Złe przeczucia, mam bardzo złe przeczucia. Ten idiota nawet się nie obejrzał za siebie, kiedy go wołałem, ale z drugiej strony rozumiem go. Aż nadto, bo przecież ja też to czuję. Ten mrożący krew w żyłach niepokój i strach. Mat miał rację, coś złego się działo, jednak nie możemy przerwać misji. Nie możemy rzucić w pioruny wszystkiego i lecieć na złamanie karku do Eter. Jego obecność tam będzie musiała być wystarczająca. Musi być.
Na posterunku zostałem już tylko ja i Okej, no i jeszcze kilkoro z organizacji. Wszyscy jesteśmy zmęczeni, ale co poradzić? Misja to misja. Od jej wyniku zależeć będzie przyszłość Dragoso. To, kogo chronimy jest jednym z naszych największych priorytetów. Nie możemy zawieść! Jednak, z drugiej strony wpojono mi, że to rodzina powinna być na tym pierwszym miejscu. Dlatego walczę sam ze sobą w duchu. Rozum podpowiada, że muszę tu zostać i mieć oko na księżniczkę, jednak serce rwie się do tej jednej, jedynej. Nie, to nie o moją żonę tu chodzi, a o siostrę. Jedyną, młodszą siostrę, którą sam, razem z pozostałymi z naszej bandy wysłaliśmy na Eter. Tam miała być bezpieczna, jednak trochę się przeliczyłem. Z informacji, jakie nam przekazała wynika, że Akademia nie jest już tak bezpiecznym miejscem, jak kiedyś. Zdrajcy i szpiedzy kryją się w każdym zaułku, i tylko czekają, by zatopić w niewinnej ofierze swoje ostrza, czy donieść swemu plugawemu panu. Jednakże, jestem spokojny o jej bezpieczeństwo. Moja siostra to zawodowiec, mistrzyni w swoim fachu, da sobie radę w każdej sytuacji, lecz, mimo wszystko, niepokój i tak trawi mnie od środka.
Przecież to moja młodsza siostra..!
Zbliżamy się już do końca naszej wyprawy, a to oznacza, że po tych kilku, jakże długich latach, wreszcie wrócimy do domu. Przynajmniej ja i moi bracia. Tak właściwie, to nasza trójka wracała na Eter raz w roku. W dzień rocznicę śmierci członków naszej rodziny. Jedynie Burzy nie było z nami. Nie chciała wracać. Rozumieliśmy to, dlatego jej nie zmuszaliśmy. Kiedy poczuje się gotowa, sama pójdzie na ich groby. Może właśnie teraz stoi nad ich mogiłami i po kryjomu wylewa tysiące łez?
Mamy postój. Świetnie, bo od kilku godzin jesteśmy na nogach. Uczucie niepokoju, ani na trochę mnie nie opuściło, wręcz się wzmogło. Okej najwyraźniej też to odczuł, bo przestał odzywać się całkowicie, co jest absolutnie do niego niepodobne. Jest najbardziej rozgadany z naszej bandy. Chęć do żartów nie opuszcza go praktycznie nigdy, jednakże, kiedy przychodzą chwile takie jak ta wczoraj i dziś, nawet on milknie i markotnieje. To zły znak. Może faktycznie powinniśmy przerwać misję i czym prędzej wracać na Eter?
-- Coś jest nie tak.. -- Moje rozmyślania przerwał mój najmłodszy, żyjący, brat. Spojrzałem na niego marszcząc brwi. Ana też na niego zwróciła swoją uwagę, odkładając na bok swój szkicownik. -- Czujesz to, więc wiesz o czym mówię.
-- Tak, masz rację. Mat od wczoraj nie daje znaku życia, a o Sor to już nawet nie wspomnę. Coś musiało się wydarzyć. -- Odpowiedziałem z godnie z prawdą patrząc na przygasające ognisko.
-- Żaden z informatorów nie wrócił. Nie podoba mi się to. -- Okej wstał ze swojego miejsca i zaczął się przechadzać między chaszczami, mierzwiąc swoje ciemnoblond włosy. Chłopak odwrócił się nagle w moją stronę, a mnie było dane ujrzeć poważny wyraz jego twarzy. -- Wracam na Eter -- oświadczył, a powaga w jego głosie była niemal namacalna. Patrzyłem na niego, rozważając to, co powiedział. Nie wiedziałem co mu odpowiedzieć w pierwszej chwili, ponieważ czułem, że tak należy postąpić. Brak jakichkolwiek informacji z wyspy, i te złowrogie uczucia, takie same jak sprzed siedmiu lat, sprawiały, że nie mogłem się na niczym skupić. Jednakże, powodzenie naszej misji jest najważniejsze, a przynajmniej tak samo ważne jak życie ocalałych członków mojej rodziny.
-- Biri, uważam, że Oktay ma rację. Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Gdyby wszystko było w porządku, Mat by nas o tym powiadomił. -- Po raz pierwszy głos zabrała moja żona. Odwróciłem się w jej stronę, lekko zdziwiony jej słowami, lecz kiedy nasze spojrzenia się spotkały, ujrzałem w jej pięknych, szarozielonych oczach powagę oraz przekonanie.
-- Wiem o tym, wiem... -- westchnąłem zrezygnowany. Ukryłem na moment zmęczoną twarz w dłoniach. -- Trzeba podjąć decyzję. Potrzebujemy nowego planu. Zwołajcie wszystkich, zarządzam naradę..
< Nudzi mi się, jak jasna cholera... >
Na posterunku zostałem już tylko ja i Okej, no i jeszcze kilkoro z organizacji. Wszyscy jesteśmy zmęczeni, ale co poradzić? Misja to misja. Od jej wyniku zależeć będzie przyszłość Dragoso. To, kogo chronimy jest jednym z naszych największych priorytetów. Nie możemy zawieść! Jednak, z drugiej strony wpojono mi, że to rodzina powinna być na tym pierwszym miejscu. Dlatego walczę sam ze sobą w duchu. Rozum podpowiada, że muszę tu zostać i mieć oko na księżniczkę, jednak serce rwie się do tej jednej, jedynej. Nie, to nie o moją żonę tu chodzi, a o siostrę. Jedyną, młodszą siostrę, którą sam, razem z pozostałymi z naszej bandy wysłaliśmy na Eter. Tam miała być bezpieczna, jednak trochę się przeliczyłem. Z informacji, jakie nam przekazała wynika, że Akademia nie jest już tak bezpiecznym miejscem, jak kiedyś. Zdrajcy i szpiedzy kryją się w każdym zaułku, i tylko czekają, by zatopić w niewinnej ofierze swoje ostrza, czy donieść swemu plugawemu panu. Jednakże, jestem spokojny o jej bezpieczeństwo. Moja siostra to zawodowiec, mistrzyni w swoim fachu, da sobie radę w każdej sytuacji, lecz, mimo wszystko, niepokój i tak trawi mnie od środka.
Przecież to moja młodsza siostra..!
Zbliżamy się już do końca naszej wyprawy, a to oznacza, że po tych kilku, jakże długich latach, wreszcie wrócimy do domu. Przynajmniej ja i moi bracia. Tak właściwie, to nasza trójka wracała na Eter raz w roku. W dzień rocznicę śmierci członków naszej rodziny. Jedynie Burzy nie było z nami. Nie chciała wracać. Rozumieliśmy to, dlatego jej nie zmuszaliśmy. Kiedy poczuje się gotowa, sama pójdzie na ich groby. Może właśnie teraz stoi nad ich mogiłami i po kryjomu wylewa tysiące łez?
Mamy postój. Świetnie, bo od kilku godzin jesteśmy na nogach. Uczucie niepokoju, ani na trochę mnie nie opuściło, wręcz się wzmogło. Okej najwyraźniej też to odczuł, bo przestał odzywać się całkowicie, co jest absolutnie do niego niepodobne. Jest najbardziej rozgadany z naszej bandy. Chęć do żartów nie opuszcza go praktycznie nigdy, jednakże, kiedy przychodzą chwile takie jak ta wczoraj i dziś, nawet on milknie i markotnieje. To zły znak. Może faktycznie powinniśmy przerwać misję i czym prędzej wracać na Eter?
-- Coś jest nie tak.. -- Moje rozmyślania przerwał mój najmłodszy, żyjący, brat. Spojrzałem na niego marszcząc brwi. Ana też na niego zwróciła swoją uwagę, odkładając na bok swój szkicownik. -- Czujesz to, więc wiesz o czym mówię.
-- Tak, masz rację. Mat od wczoraj nie daje znaku życia, a o Sor to już nawet nie wspomnę. Coś musiało się wydarzyć. -- Odpowiedziałem z godnie z prawdą patrząc na przygasające ognisko.
-- Żaden z informatorów nie wrócił. Nie podoba mi się to. -- Okej wstał ze swojego miejsca i zaczął się przechadzać między chaszczami, mierzwiąc swoje ciemnoblond włosy. Chłopak odwrócił się nagle w moją stronę, a mnie było dane ujrzeć poważny wyraz jego twarzy. -- Wracam na Eter -- oświadczył, a powaga w jego głosie była niemal namacalna. Patrzyłem na niego, rozważając to, co powiedział. Nie wiedziałem co mu odpowiedzieć w pierwszej chwili, ponieważ czułem, że tak należy postąpić. Brak jakichkolwiek informacji z wyspy, i te złowrogie uczucia, takie same jak sprzed siedmiu lat, sprawiały, że nie mogłem się na niczym skupić. Jednakże, powodzenie naszej misji jest najważniejsze, a przynajmniej tak samo ważne jak życie ocalałych członków mojej rodziny.
-- Biri, uważam, że Oktay ma rację. Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Gdyby wszystko było w porządku, Mat by nas o tym powiadomił. -- Po raz pierwszy głos zabrała moja żona. Odwróciłem się w jej stronę, lekko zdziwiony jej słowami, lecz kiedy nasze spojrzenia się spotkały, ujrzałem w jej pięknych, szarozielonych oczach powagę oraz przekonanie.
-- Wiem o tym, wiem... -- westchnąłem zrezygnowany. Ukryłem na moment zmęczoną twarz w dłoniach. -- Trzeba podjąć decyzję. Potrzebujemy nowego planu. Zwołajcie wszystkich, zarządzam naradę..
< Nudzi mi się, jak jasna cholera... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz