Godziny mijały, a ja pędziłem jak szalony na swoim motorku. Bogowie, dzięki wam za technologie... Eee.., raczej za to, że daliście mi intelekt i smykałkę do motoryzacji, mechaniki, elektroniki i w ogóle, żebym mógł zmajstrować sobie taki o to zacny dwukołowiec
-- Dzięki Wam, o Potężni....! -- krzyknąłem głośno, śmiejąc się przy tym jak szaleniec. Właśnie jechałem przez jakąś zapyziałą mieścinę. Nic szczególnego. Kilka domów, które zapewne pamiętają czasy wojny domowej, dwa stragany i więzienie.. Ta, nie ma to jak wiocha.
Myślałem, że zdążę dojechać do morza, lecz jakoś mi to nie wyszło..
Choć się uśmiechałem, to w środku nie czułem radości, wręcz przeciwnie. Ściskało mnie na samą myśl o tym, że z moją siostrą jest nie za dobrze. Powinniśmy być razem, całą rodziną. Nie doszłoby do tego, gdyby nie mój upór i Tobirayi, by ona sama udała się na Eter. To, że smok ją wybierze było oczywiste. Moja jedyna siostrzyczka. Jest już dorosła. Straciła swą niewinność lata temu. W dniu, w którym przyszli zgładzić naszą rodzinę. Tego dnia nasze szczęśliwe życie się skończyło. Nastały dni pełne strachu, żądzy zemsty i cierpienia. Jednakże udało nam się odnaleźć w tej nowej, okrutnej rzeczywistości.
Tobiraya odnalazł swe prawdziwe powołanie, no i miłość swojego życia, Anę.
Matayas na poważnie zajął się archeologią. jego odkrycia są słynne na cały świat.
Ja i moje wynalazki podbijamy rynek.
A Soraya..., no cóż. Ona woli działać po cichu. Przejęła po ojcu funkcję Archiwisty. Zwiedziła ponad połowę świata poszukując nowych informacji. Stała się Mistrzem Miecza, z czego tata byłby ogromnie dumny.
Z całej naszej czwórki byliby, on i mama, bardzo dumni.
Jechałem sobie dalej, wiatr rozwiewał moje włosy. Jako jedyny z rodzeństwa mam aż tak jasne włosy. Jestem blondynem, ale, wszyscy mówią, że mam srebrne włosy, albo popielate. Nigdy nie przywiązywałem dużej wagi do wyglądu. Wiem doskonale, że jestem przystojny i jak na razie to mi wystarcza. Jestem młody, obiecałem sobie, że nigdy nie będę niczego żałować. Cała nasz czwórka przysięgła, że nigdy nie będziemy niczego żałować.
Że będziemy żyć niczym Regenci.
Tego się właśnie trzymam.
Także, byłem już niedaleko portu w Luwrze ( tak wiem, niezbyt oryginalna nazwa na miasto portowe, ale jakoś nie mogłam się wysilić na coś bardziej kreatywnego.. :D ) stamtąd chciałem udać się do pobliskich jaskiń, by przejść podziemiami pod morzem i dostać się na Smocze Wyspy. Nieliczni wiedzą o tych tunelach, bowiem są one tajne. Kiedyś, za czasów wielkiej wojny domowej setki lat temu, wydrążono taki właśnie, głęboko pod ziemią, by ludzie mogli dostać się do stolicy. Z czasem o nich zapomniano, jednak na moje szczęście nadal są one aktywne. Założę się, że Matayas też tędy pojechał.
Kiedy miałem już wyjeżdżać z miasta, mignął mi przed oczami znajomy wyraz twarzy. Mam świetną pamięć, więc od razu rozpoznałem gościa. To był jeden z naszych agentów, który przeszedł na ciemną stronę mocy.
Jak się świetnie składa...! Potrzebuję się wyładować, a ten palant idealnie nada się do tego, by urwać mu ten zdradziecki łeb... Jaka szkoda, że nie ma tu mojego towarzysza zbrodni. Zabawilibyśmy się, i to jeszcze jak! Zaparkowałem swoim cudeńkiem niedaleko zejścia do podziemi tak, by niezauważonym wrócić do miasta. Jak tylko wkroczyłem na zatłoczone ulice Luwr, założyłem na głowę kaptur, a po chwili wyciągnąłem paczkę papierosów, wyjąłem jednego i za pomocą metalowej zapalniczki, zapaliłem szluga. Zaciągnąłem się dymem z lubością. Jak to mawia moje zacne rodzeństwo, pet to moja stała kochana.. Cóż, mają rację!
Namierzyłem mój nowy cel bardzo szybko. Mimo wczesnych godzin wieczornych, ten już balował w barze. Aż sam nabrałem ochoty na coś mocniejszego do picia, ale to potem. Najpierw trzeba wykonać robotę, na przyjemności jeszcze przyjdzie czas. Przed wejściem do baru dla typów spod ciemnej gwiazdy, poprawiłem swoją kapotę, mocniej naciągając ją, by zakryła mi połowę twarzy.
Wkroczyłem do środka. Na samym wejściu uderzył mnie zapach.., co ja mówię! Walną mnie na dzień dobry smród spoconych ludzi, podrzędnego alkoholu i tanich papierosów. Opanowałem odruch wymiotny, po czym nonszalancko udałem się w stronę baru. Usiadłem na brudnym, chwiejącym się krześle tak, by mieć dobry widok na moją dzisiejszą ofiarę. Zaduch i nieprzyjemne zapachy sprawiały, że robiło mi się na przemian gorąco i słabo. Ledwo dawałem radę wysiedzieć na miejscu...
-- Co podać? -- usłyszałem gburowaty głos barmana, który ledwo przebił się przez gwar śmiejących się kobiet, pijanych fagasów i tłukących się talerzy.
-- Dwa razy ognistą.. -- spojrzałem spod kaptura na opasłego, nieogolonego barmana, który patrzył na mnie z lekką nutą zainteresowania i znudzenia. Wycierał jakąś brudną szmatą wyszczerbiony kufel od piwa.
-- Już podaję.. -- mruknął spod tłustego wąsa Grubas. Wyciągnął spod lady dwie szklanki oraz butelkę bursztynowego, wysoko procentowego płynu. Nalał do wcześniej przygotowanych naczyń i podsunął mi pod nos. Ja od razu sięgnąłem po pierwszą i na raz opróżniłem całą jej zawartość, uważając przy tym, by z głowy nie zjechał mi kaptur. Wziąłem drugą, pełną do połowy szklankę i ruszyłem w stronę zdrajcy, który zabawiał się w najlepsze z dwoma panienkami. Stanąłem przed jego stolikiem, wypijając do dna drugą porcję whiskey. Postawiłem pustą już, matową szklanę na stole z hukiem, przez co zwróciłem na siebie uwagę byłego agenta i jego uroczego towarzystwa.
-- No proszę, proszę, proszę... Dawnośmy się nie widzieli.., James -- powiedziałem jak gdyby od niechcenia.
-- O..Oktay..? -- Wyczułem w jego głosie szok, wielki szok, zaś w oczach dostrzegłem rosnący strach. Uśmiechnąłem się szeroko, fundując mu uśmiech godny najprawdziwszego szaleńca.
< C.D.N
P.S. Hahahhaah :D :P >
Myślałem, że zdążę dojechać do morza, lecz jakoś mi to nie wyszło..
Choć się uśmiechałem, to w środku nie czułem radości, wręcz przeciwnie. Ściskało mnie na samą myśl o tym, że z moją siostrą jest nie za dobrze. Powinniśmy być razem, całą rodziną. Nie doszłoby do tego, gdyby nie mój upór i Tobirayi, by ona sama udała się na Eter. To, że smok ją wybierze było oczywiste. Moja jedyna siostrzyczka. Jest już dorosła. Straciła swą niewinność lata temu. W dniu, w którym przyszli zgładzić naszą rodzinę. Tego dnia nasze szczęśliwe życie się skończyło. Nastały dni pełne strachu, żądzy zemsty i cierpienia. Jednakże udało nam się odnaleźć w tej nowej, okrutnej rzeczywistości.
Tobiraya odnalazł swe prawdziwe powołanie, no i miłość swojego życia, Anę.
Matayas na poważnie zajął się archeologią. jego odkrycia są słynne na cały świat.
Ja i moje wynalazki podbijamy rynek.
A Soraya..., no cóż. Ona woli działać po cichu. Przejęła po ojcu funkcję Archiwisty. Zwiedziła ponad połowę świata poszukując nowych informacji. Stała się Mistrzem Miecza, z czego tata byłby ogromnie dumny.
Z całej naszej czwórki byliby, on i mama, bardzo dumni.
Jechałem sobie dalej, wiatr rozwiewał moje włosy. Jako jedyny z rodzeństwa mam aż tak jasne włosy. Jestem blondynem, ale, wszyscy mówią, że mam srebrne włosy, albo popielate. Nigdy nie przywiązywałem dużej wagi do wyglądu. Wiem doskonale, że jestem przystojny i jak na razie to mi wystarcza. Jestem młody, obiecałem sobie, że nigdy nie będę niczego żałować. Cała nasz czwórka przysięgła, że nigdy nie będziemy niczego żałować.
Że będziemy żyć niczym Regenci.
Tego się właśnie trzymam.
Także, byłem już niedaleko portu w Luwrze ( tak wiem, niezbyt oryginalna nazwa na miasto portowe, ale jakoś nie mogłam się wysilić na coś bardziej kreatywnego.. :D ) stamtąd chciałem udać się do pobliskich jaskiń, by przejść podziemiami pod morzem i dostać się na Smocze Wyspy. Nieliczni wiedzą o tych tunelach, bowiem są one tajne. Kiedyś, za czasów wielkiej wojny domowej setki lat temu, wydrążono taki właśnie, głęboko pod ziemią, by ludzie mogli dostać się do stolicy. Z czasem o nich zapomniano, jednak na moje szczęście nadal są one aktywne. Założę się, że Matayas też tędy pojechał.
Kiedy miałem już wyjeżdżać z miasta, mignął mi przed oczami znajomy wyraz twarzy. Mam świetną pamięć, więc od razu rozpoznałem gościa. To był jeden z naszych agentów, który przeszedł na ciemną stronę mocy.
Jak się świetnie składa...! Potrzebuję się wyładować, a ten palant idealnie nada się do tego, by urwać mu ten zdradziecki łeb... Jaka szkoda, że nie ma tu mojego towarzysza zbrodni. Zabawilibyśmy się, i to jeszcze jak! Zaparkowałem swoim cudeńkiem niedaleko zejścia do podziemi tak, by niezauważonym wrócić do miasta. Jak tylko wkroczyłem na zatłoczone ulice Luwr, założyłem na głowę kaptur, a po chwili wyciągnąłem paczkę papierosów, wyjąłem jednego i za pomocą metalowej zapalniczki, zapaliłem szluga. Zaciągnąłem się dymem z lubością. Jak to mawia moje zacne rodzeństwo, pet to moja stała kochana.. Cóż, mają rację!
Namierzyłem mój nowy cel bardzo szybko. Mimo wczesnych godzin wieczornych, ten już balował w barze. Aż sam nabrałem ochoty na coś mocniejszego do picia, ale to potem. Najpierw trzeba wykonać robotę, na przyjemności jeszcze przyjdzie czas. Przed wejściem do baru dla typów spod ciemnej gwiazdy, poprawiłem swoją kapotę, mocniej naciągając ją, by zakryła mi połowę twarzy.
Wkroczyłem do środka. Na samym wejściu uderzył mnie zapach.., co ja mówię! Walną mnie na dzień dobry smród spoconych ludzi, podrzędnego alkoholu i tanich papierosów. Opanowałem odruch wymiotny, po czym nonszalancko udałem się w stronę baru. Usiadłem na brudnym, chwiejącym się krześle tak, by mieć dobry widok na moją dzisiejszą ofiarę. Zaduch i nieprzyjemne zapachy sprawiały, że robiło mi się na przemian gorąco i słabo. Ledwo dawałem radę wysiedzieć na miejscu...
-- Co podać? -- usłyszałem gburowaty głos barmana, który ledwo przebił się przez gwar śmiejących się kobiet, pijanych fagasów i tłukących się talerzy.
-- Dwa razy ognistą.. -- spojrzałem spod kaptura na opasłego, nieogolonego barmana, który patrzył na mnie z lekką nutą zainteresowania i znudzenia. Wycierał jakąś brudną szmatą wyszczerbiony kufel od piwa.
-- Już podaję.. -- mruknął spod tłustego wąsa Grubas. Wyciągnął spod lady dwie szklanki oraz butelkę bursztynowego, wysoko procentowego płynu. Nalał do wcześniej przygotowanych naczyń i podsunął mi pod nos. Ja od razu sięgnąłem po pierwszą i na raz opróżniłem całą jej zawartość, uważając przy tym, by z głowy nie zjechał mi kaptur. Wziąłem drugą, pełną do połowy szklankę i ruszyłem w stronę zdrajcy, który zabawiał się w najlepsze z dwoma panienkami. Stanąłem przed jego stolikiem, wypijając do dna drugą porcję whiskey. Postawiłem pustą już, matową szklanę na stole z hukiem, przez co zwróciłem na siebie uwagę byłego agenta i jego uroczego towarzystwa.
-- No proszę, proszę, proszę... Dawnośmy się nie widzieli.., James -- powiedziałem jak gdyby od niechcenia.
-- O..Oktay..? -- Wyczułem w jego głosie szok, wielki szok, zaś w oczach dostrzegłem rosnący strach. Uśmiechnąłem się szeroko, fundując mu uśmiech godny najprawdziwszego szaleńca.
< C.D.N
P.S. Hahahhaah :D :P >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz