27 maja 2017

Od Oriona CD Cait/ Soraya/ Alora

Zastanawiałem się czy Cień/Cierń ma jakąś słabość do kobiet czy to przez moją obecną formę nie usłyszałem jeszcze głosu tej gnidy w głowie. Nie powiem żeby to mi przeszkadzało, ale zarówno jego ataki na dziewczyny jak i moja niemożność porozumienia się były kłopotliwe.
Orion pomyśl co możesz zrobić! Zamyśliłem się na kilka sekund. Jak mógłbym pomóc mojemu małemu diabełkowi? Widziałem, że słabła z każdą chwilą. Po jej twarzy coraz większymi strumieniami spływał pot, skóra robiła się szara a oczy matowiały. To wszystko w tak krótkim czasie zmusiło mnie do podjęcia trudnej decyzji.
-Orion nie!!! - usłyszałem nagły krzyk mojej ukochanej i zobaczyłem ją tuż przed sobą jakby chciała zasłonić mnie swoim własnym ciałem. Dlaczego?
Warknąłem a w moim sercu zawrzała wściekłość. Czysta furia opanowała umysł. W ciele czarnowłosej tkwił znany mi już czarny sztylet, który przebił ją na wylot. Jak mogłem tego ku*** nie dostrzec? Czy to przez niewytrenowaną przemianę moje zmysły jakby stępiały? Byłem lwem do cholery! Powinny być silniejsze! Powinny mnie ostrzec! Powinny pomóc mi uratować mojego małego diabełka.
Zignorowałem nagły ból, który przeszył cale moje ciało na wskroś. Nawet nie zauważyłem, że ponownie przybrałem ludzką postać. Liczyła się tylko ona.

***perspektywa pewnego cosia***

Dotychczas raczej bierny biały lew niespodziewanie zmienił się w białowłosego mężczyznę o lodowatym spojrzenie, które gdyby mogło dawno już by zabiło Ciernia. Zaszły jednak drobne zmiany w wyglądzie Kapitana Oriona Pierca, którego zwyczajowe krótkie włosy teraz sięgały mu aż do kolan rozwiane dziko pod wpływem dziwnej energii. Czułem ją każdą komórką ciała.
Białowłosy chwycił w swoje ramiona ranną czarnowłosą. Młoda Soraya Dreyar była całkiem potężna jak na tak młody wiek... i odważna. Także głupia. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby się mierzyć z potężnym Panem Ciemności Wielkim i Niepokonanym Cierniem!
Zaśmiałem się pod nosem. Długo to raczej sobie nie pożyje z takim porywczym charakterkiem. Chciała ratować tą płomiennowłosą przyjaciółkę. Szlachetny postępek. Niesamowicie głupi, ale szlachetny.
Swoja droga ciekawe czy kapitan zdawał sobie sprawę ze swojej nagości. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zapowiadał się ciekawe widowisko.

***Orion***
Działałem pod wpływem emocji zupełnie nie kontrolując swoich ruchów. Chwyciłem szybko Sor i położyłem delikatnie na ziemi. Podążając za instynktem przeciąłem swoją rękę tworząc na niej dość głębokie nacięcie i zacząłem rysować dziwny symbol na ciele mojego diabełka. Nie byłem do końca świadom tego co robię. Nie mogłem sobie przypomnieć skąd znałem ten symbol. wiedziałem tylko, że ją w jakiś sposób wzmocni. Na ile to cóż... Sami bogowie tego nie wiedzą.
Wstał i odwrócił się w kierunku wroga. Warknął pod nosem. Czas się zabawić.

<co może się jeszcze dalej stać?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz