Zaczęło się. W jednej chwili zapanował chaos i ciemność. Na moment straciłam równowagę i upadłam na podłogę, uderzając o posadzę głową. Zabolała mnie lewa skroń, poczułam jak po twarzy spływa mi gorąca krew. Wstrząsy nie ustawały, a ich sprawcą byłam ja. To moja wola próbowała przedrzeć się przez tą Ciernia, ale jego obrona była silna. Silniejsza niż dwa lata temu, co ani trochę mnie nie zdziwiło.
Jakoś dałam radę stanąć na nogach. Na swoim ramieniu poczułam czyiś dotyk. Spojrzałam w tę stronę zaalarmowana i w ciemności dostrzegłam nikłą sylwetkę mojej "kuzynki". Wyrwałam ramię z jej uścisku, zaciskając usta w wąską linię. W tle usłyszałam ryk lwa, chyba coś się zadziało, więc zrobiłam krok w stronę Oriona. W jego tle zarejestrowałam złość, wielką złość i podenerwowanie. Chciałam podejść do niego, jakoś wesprzeć, ale głośny i wściekły głos Ciernia mnie powstrzymał.
-- Poddajcie się, inaczej ta dziewczyna zginie...!
Na sekundę moje serce zamarło. Kilka metrów ode mnie stał on.
Zabójca mojej rodziny.
Sprawca wszystkich naszych nieszczęść.
Mój największy wróg.
Cierń trzymał mocno Alorę i przykładał ostrze swego miecza do jej szyi. Kolejny ryk Oriona przedarł się przez chaos, który wokół nas panował. Ściany twierdzy drżały i pękały, tak samo jak posadzka, na której stoimy. Na zewnątrz rozległy się grzmoty, które tylko dodawały mi odwagi. Te wszystkie błyskawice i pioruny to także moja sprawka...
-- Nie zabijesz jej, ponieważ ją potrzebujesz. -- Zrobiłam krok w stronę Cierniowego Króla uważając, by nie potknąć się o zrujnowany grunt. Zadałam Cierniowi kolejny mentalny cios, przez co ten zatoczył się lekko do tyłu. Alora krzyknęła przestraszona, z jej oczu pociekły łzy. Musiała być przerażona.
-- Głupia dziewucho!!! Ja nikogo nie potrzebuję, jeśli będę musiał, obejdę się bez niej.. -- rzekł i mocniej szarpnął jej ramieniem, sprawiając Alorze jeszcze więcej bólu. Natomiast mnie, Cierń zadał kolejny ból, próbując penetrować moje myśli. Aż niedobrze mi się zrobiło. Zgięłam się w pół, czując ogromny ból w skroniach. Krzyk nie przeszedł mi przez gardło, jedynie ugrzęzł gdzieś na strunach głosowych. Orion znalazł się przy mnie błyskawicznie, chcąc jakoś pomóc, jednak tym razem muszę poradzić sobie sama. Ja to zaczęłam i ja to skończę.
Nie ma innej opcji.
Jakoś zmusiłam się do wyprostowania i spojrzałam na podróbkę Ciernia z nienawiścią, jaką nigdy nikogo tak jak jego nie darzyłam.
-- Blefujesz.., i ja to wiem. -- Powiedziałam pewna swego. Nie bałam się go, bowiem wiedziałam, że ten nędzny tchórz nic nie zrobi Alorze. Zrobiłam krok w jego stronę, jednocześnie wyciągając rękę na bok. Naparłam kolejny raz na umysł Ciernia. Wynik tego był taki, że ściany wokół nas zaczęły się burzyć. Moje siły słabły, ale nie mogła się poddać. Nie teraz! Cierniowy Król także słabnął. Jego umysł powoli ustępował mojemu, a ja zdobywałam nad nim coraz większą władzę. Postanowiłam wykorzystać całą siłę, jaka mi została, by uratować Alorę i Oriona. Na moją domniemaną kuzyneczkę też znajdę siłę. W mojej wyciągniętej dłoni pojawił się miecz. Jego czarna i ostra niczym brzytwa klinga zalśniła w blasku błyskawic.
-- Słabniesz Cierniu... -- wydusiłam z siebie. Mówienie przychodziło mi z coraz większym trudem, ale nie poddam się. Nigdy się nie poddam.
-- Ty także.. -- odpowiedział mi, także z wysiłkiem, natomiast ja zaśmiałam się szatańsko. Zaczęłam iść w stronę tego ciernistego pomiotu. Burza na zewnątrz przybierała na sile, dodając mi tym samym mocy, bo przecież burza to ja. Jestem królową piekła...
-- Nie pozwolę ci przejąć nade mną władzy. Nad nikim nie będziesz już jej miał...! -- krzyknęłam. Cierń wrzasnął pod wpływem miażdżącej siły mojej woli, która go atakowała.
-- Zginiesz, ty, twoi bracia.. Wszyscy zginiecie... Ja jestem jedynym królem.. -- Cierń próbował walczyć, jednakże jego obrona słabła z sekundy na sekundę. Czułam to. Jego daremne próby wytrącenia mnie z równowagi na nic się zdały.
-- Nie tkniesz ani moich braci, ani nikogo. Korony Dragoso też nie dostaniesz. Jesteś śmieciem i tchórzem. Nic niewartym tchórzem...!
< Alora? Cait? Orion? Wesprzecie Sor w walce? >
Jakoś dałam radę stanąć na nogach. Na swoim ramieniu poczułam czyiś dotyk. Spojrzałam w tę stronę zaalarmowana i w ciemności dostrzegłam nikłą sylwetkę mojej "kuzynki". Wyrwałam ramię z jej uścisku, zaciskając usta w wąską linię. W tle usłyszałam ryk lwa, chyba coś się zadziało, więc zrobiłam krok w stronę Oriona. W jego tle zarejestrowałam złość, wielką złość i podenerwowanie. Chciałam podejść do niego, jakoś wesprzeć, ale głośny i wściekły głos Ciernia mnie powstrzymał.
-- Poddajcie się, inaczej ta dziewczyna zginie...!
Na sekundę moje serce zamarło. Kilka metrów ode mnie stał on.
Zabójca mojej rodziny.
Sprawca wszystkich naszych nieszczęść.
Mój największy wróg.
Cierń trzymał mocno Alorę i przykładał ostrze swego miecza do jej szyi. Kolejny ryk Oriona przedarł się przez chaos, który wokół nas panował. Ściany twierdzy drżały i pękały, tak samo jak posadzka, na której stoimy. Na zewnątrz rozległy się grzmoty, które tylko dodawały mi odwagi. Te wszystkie błyskawice i pioruny to także moja sprawka...
-- Nie zabijesz jej, ponieważ ją potrzebujesz. -- Zrobiłam krok w stronę Cierniowego Króla uważając, by nie potknąć się o zrujnowany grunt. Zadałam Cierniowi kolejny mentalny cios, przez co ten zatoczył się lekko do tyłu. Alora krzyknęła przestraszona, z jej oczu pociekły łzy. Musiała być przerażona.
-- Głupia dziewucho!!! Ja nikogo nie potrzebuję, jeśli będę musiał, obejdę się bez niej.. -- rzekł i mocniej szarpnął jej ramieniem, sprawiając Alorze jeszcze więcej bólu. Natomiast mnie, Cierń zadał kolejny ból, próbując penetrować moje myśli. Aż niedobrze mi się zrobiło. Zgięłam się w pół, czując ogromny ból w skroniach. Krzyk nie przeszedł mi przez gardło, jedynie ugrzęzł gdzieś na strunach głosowych. Orion znalazł się przy mnie błyskawicznie, chcąc jakoś pomóc, jednak tym razem muszę poradzić sobie sama. Ja to zaczęłam i ja to skończę.
Nie ma innej opcji.
Jakoś zmusiłam się do wyprostowania i spojrzałam na podróbkę Ciernia z nienawiścią, jaką nigdy nikogo tak jak jego nie darzyłam.
-- Blefujesz.., i ja to wiem. -- Powiedziałam pewna swego. Nie bałam się go, bowiem wiedziałam, że ten nędzny tchórz nic nie zrobi Alorze. Zrobiłam krok w jego stronę, jednocześnie wyciągając rękę na bok. Naparłam kolejny raz na umysł Ciernia. Wynik tego był taki, że ściany wokół nas zaczęły się burzyć. Moje siły słabły, ale nie mogła się poddać. Nie teraz! Cierniowy Król także słabnął. Jego umysł powoli ustępował mojemu, a ja zdobywałam nad nim coraz większą władzę. Postanowiłam wykorzystać całą siłę, jaka mi została, by uratować Alorę i Oriona. Na moją domniemaną kuzyneczkę też znajdę siłę. W mojej wyciągniętej dłoni pojawił się miecz. Jego czarna i ostra niczym brzytwa klinga zalśniła w blasku błyskawic.
-- Słabniesz Cierniu... -- wydusiłam z siebie. Mówienie przychodziło mi z coraz większym trudem, ale nie poddam się. Nigdy się nie poddam.
-- Ty także.. -- odpowiedział mi, także z wysiłkiem, natomiast ja zaśmiałam się szatańsko. Zaczęłam iść w stronę tego ciernistego pomiotu. Burza na zewnątrz przybierała na sile, dodając mi tym samym mocy, bo przecież burza to ja. Jestem królową piekła...
-- Nie pozwolę ci przejąć nade mną władzy. Nad nikim nie będziesz już jej miał...! -- krzyknęłam. Cierń wrzasnął pod wpływem miażdżącej siły mojej woli, która go atakowała.
-- Zginiesz, ty, twoi bracia.. Wszyscy zginiecie... Ja jestem jedynym królem.. -- Cierń próbował walczyć, jednakże jego obrona słabła z sekundy na sekundę. Czułam to. Jego daremne próby wytrącenia mnie z równowagi na nic się zdały.
-- Nie tkniesz ani moich braci, ani nikogo. Korony Dragoso też nie dostaniesz. Jesteś śmieciem i tchórzem. Nic niewartym tchórzem...!
< Alora? Cait? Orion? Wesprzecie Sor w walce? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz