Skubany Matayas... Wiedziałem, że rozmowa z nim będzie ciężka, ale nie spodziewałem się, że zobaczę resztę ekipy. Stęskniłem się za nimi, bo co tu wiele ukrywać, te kilka lat spędzonych razem zbliżyły nas wszystkich do siebie. Zwłaszcza mnie i Sor po pewnych wydarzeniach...
Ściskałem Zulę przez ten cały czas za rękę, a ta nie protestowała, co było trochę dziwne. Zawsze ograniczała kontakt cielesny do minimum. Później nad tym pogłówkuję, teraz najważniejsza kwestia.
-- Myślę, że uwięzienie tej trójki ma na celu odwrócenie naszej uwagi od jego rzeczywistych zamiarów. Po drugie, wybrał sobie akurat takie osoby, które kryją w sobie specjalne talenty. Pewnie będzie chciał je zdobyć..
-- Muszę przyznać ci rację, choć o jednym nie pomyślałeś. -- Matayas spojrzał na mnie, zaś w jego niemal czarnych oczach dostrzegłem bliżej nieokreślony ogień. To nienaturalne z jego strony.. -- Wybierając Sor na swoją zakładniczkę był pewien, że zdoła wyciągnąć z niej mentalnie potrzebne sobie informacje, jednak przeliczył się. Siła umysłu mojej siostry wzrosła przez te dwa lata. Trenowaliśmy specjalnie po to, by wzmocnić się psychicznie. I by w przyszłości smok Sorayi miał większą moc.
Patrzyłem na Mata lekko zaskoczony. Nie wiem za dużo o Kryształowcach, ich moce są bliżej nieokreślone. Przeniosłem spojrzenie z Mata na ekrany, gdzie moja dzielna królowa walczyła z Cierniem. Lew obok niej nie odstępował od niej choćby na krok, co nie spodobało mi się. Biały, przerośnięty kocur kogoś mi przypominał. Kogoś, kogo z całego serca nie znoszę...
Kątem oka zauważyłem, że zbliża się do nas Ariana. Posłałem jej szybki uśmiech, lecz szybko ponownie skupiłem całą uwagę na Matayasie, który obserwował zaniepokojony akcję na ekranie. W świecie snów robiło się coraz goręcej. Nagle do łóżka mata podeszła i Ariana i zmartwiona, przy okazji upaćkana bordową krwią, Adris. Miała nietęgą minę.
-- Mat, organizm Sorayi przyjął transfuzję pomyślnie.., ale -- Elfka zacięła się na moment. Przełknęła głośno ślinę, po czym ponownie zabrała głos. -- Obawiam się, że jedna transfuzja to za mało. Potrzebna jest druga, jednak ty nie możesz już oddać więcej krwi.
-- A moja krew? Mam jej pod dostatkiem! -- niemal wykrzyknąłem, puszczając Zuzu. W dwóch podskokach znalazłem się przy naszej głównej medyczce.
-- Twoja jej nie pomoże. Jedynie ktoś z jej bliskiej rodziny, a dokładniej z Dreyarów może jej oddać swoją.
Słowa Adris sprawiły, że zamarłem na kilka chwil. Powoli docierało do mnie, jak niewiele dzieli moją ukochaną od śmierci. Momentalnie zbladłem. Nogi się pode mną ugięły.
-- Ona nie może umrzeć... -- szepnąłem.
< Ariana? Adris? Zula? Mat? I kto tam jeszcze jest?? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz