Winry opuściła oddział, odetchnęłam z ulgą wiedząc, że nic poważnego jej nie dolega. Jest taka młoda.. Zbyt niewinna. Widzę w niej mojego młodszego braciszka. Był moim oczkiem w głowie, z resztą pozostała trójka i rodzice też. Starsi bracia byli dla mnie wzorem, zaś ja dla niego. Kiedyś wszystko było inne, kolorowe. Teraz świat jest w kolorach czerwieni i szarości.
Podeszła do mnie pielęgniarka, chciała podać mi moje antidotum, lecz ja odwróciłam głowę w stronę drzwi. Orion cały czas stał na zewnątrz. Dlaczego..?
-- Lekarstwo.. -- dziewczyna chciała je we mnie wmusić, lecz ja popatrzyłam na nią srogo.
-- Siostro, proszę podać przesłane przez mojego brata leki tym, co je potrzebują. Naxia, na chwilę obecną, potrzebuje tego bardziej, niż ja..
-- A-ale, ale dyrektor rozkazał..
-- Oni cierpią. Ja zaś, nie czuję nic. Na razie... -- Spojrzałam, tym razem błagalnie na Are. -- Proszę. -- Dodałam błagalnie. Dziewczyna westchnęła, ale spełniła moją prośbę. Świetnie, zyskałam nieco czasu na przygotowanie się na walkę z cierpieniem, które zafunduje mi moje antidotum.
Tym razem to ja odetchnęłam głęboko. Spróbowałam wstać i o dziwo, udało mi się. Aru była zajęta w akurat Naxią, także niezauważona skierowałam się w stronę wyjścia. W ręku trzymałam fiolkę z moim lekiem. Zgarnęłam po drodze jeszcze płaszcz Oriona, po czym chwiejnym, zarazem niepewnym krokiem stanęłam przed drzwiami. Otworzyłam drzwi, chcąc jak najszybciej wyjść z tego przeklętego miejsca. Euros zauważył mnie niemal od razu.
-- Co ty tutaj robisz?! -- wydarł się na mnie.
< Euros? Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz