że jestem lekko podenerwowany, ale jestem medykiem. Staram się podchodzić do tej sprawy profesjonalnie, lecz nie wychodzi mi to zbytnio. Przecież tu chodzi o moje własne dziecko!
Wracając, stan zdrowia mojej siostry znowu się pogorszył. Może po niej tego nie widać, ale nie jest za dobrze. Na pierwszy rzut oka wygląda na okaz zdrowia, pomijając te wszystkie rany, których się ostatnio nabawiła, natomiast w środku, w jej krwi dzieje się coś niedobrego. Powinna już dawno zacząć trening, jednak ona nie chce. Upiera się przy swoim.
Jak ona tak w ogóle może?!
Chce wyrzec się własnego pochodzenia! Własnej krwi...!
To coś zabija ją od środka. Z każdym kolejnym zmarnowanym dniem jej życie diametralnie się skraca. Jak każdy Dreyar posiadający Boski Gen jest bardziej podatna na choroby. Jej ciało, mimo treningów i hartowania, jest delikatne i kruche. Niczym rosnące nieopodal naszego rodzinnego domu konwalie.
Soraya powinna wreszcie zaakceptować to kim jest. Wiem, że jest jej ciężko, ale nie zmieni swego przeznaczenia. Każdy z nas podąża wytyczoną własną drogą, którą wybrali dla nas Bogowie. Taki jest porządek tego świata i kiedyś moja mała siostrzyczka to zrozumie. Zrozumie to, kim tak w rzeczywistości jest. Ale najpierw trzeba ją jakoś nakłonić do treningu na energią. To będzie trudne zadanie, ale musimy, ja, moi bracia i Ana, dać radę. Losy świata i ten Sor będą od tego zależeć.
Nazajutrz, gdy niewyspany wstawałem z  kanapy w salonie, rozbudziły mnie krzyki mojej ukochanej. Zerwałem się na równe nogi i w samych spodniach, na bosaka, pobiegłem do kuchni. Ana stała w rozkroku podpierając się jedną ręką o blat wyspy kuchennej, w kałuży wody. Patrzyła w dół. Po chwili jednak uniosła spojrzenie i spanikowana popatrzyła na mnie tymi swoimi pięknymi, dużymi oczami.
-- Tobiraya... chyba się zaczęło...!

< Idą bliźniaki na świat..! >

Od Black Arrow CD Oktay

Biegłam nie zważając na krzyki Falcoma, gdy nagle na kogoś wpadłam.. Mało co się nie przewróciłam, lecz ten ktoś mnie złapał i już wiedziałam kim on jest.
Oktay pociągnął mnie do siebie i spojrzał pytająco, jednak po chwili jego spojrzenie się zmieniło.
Moje serce momentalnie przyspieszyło..a gula w gardle urosła ponownie.. Nic a nic nie wydusiłam z siebie. Obraz rozmazywał mi się poprzez łzy, jednak to nawet mi w tej chwili nie przeszkadzało.
-Arrow!-usłyszałam ponowne wołanie Falcoma, jednak był już obok.. Tuż przy nas.. Jeszcze tylko chwila i Oktay się dowie.. Dlaczego mnie to niepokoi? Sama tego nie wiem..
Nie jestem gotowa na dziecko, nie nadaję się na matkę.. Nie w tych czasach.. nie w tym momencie..
-Co jest?-pytanie z ust Oktaya mnie unieruchomiło. Falcom uważnie mi się przyjrzał..wiedziałam że odkrył to..
-Czyli to ty jesteś za to odpowiedzialny?-rzekł, a ja czekałam jak głupia na dalszy ciąg jego słów..
-Za co?-ciągnął Oktay.
-Arrow, wiem że to on, i musisz mu powiedzieć. My porozmawiamy później.-powiedział, obrócił się na pięcie i odszedł zostawiając nas samych. Popatrzyłam na mężczyznę obok mnie..sama nie wiedziałam od czego zacząć i jak wytłumaczyć to całe zajście.
-Jestem w ciąży.. -wydukałam w końcu.. Wyłożyłam karty na stół..
<Oktay?>

Od Oktaya Cd Matayas


Pobiegliśmy całą trójką do Akademii. Pomioty znikały. Zostały zniszczone przez magiczną tarczę niejakiej Lilith. Wszystko super fajnie, ale... Nasza siostra maczała w tym swoje paluszki. Czemu to zawsze ona, beze mnie akurat, musi się w coś wplątać?
Gdy dotarliśmy na wieżę tam już nikogo nie było. Tobi się wściekł. Rozwalił pięścią ścianę, po czym opuścił wieżę. Wymieniłem z Matem kilka spojrzeń. Nam też nie pozostało nic innego jak udać się do domu.
Minęła noc. Wczesnym rankiem opuściłem dom i skierowałem się plażą ku Akademii. Nie wiedzieć czemu, ale coś mnie tam ciągnęło. Nie mogłem spać w nocy. Wraz z braćmi i Aną czekaliśmy na Sorayę, ale ona nie wróciła do domu. Zaczynamy się poważnie martwić. Co jeśli coś jej się stało? Mama by mi tego nigdy nie darowała jakby wiedziała, że straciliśmy naszą małą siostrę z oczu. O ojcu to już nie wspomnę. Kara byłaby po prostu straszna.
Dostałem się do Akademii, po drodze rozglądałem się, starałem wyczuć energię Sor, ale była ledwo wyczuwalna. To zły znak. Moje nowi poniosły mnie na oddział. Idąc tak się zamyśliłem, że na kogoś wpadłem. Tym kim okazała się być... zapłakana Arrow. Złapałem ją w porę, ratując przez upadkiem. Popatrzyłem na nią z niemym pytaniem. Wtedy wyczułem w niej coś dziwnego. Coś, czego wcześniej nie zauważyłem. Co to jest..? 

< Arrow? >

Od Drake'a Cd Zula


Zula zachowywała się coraz dziwniej, jednak nie tylko to nie dawało mi spokoju. Pomioty zniknęły. Po prostu wyparowały, gdy potężna moc w postaci fali uderzeniowej rozeszła się po wyspie, jej okolicach i daleko w ocean. Nie dość, że wrogowie zostali załatwieni, to jeszcze poczułem, jak ta obca energia wypełnia mnie, sprawiając, że nie czułem już zmęczenia a moje siły natychmiast się zregenerowały. 
-- Co to w ogóle było..? -- spytała Zula, która już nie walczyła z bólem głowy. Złapałem ją za rękę, by dodać jej trochę otuchy. Sam jej akurat w tym momencie potrzebowałem.
-- Chyba... chyba Lilith użyła swojej tarczy.
-- Uratowała nas.
-- Tak, ale wątpię, by była w stanie stworzyć tak potężną barierę sama. Ktoś musiał jej pomóc. Nie czujesz tego? To nie jest tylko energia Lilith. Ktoś jej pomógł, a przy okazji pomógł i nam. -- Spojrzałem na Zulę, zaś ta popatrzyła na mnie. -- Chodźmy do Akademii. Poszukajmy lepiej Ariany. Dawno jej nie widziałem.

< Zula? >

Od Doriana Cd Dante / ?


Gdy dotarliśmy na wyspę było już pozamiatane. Wojska Ciernia zostały pokonane za sprawą magicznej bariery - tarczy dowódcy Złotej Straży. Posiadam co nieco informacji na jej temat. Nie jest dla mnie zagrożeniem, póki co. Mam jedynie nadzieję, że nie zacznie wchodzić mi w drogę. Moje interesy sięgają aż tutaj z Axallus. Nie mogę pozwolić by coś im zagrażało. Moje imperium jest zbyt cenne, by jakieś tam żołnierzyki z magicznymi sztuczkami mi je zniszczyli. Poza tym, Zakon podjął decyzję o przeniesieniu kwatery głównej właśnie na Smocze Wyspy. To tu się wszystko zaczęło. Cała historia naszego stowarzyszenia. Zapomnianego. Wymazanego z kart historii i ludzkiej pamięci. Tylko jego członkowie wiedzą o jego istnieniu. Nadszedł czas, by wisielcze diablątka znowu zwarły swe szeregi, ale najpierw...
...znajdę mojego syna..,
...odbiję moją córkę z łap Ciernia i...
..wypełnię obietnicę złożoną mojemu staremu przyjacielowi dawno temu.
Pomogę jego córce stać się kimś, kim jest głęboko w środku. Pomogę jej odnaleźć prawdziwą siebie. I Dante mi w tym pomoże. Obaj siedzimy w tym po uszy. Jesteśmy to winni Saronowi. 
Wkroczyliśmy na tereny należące do portów, kiedy z dala ujrzeliśmy pewną postać.
-- To chyba... -- Dante z dala wyczuł, ja tak samo zresztą, tą unikalną aurę. Mój przyjaciel nie miał jeszcze aż tak bliskiej styczności z osobą przed nami, nie tak jak ja. Znam ją od dnia jej narodzin. Jest dla mnie niczym druga córka. Wraz z Saronem kiedyś po cichu liczyliśmy, że nasze dzieci kiedyś się zejdą. I tak by się stało, gdyby nie głupie i nierozsądne zachowanie mojego syna. Wszystko popsuł! Lata starań moich i Sarona poszły na marne..! 
-- Wyczuwam wzburzenie, jest niespokojna. Nie działajmy pochopnie. Nie wiemy co zrobi w tym stanie. -- Spojrzałem na Dantego, który wpatrywał się w postać młodej kobiety przed nami. Dostrzegłem szok malujący się na jego twarzy. No tak, nie widział jej jeszcze nigdy na własne oczy.
-- Ależ ona jest do niej podobna, tylko...
-- Tylko te oczy... Czarne jak noc. Nieludzkie -- dokończyłem na niego. Gdy znaleźliśmy się wystarczająco blisko dziewczyna, zapatrzona w ocean, przeniosła wzrok na nas. Jak zawsze gościła na jej bladej twarzy chłodna powaga, jednak tym razem była jeszcze bardziej wroga. I niebezpieczna.
-- Nie spodziewałam się ciebie na Eter tak prędko, wuju -- rzekła młoda Dreyar. Morska bryza rozwiała jej czarne i lśniące długie włosy. Zazwyczaj je wiązała, dlatego zdziwiłem się, widząc je powiewające niczym bandera na maszcie. Zauważyłem jak na słowo wuju Dante lekko drgnął, aczkolwiek nie było ono skierowane do niego, a do mnie. Soraya nie wie przecież kim jest Dante. Kim jest on dla niej i dla jej rodzeństwa.


< Nie odpisywać. Pociągnę to dalej :D >

Od Nieznajomy

-Dreyar będzie miał bękarta? To ci dopiero informacja! Opłacało się dzisiaj wybrać do pracy... Ten ostatni raz - zamruczałem pod nosem. Aż żałowałem, że muszę się przenieść. Jednak obiecałem coś JEJ. A akurat ja zawsze dotrzymywałem obietnic. Poza tym ONA nie jest kimś komu można się sprzeciwić. Niby taka łagodna... Im bliższym się jej było tym gorzej.
Na mojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Zdawałem sobie sprawę z delikatności tej sytuacji. Póki co tylko cztery osoby wiedziały, że może narodzić się kolejny potężny bachor. A muszę napisać dla NIEJ szczegółowy raport.
Zakląłem. Przecież o tym jej nie napiszę! Wścieknie się. Nie chcę mieć potem większości Dragoso na sumieniu. Z kolei jak to pominę zapewne i tak to szybko odkryje. Wtedy śmierć dla mnie byłaby marzeniem.
Nerwowo poprawiłem włosy. Jak tak o tym myślałem to miałem coraz większe obawy. ONA go kochała. Lecz nigdy nie mogła nawet do niego podejść.
Jeżeli się dowie o dziecku...
Niech Przodkowie mają nas w opiece.

Od Black Arrow CD Angela

Nie miałam siły by dłużej się sprzeciwiać kobiecie.. Dałam się zaprowadzić na oddział i poddałam się badaniu. Dostałam od niej wyciąg z rumianku, co doprowadziło moją głowę do stabilności.
Czekałam na wyniki, chodź dobrze wiedziałam, że nic mi nie jest. Nigdy przewlekle nie chorowałam, teraz również nic mi nie jest, to zwykłe przemęczenie.
---
Angela wróciła na oddział i stanęła obok mnie.
- dobrze, mam już wyniki twoich badań.. - powiedziała ze spokojem. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na nią.
- niech mi pani powie, co się dzieje? - spytałam, chciałam już usłyszeć że nic mi nie jest i mogę iść.
- no więc, wszystko wskazuje na to, że jest pani w ciąży - wyjaśniła z uśmiechem. Słowa, które wypowiedziała..były niemożliwe.. Na moment czas jakby stanął w miejscu, siedziałam nieruchomo i zastanawiałam się nad sensem jej słów.
-Pomyliłaś się.. tam jest błąd. To nie są moje wyniki. Na pewno nie moje-powiedziałam wstając i podchodząc bliżej Angeli. Wyrwałam kartę z moimi wynikami i przejrzałam ją dokładnie.
-Ale..jak?-wydukałam cicho i usiadłam z powrotem. Moje dane..wszystkie się zgadzały.. To były moje wyniki, bez dwóch zdań.. Jestem w..ciąży.
-Arrow! Tu jesteś! Wszędzie cię szukałem.-głos Falcoma tylko sprawił u mnie momentalne spięcie.
Spojrzał na mnie i na Angelę, po chwili zauważył kartę w moich rękach.
-Co się dzieje?-zapytał. W moim gardle utworzyła się gula..nie mogłam nic z siebie wycisnąć.
Kobieta zostawiła nas samych oddalając się, świetnie..
-Arrow powiesz o co chodzi?-zapytał raz jeszcze. Moje oczy zrobiły się szkliste.. podałam Falcomowi kartę, ten chwycił ją i zaczął czytać.
-Badałaś się? Co jest.. przecież możesz powiedzieć jak źle się czujesz.. -jego głos załamał się..ucichł.
Jego złote oczy padły na mnie, wiem że czekał na wyjaśnienia.
-Jesteś w ciąży? Jakim cudem..-zapytał.
-Tak, widać jestem! Zostaw mnie..ja..-powiedziałam i nie mogłam już go znieść.. puki co nie mam siły by mu cokolwiek wyjaśniać.. Wybiegłam z oddziału.
<Ktoś?>

Od Angeli CD Black Arrow

Dzięki mocy dziewczyny, która pomogła Lilith moje rany zostały całkowicie wyleczone. Kiedy było po wszystkim niezwłocznie udałam się na oddział. Jestem lekarzem a oni potrzebóją pomocy. Szłam już jakiś czas gdy nagle dostrzegłam jakąś dziewczynę leżącą pod ścianą. Widać było, że próbuje wstać. Natychmiast do niej podbiegłam.
- co się stało? - zapytałam.
- co?.. nic. Nic mi nie jest, proszę mnie zostawić - dziewczyna uparcie nie chciała pomocy.
- widzę, że coś ci jest. Jestem medyczką i pomogę ci - po tych słowach pomogłam jej wstać i zaprowadziłam ją na oddział. Tam położyłam ją na osobne łóżko. Dziewczyna już nie protestowała gdyż ciągle kręciło jej się w głowie. Zaczęłam ją badać i zadawać kilka pytań.
...
- dobrze, mam już wyniki twoich badań.. - powiedziałam ze spokojem.
- niech mi pani powie, co się dzieje? - dopytywała.
- no więc, wszystko wskazuje na to, że jest pani w ciąży - po tych słowach spojrzałam na nią z uśmiechem.

<Black Arrow>

Eshia


Imię: Eshia
Przezwisko: Esh, Es, Shi
Wiek: 18 lat
Płeć: Kobieta
Stanowisko: Młody Jeździec
Specjalizacje: Jest wyszkolona na świetną zabójczynie. Szkolona była przez samego sokego (jest to nazwa funkcji pisana małą literæ)
Rodzice: Ojciec - Scorpius (tak ten Scorpius) Matka - Namfai
Rodzeństwo: Za swoją przybraną siostrę uważała Saki, która niestety zaginęła i została pochowana na cmentarzu w Akademii
Partner: Niestety ale chyba nie jest do tego zdolna
Smok: Haru
Pupil: Ma ukochanego konia, ale no właśnie… To zwykły koń imieniem Kaiho
Charakter: Eshia to dziewczyna pełna zagadek. Nikt nigdy nie wie kiedy żartuję, a kiedy jest śmiertelnie poważna. Nie nawiązała żadnych głębszych relacji i wątpliwe jest by kiedykolwiek to zrobiła. Jej charakter potrafi być zmienny. Zmienia twarze jak maski. Jest wyśmienitą aktorką z umysłem jak brzytwa. W połączeniu z jej umiejętnościami daje to wprost zabójczą mieszankę. Mimo swojej twardej, bezwzględnej i zmiennej skorupie czasem, na parę sekund lub trochę dłużej można dojrzeć w niej skrzywdzonego oraz osamotnionego człowieka. Jednak, czy to prawda? Czy aby na pewno nie jest to po prostu kolejna maska?
Historia: Urodziła się w niewoli. Jej matka naturalnie była niewolnicą, zwykłą wieśniaczką, a ojciec… był, a raczej na razie jest Scorpius. Odkąd mała Eshia zrozumiała gdzie jest i co się z nią dzieje zapałała żądzą mordu. Jej matka została zabita na jej oczach. Od tej pory małej przerażonej sześcioletniej dziewczynki nie broniło już nic. Była poniżana, bita i na wszelki inne sposoby próbowano zmieszać ją z błotem. Ona jednak nigdy się nie poddawała. Dalej następuje "cichy" okres jej historii. W tym czasie wyszkolono ją na genialną wojowniczkę. Po pewnym jednak czasie musiała uciekać przed hordami sługusów, więc opuściła swoje dotychczasowe schronienie i wyruszyła do Akademii. Tam znalazła ciało swojej przybranej siostry. Poparła w okresowy stan depresyjny ale wyszła z tego i podjęła się Próby, którą przeszła z pozytywnym wynikiem. Związała się ze smokiem światła. Poznała dziewczynę z ognistego rodu. Nazywała się Amarisa. Gdy już wszystko się układało, Cierń zabił Amarisę po raz kolejny zadając ciężką ranę Es. Do tej pory dziewczyna nie uporała się z demonami przeszłości.
Właściciel: Kohu
Głos: Song of the Sea
Punkty: 0
Monety: 55
Punkty Umiejętności:
WYTRZYMAŁOŚĆ: 35/SIŁA:15 /SZYBKOŚĆ:25 /ZWINNOŚĆ: 25/PANCERZ: 0

SMOK

Autor: Red-IzaK
Imię: Haru - imię znaczące: rozpogodzić się, wiosna, słońce, światło słoneczne
Wiek: dwa tygodnie od wyklucia
Płeć: Samiec
Żywioł: Światło
Moce:
Charakter: Haru to mały bardzo pozytywny smoczek. Wiecznie się bawi i prawie niczego nie traktuje na poważnie. Poza całą swoją ruchliwością, non stop potrzebuje czyjejś uwagi. Kocha się przytulać. A wieczorem gdy zmęczy się całodziennym hasaniem, przychodzi do Eshi. Zwija jej się na brzuchu i zaczyna ślinić jej palce, bo nie potrafi jeszcze wysuwać zębów. Haru zdecydowanie nie jest tchórzem. Pcha się wszędzie gdzie się da, a w razie potrzeby stanie w obronie swojej partnerki.
Właściciel: Eshia
Punkty Umiejętności:
WYTRZYMAŁOŚĆ:25 /SIŁA:20 /SZYBKOŚĆ: 50/ZWINNOŚĆ: 35/PANCERZ: 20

Od Black Arrow

Obudziłam się dość późno.. Sama nie mogłam uwierzyć, że wojna już dobiegła końca.
Doskonale jednak wiedziałam, że to jeszcze nie koniec, jeszcze przyjdzie czas walki..ostatecznej walki. To, że wczoraj nas opuścili to czyste szczęście, gdyby nie bariera Lilith nie żylibyśmy już wszyscy. 
Z zamyślenia wyrwała mnie Linera, wskoczyła na mnie i zaczęła się do mnie łasić.
-Już dobrze. Wstaje-rzekłam. Smoczyca pofrunęła na parapet i zaczęła zajadać się kawałkiem mięsa.
Wstałam i momentalnie zawróciło mi się w głowie, szybko powróciłam do pozycji siedzącej.
-Co jest..-powiedziałam do siebie. Może za szybko wstałam..
Wstałam tym razem powoli i skierowałam się do łazienki, gdzie umyłam się i założyłam czyste ubrania.. Czarne skórzane legginsy oraz białą zwiewną koszulę.
-Linera, wychodzę!-zawołałam do smoczycy, ta jednak nie chciała zostawać tu sama, więc przyfrunęła do mnie i stanęła obok. Jeszcze trochę i stanie się młodym smokiem.
----
Zeszłam w dół po schodach, czarna smoczyca jako pierwsza znalazła się na parterze.
Muszę znaleźć Falcoma, dawno go nie widziałam, muszę upewnić się, że nic głupiego nie zrobił.
Jego drzwi do pokoju były zamknięte, poszłam zatem w kierunku oddziału, może tam jeszcze przebywa. Przystanęłam jednak opierając się o ścianę.. Znowu te zawroty głowy.. Jeszcze wczoraj było wszystko w porządku..a przynajmniej nie odczuwałam tak tego..
Czułam że moja towarzyszka się niepokoi, ociera się głową o moją nogę, jednak nie jest w stanie nic zrobić. Staram się iść dalej, lecz mroczki przed oczyma uniemożliwiają mi to. Osuwam się po ścianie.. Mam nadzieję, że zaraz przejdzie..nikt nie może zobaczyć mnie w takim stanie.. Przecież nic mi nie jest.
<Ktoś?>