27 maja 2017

Od Reo CD Naxia

Moja radość z wyklucia się Fistaszka nie trwała długo, tak samo uśmiech Adris. Zaraz atmosfera w komnacie zrobiła się gęstsza. Na twarzy elfki nie było widać żadnego pozytywnego uczucia. Raczej ogromny smutek.
-Powinieneś odwiedzić brata. Nadal jest na oddziale szpitalnym- powiedziała tylko i pośpiesznie wyszła z komnaty. A ja stałem jak porażony gromem. Jak mogłem tego nie zauważyć? Że Orion jeszcze się nie wybudził?
Mimo protestów wsadziłem smoczątko do torby i pobiegłem w kierunku miejsca gdzie odbywał się wcześniej test. Miałem tam i tak wrócić do Naxii, ale to sprawa zdrowia mojego brata była niecierpiąca zwłoki.

***jakiś czas później***

Czuwałem przy łóżku wilkokrwistej powstrzymując łzy rozpaczy. Najpierw niemal dwa razy straciłem moją małą siostrzyczkę, a teraz istniała realna szansa, że mój starszy brat, ten sam co mnie tyle razy bił, wrzeszczał na mnie, nie przeżyje. Nie mogłem go stracić. Gdyby nie zbyt mala różnica wieku myślałbym o nim jak o ojcu.
Zakazano mi zbliżać się do jego łóżka. Sami nie wiedzieli co zrobić i woleli ograniczyć "nieprzewidywalne czynniki" do minimum. Dlatego teraz głaskałem moją malutką po twarzy próbując się uspokoić.
Orion na pewno sobie da radę. W końcu nie znam lepszego i wytrwalszego wojownika od niego.

<Naxio?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz