Dziewczyna była na maska wkurzona, ale przecież ja nie kazałem jej mnie całować. Sama to zrobiła i co teraz.., jeszcze ma do mnie pretensje? Ale, z drugiej strony, jej usta są niezłe. Dawno nie całowałem takiej kobiety, z takim ogniem wewnątrz. Zula to wyjątkowa kobieta, szkoda tylko, że moje serce należy do innej..
-- No to ten, idziemy gdzieś, wracamy na oddział czy będziemy tu tak sterczeć jak te przysłowiowe kołki..? -- spytałem rozgniewaną Zuzu. Ta tylko fuknęła pod nosem. Chyba decyzję pozostawiła mnie. Ja najchętniej to bym wrócił na oddział. Teraz jak już się uspokoiłem, a moje trzeźwe myślenie powróciło, mogłem na spokojnie przeanalizować sytuację. I chyba właśnie wpadłem na pewien pomysł.
Wykorzystam obecność Matayasa, by uniemożliwić Orionowi zbliżenie do Sorayi. Mimo, że jest jej bratem, potrafi być o nią chorobliwie zazdrosny. Sor jest jego oczkiem w głowie, za chiny ludowe nie pozwoli jakiemuś typowi kręcić się wokół swojej siostrzyczki, zwłaszcza, gdy ta jest w tak poważnym stanie.. Normalnie aż uśmiechnąłem się pod nosem szeroko i wrednie. Niemal szatańsko, gdyż wiedziałem, że właśnie uknułem na plan idealny.
-- Zuzu, moje blondwłose anielątko, wracamy na oddział i nie ruszymy się z niego, aż wszyscy się nie wybudzą. Jako moja towarzyszka w knuciu, nie możesz mnie opuścić.
< Zula? Oszczędź siły gniewu.. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz