( Perspektywa Tobirayi )
Jak powiedziałem, tak też się stało. Kiedy księżyc wisiał już wysoko na nocnym niebie, a iskry z ogniska szybowały powoli w górę, cała nasza ekipa zebrała się wokół paleniska, by ustalić co powinniśmy robić dalej. Jest nas około dwudziestu, także całkiem sporo i każdy dobrze wyszkolony. Przez te siedem lat przeżyliśmy wspólnie nie jedną przygodę czy trwogę, więc możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji.
-- Jesteśmy już prawie na miejscu, do końca drogi został nam dzień, ewentualnie dwa dni, jednakże na Eter coś się dzieje. Nie wiemy dokładnie co. Storm nie przesłała ostatnich dwóch raportów, także Mat, który powinien dzisiaj rano dotrzeć na wyspę, nie dał znaku życia.
-- Sądzisz, że Cierń zaczął realizować swój plan? -- odezwał się mężczyzna blisko trzydziestki. Jego nieogolona twarz zastygła w wiecznym grymasie, jaki powoduje głęboka blizna biegnąca przez niemal połowę czoła, nos i lewy policzek.
-- Steve, weź wypluj te słowa... -- Głos zabrał kolejny facet, tym razem jeszcze starszy. Jego mina wiecznie niezadowolonego marudy, teraz sposępniała. -- Jeszcze za wcześnie na jego atak. Nie zgromadził wszystkich potrzebnych sobie ingrediencji.
-- Jest jakiś sposób, by dowiedzieć się, co teraz dzieje się na Eter? -- spytała moja Ana. Właśnie zajadała się ostatnią paczką wiśni w czekoladzie. Muszę zapamiętać, by w najbliższym mieście kupić jej nowy zapas. Ona nie może przeżyć dnia bez swoich wisienek. Jej słowa sprawiły, że wszystkie oczy skierowały się w stronę Oktaya, który popatrzył na nas, myśląc zawzięcie. Po kilku sekundach wstał ze swojego miejsca.
-- Jest sposób, ale dajcie mi chwilę, muszę skombinować sprzęt.. -- Mój brat zniknął mi z oczu i udał się do namiotu, zapewne po swoje technologiczne zabawki.
Minęło może z pięć minut, a Okej wrócił ze swoimi gadżetami. Każda para oczu spoczęła na nim wyczekując tego, co zaraz ma się wydarzyć. Okeś stanął na środku i zaczął ubierać swoje słynne, czarne rękawiczki. Lewa, bez palców i prawa z całymi mogły na pierwszy rzut oka wydawać się cudaczne, jednakże to nie są zwyczajne rękawice. To jeden z jego najlepszych wynalazków, z których nawet ja jestem dumny. Mój brat uniósł przed siebie obie dłonie na wysokość oczu, a następnie zacisnął w pięści. Ukryta wewnątrz nich mikro nanotechnologia uruchomiła się, a przed moim bratem pojawiły się trzy ekrany i klawiatury. Oktay od razu przeszedł do rzeczy. Stukając w środkową klawiaturę zaczął szukać w sieci odpowiednich wtyczek. Trochę się na tym znam, ale to właśnie Oktay i Soraya są biegli w tego typu informatycznych rzeczach.
-- Nie wiem, czy jest sens włamywać się na serwery Akademii, lepiej nawiążę połączenie z Sor, Matem, albo samym Eurosem... -- Oktay był maksymalnie skupiony na swojej pracy, co absolutnie nie było do niego podobne, Ten zawsze śmieszkowaty, rozgadany i wiecznie żartujący chłopak gdzieś zniknął, a zamiast niego stał "stary" Oktay. Ten, sprzed śmierci rodziców i Katsuyi. Każdy z nas się zmienił, jednak najbardziej Okeś. Czasami się o niego martwię, jego nastrój potrafi się zmienić w przeciągu minuty, i nigdy nie wiadomo, jaki będzie dokładnie. Raz bywa spokojny, ale jak coś go sieknie, to nawet moja niedźwiedzia postać nie potrafi go okiełznać.
Urok bycia Dreyarem...
-- Dobra, przeszedłem przez zapory i przejąłem komunikator Mata. Urządzenie Sor jest zablokowane, nie dam rady tego obejść. Najwidoczniej wprowadziła nowe aktualizacje... Ok..., mamy to!
( Perspektywa Matayasa )
Rozmawiałem właśnie w tym głąbem Axallem i jego nową panienką, która nawiasem mówiąc jest dla niego za dobra, kiedy w prawej kieszeni moich wojskowych spodni rozległo się pikanie. Nie powiem, zaskoczyło mnie to i dwójkę moich rozmówców także. Sięgnąłem wolną ręką, która wyjątkowo nie była do niczego podpięta i wyjąłem ustrojstwo od Oktaya. Nacisnąłem co trzeba, a ułamek sekundy po tym, metr ode mnie pojawił się średniej wielkości obraz. Pierwszą osobą jaką zobaczyłem, był właśnie Okeś. Mój młodszy brat już otwierał usta by coś powiedzieć, lecz znikąd pojawiła się cała chmara ludzi, zaś na samym czele stała Ana z Tobirayą.
-- No wreszcie! Co się tam dzieje, że nie dajesz znaku życia? Gdzie ty jesteś? Gdzie Soraya? Dlaczego ona się nie odzywa..?! -- Ana wydzierała się wniebogłosy, aż poczerwieniała na twarzy.
-- Spokojnie, Anuś.. -- upomniał ją Tobi. -- Pamiętaj wdech i wydech... Szkodzisz dziecku i sobie.. No dobra -- tym razem zwrócił się do mnie. -- Raportuj Matayas.
W pierwszej chwili nie wiedziałem jak ubrać w słowa to, co się tu dzieje. Pierwszy z powodów był taki, że nie miałem wystarczająco informacji, a drugi powód.., cóż, właśnie był operowany łóżko dalej. Zanim zacząłem mówić, skierowałem ekran komunikatora tak, by inni mogli zobaczyć gdzie jestem i co się tu dzieje. Jak tylko reszta załogi zobaczyła to, co ja, usłyszałem, jak Ana wciąga głośno powietrze.
-- Sam jeszcze nie wiem co tu zaszło. Wiem tylko, że Akademia kilka dni temu została zaatakowana. Sor odniosła dość ciężkie rany, które na pierwszy rzut oka nie zagrażały jej życiu, jednak podczas testu, do którego wczoraj ona i reszta uczniów podeszła, został przerwany kilka godzin temu. Nasza siostra i dwoje innych uczniów zostało uwięzionych we śnie, który został przejęty przez Ciernia. Na wskutek wcześniej odniesionych ran, i serum które wzięła, które z kolei okazało się tym razem zbyt silne, teraz Soraya walczy o życie. Ona i jeszcze jedna dziewczyna. Oprócz nich we śnie pozostał jeszcze jakiś chłopak, ale on jako tako się trzyma. Tobiraya, ostatnia dawka serum była o wiele za mocna, żadne leki na nią nie działają, dlatego rany nie chcą się goić. Dopiero moja krew jej pomogła, jednakże nadal jest w stanie ciężkim.
-- O cholera.., skoryguję to natychmiast. A.. a jak ona się teraz czuje? -- spytał zaoferowany i zszokowany Tobiraya.
-- Nie jest za ciekawie, ale na szczęście jej organizm przyjął pierwszą transfuzję. Medycy mówią, że było już z nią krucho. Praktycznie jedną noga była na tamtym świecie, ale jej stan powoli się poprawia. Rany jeszcze się nie goją, ale przestała krwawić.
-- Bogom niech będą dzięki..-- Tym razem odezwał się Okeś. Przepchał się między innymi i teraz to jego miałem na pierwszym planie. -- Macie jakiś podgląd na to, co dzieje się w świece snów?
-- Tak, i powiem wam, że robi się coraz ciekawiej. Soraya rzuciła wyzwanie Cierniowi i wygląda na to, że wygrywa, choć jej siły są już na wyczerpaniu -- odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Sam także spojrzałem na monitory, na których wciąż trwała mentalna walka i wtedy zobaczyłem, że obok Sor stoi jakaś blondynka. Postanowiłem tego głośno nie komentować, najważniejsza była teraz moja siostra.
( Perspektywa Tobirayi )
Wieści Mata były szokujące. Spodziewałem się kłopotów, ale nie TEGO! Moja młodsza siostrzyczka walczy o życie, a mnie przy niej nie ma.. Cholera jasna, co ze mnie za starszy brat?! Miałem się nimi wszystkimi opiekować, a tym czasem sam omal nie doprowadziłem do zgonu własnej, młodszej siostry. Nie, to nie może tak dłużej trwać.
-- Oktay, jeszcze dziś wracasz na Eter.
< Mnie się dalej nudzi... >
Jak powiedziałem, tak też się stało. Kiedy księżyc wisiał już wysoko na nocnym niebie, a iskry z ogniska szybowały powoli w górę, cała nasza ekipa zebrała się wokół paleniska, by ustalić co powinniśmy robić dalej. Jest nas około dwudziestu, także całkiem sporo i każdy dobrze wyszkolony. Przez te siedem lat przeżyliśmy wspólnie nie jedną przygodę czy trwogę, więc możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji.
-- Jesteśmy już prawie na miejscu, do końca drogi został nam dzień, ewentualnie dwa dni, jednakże na Eter coś się dzieje. Nie wiemy dokładnie co. Storm nie przesłała ostatnich dwóch raportów, także Mat, który powinien dzisiaj rano dotrzeć na wyspę, nie dał znaku życia.
-- Sądzisz, że Cierń zaczął realizować swój plan? -- odezwał się mężczyzna blisko trzydziestki. Jego nieogolona twarz zastygła w wiecznym grymasie, jaki powoduje głęboka blizna biegnąca przez niemal połowę czoła, nos i lewy policzek.
-- Steve, weź wypluj te słowa... -- Głos zabrał kolejny facet, tym razem jeszcze starszy. Jego mina wiecznie niezadowolonego marudy, teraz sposępniała. -- Jeszcze za wcześnie na jego atak. Nie zgromadził wszystkich potrzebnych sobie ingrediencji.
-- Jest jakiś sposób, by dowiedzieć się, co teraz dzieje się na Eter? -- spytała moja Ana. Właśnie zajadała się ostatnią paczką wiśni w czekoladzie. Muszę zapamiętać, by w najbliższym mieście kupić jej nowy zapas. Ona nie może przeżyć dnia bez swoich wisienek. Jej słowa sprawiły, że wszystkie oczy skierowały się w stronę Oktaya, który popatrzył na nas, myśląc zawzięcie. Po kilku sekundach wstał ze swojego miejsca.
-- Jest sposób, ale dajcie mi chwilę, muszę skombinować sprzęt.. -- Mój brat zniknął mi z oczu i udał się do namiotu, zapewne po swoje technologiczne zabawki.
Minęło może z pięć minut, a Okej wrócił ze swoimi gadżetami. Każda para oczu spoczęła na nim wyczekując tego, co zaraz ma się wydarzyć. Okeś stanął na środku i zaczął ubierać swoje słynne, czarne rękawiczki. Lewa, bez palców i prawa z całymi mogły na pierwszy rzut oka wydawać się cudaczne, jednakże to nie są zwyczajne rękawice. To jeden z jego najlepszych wynalazków, z których nawet ja jestem dumny. Mój brat uniósł przed siebie obie dłonie na wysokość oczu, a następnie zacisnął w pięści. Ukryta wewnątrz nich mikro nanotechnologia uruchomiła się, a przed moim bratem pojawiły się trzy ekrany i klawiatury. Oktay od razu przeszedł do rzeczy. Stukając w środkową klawiaturę zaczął szukać w sieci odpowiednich wtyczek. Trochę się na tym znam, ale to właśnie Oktay i Soraya są biegli w tego typu informatycznych rzeczach.
-- Nie wiem, czy jest sens włamywać się na serwery Akademii, lepiej nawiążę połączenie z Sor, Matem, albo samym Eurosem... -- Oktay był maksymalnie skupiony na swojej pracy, co absolutnie nie było do niego podobne, Ten zawsze śmieszkowaty, rozgadany i wiecznie żartujący chłopak gdzieś zniknął, a zamiast niego stał "stary" Oktay. Ten, sprzed śmierci rodziców i Katsuyi. Każdy z nas się zmienił, jednak najbardziej Okeś. Czasami się o niego martwię, jego nastrój potrafi się zmienić w przeciągu minuty, i nigdy nie wiadomo, jaki będzie dokładnie. Raz bywa spokojny, ale jak coś go sieknie, to nawet moja niedźwiedzia postać nie potrafi go okiełznać.
Urok bycia Dreyarem...
-- Dobra, przeszedłem przez zapory i przejąłem komunikator Mata. Urządzenie Sor jest zablokowane, nie dam rady tego obejść. Najwidoczniej wprowadziła nowe aktualizacje... Ok..., mamy to!
( Perspektywa Matayasa )
Rozmawiałem właśnie w tym głąbem Axallem i jego nową panienką, która nawiasem mówiąc jest dla niego za dobra, kiedy w prawej kieszeni moich wojskowych spodni rozległo się pikanie. Nie powiem, zaskoczyło mnie to i dwójkę moich rozmówców także. Sięgnąłem wolną ręką, która wyjątkowo nie była do niczego podpięta i wyjąłem ustrojstwo od Oktaya. Nacisnąłem co trzeba, a ułamek sekundy po tym, metr ode mnie pojawił się średniej wielkości obraz. Pierwszą osobą jaką zobaczyłem, był właśnie Okeś. Mój młodszy brat już otwierał usta by coś powiedzieć, lecz znikąd pojawiła się cała chmara ludzi, zaś na samym czele stała Ana z Tobirayą.
-- No wreszcie! Co się tam dzieje, że nie dajesz znaku życia? Gdzie ty jesteś? Gdzie Soraya? Dlaczego ona się nie odzywa..?! -- Ana wydzierała się wniebogłosy, aż poczerwieniała na twarzy.
-- Spokojnie, Anuś.. -- upomniał ją Tobi. -- Pamiętaj wdech i wydech... Szkodzisz dziecku i sobie.. No dobra -- tym razem zwrócił się do mnie. -- Raportuj Matayas.
W pierwszej chwili nie wiedziałem jak ubrać w słowa to, co się tu dzieje. Pierwszy z powodów był taki, że nie miałem wystarczająco informacji, a drugi powód.., cóż, właśnie był operowany łóżko dalej. Zanim zacząłem mówić, skierowałem ekran komunikatora tak, by inni mogli zobaczyć gdzie jestem i co się tu dzieje. Jak tylko reszta załogi zobaczyła to, co ja, usłyszałem, jak Ana wciąga głośno powietrze.
-- Sam jeszcze nie wiem co tu zaszło. Wiem tylko, że Akademia kilka dni temu została zaatakowana. Sor odniosła dość ciężkie rany, które na pierwszy rzut oka nie zagrażały jej życiu, jednak podczas testu, do którego wczoraj ona i reszta uczniów podeszła, został przerwany kilka godzin temu. Nasza siostra i dwoje innych uczniów zostało uwięzionych we śnie, który został przejęty przez Ciernia. Na wskutek wcześniej odniesionych ran, i serum które wzięła, które z kolei okazało się tym razem zbyt silne, teraz Soraya walczy o życie. Ona i jeszcze jedna dziewczyna. Oprócz nich we śnie pozostał jeszcze jakiś chłopak, ale on jako tako się trzyma. Tobiraya, ostatnia dawka serum była o wiele za mocna, żadne leki na nią nie działają, dlatego rany nie chcą się goić. Dopiero moja krew jej pomogła, jednakże nadal jest w stanie ciężkim.
-- O cholera.., skoryguję to natychmiast. A.. a jak ona się teraz czuje? -- spytał zaoferowany i zszokowany Tobiraya.
-- Nie jest za ciekawie, ale na szczęście jej organizm przyjął pierwszą transfuzję. Medycy mówią, że było już z nią krucho. Praktycznie jedną noga była na tamtym świecie, ale jej stan powoli się poprawia. Rany jeszcze się nie goją, ale przestała krwawić.
-- Bogom niech będą dzięki..-- Tym razem odezwał się Okeś. Przepchał się między innymi i teraz to jego miałem na pierwszym planie. -- Macie jakiś podgląd na to, co dzieje się w świece snów?
-- Tak, i powiem wam, że robi się coraz ciekawiej. Soraya rzuciła wyzwanie Cierniowi i wygląda na to, że wygrywa, choć jej siły są już na wyczerpaniu -- odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Sam także spojrzałem na monitory, na których wciąż trwała mentalna walka i wtedy zobaczyłem, że obok Sor stoi jakaś blondynka. Postanowiłem tego głośno nie komentować, najważniejsza była teraz moja siostra.
( Perspektywa Tobirayi )
Wieści Mata były szokujące. Spodziewałem się kłopotów, ale nie TEGO! Moja młodsza siostrzyczka walczy o życie, a mnie przy niej nie ma.. Cholera jasna, co ze mnie za starszy brat?! Miałem się nimi wszystkimi opiekować, a tym czasem sam omal nie doprowadziłem do zgonu własnej, młodszej siostry. Nie, to nie może tak dłużej trwać.
-- Oktay, jeszcze dziś wracasz na Eter.
< Mnie się dalej nudzi... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz