19 maja 2017

Od Rourke

Byłem nieco w lepszym humorze niż zazwyczaj mimo wszechobecnej nudy oraz znużenia jakie doskwierały mi od dłuższego czasu. I to baaardzo długiego. Już przestałem nawet liczyć ponieważ nie miało to sensu. Miesiące, lata, setki lat... W moim przypadku nie miały znaczenia.
Wyszedłem za róg jakiegoś starego budynku z rodzaju tych co wyglądały jakby się miały zaraz posypać i zapaliłem papierosa. Uniosłem głowę w górę by spojrzeć na niebo. Na granatowej sukni nocy lśniły niezwykłym blaskiem migoczące gwiazdy. Jakbym stary nie był zawsze lubiłem ten widok. Ale jeszcze nigdy nie widziałem spadającej gwiazdy. Ech... może to był znak, że faktycznie świat mnie nienawidzi...
-Pooooommmmmooooccccyyyy!- usłyszałem przeciągły jęk dobiegający z lewej strony. Spojrzałem obojętnie w tamtą stronę i ujrzałem doprawdy żałosny widok.
Po kamiennym chodniku pełzał, czołgał się mężczyzna ledwo przypominający istotę ludzką. Twarz miał całą mocno poobijaną i zakrwawioną. Na oczy obfitym strumieniem z licznych ran na głowie spływała szkarłatna, życiodajna ciecz. I tak głowa jegomościa wyglądała lepiej niż pozostałe części ciała, które nota bene ledwo trzymały się torsu. Każda ręka była wykrzywiona pod dziwnym kątem. W dłoniach tkwiły wielkie, żelazne gwoździe raczej nie najlepszego stanu. Oprócz tego skóra na ramionach była mocno po przypalana. Z wielu bąbli płynęła czarna ropa i ciężka do zidentyfikowania czarna substancja. A nie! To była smoła! Jak mogłem zapomnieć o tym! Demencja starcza :/
Nogi, które w porównaniu do rąk wyglądały jak pod jako tako przyzwoitym kątem w zasadzie były pokryte nielicznymi, małymi skrawkami skóry pokrywającymi bardzo widoczne kości oraz ścięgna. Ciekawie to wyglądało, nie powiem. Ups... Facet nie miał jednej stopy.
Spojrzałem w miejsce, z którego przypełzał. Leżała tam sobie taka samotna stópka już napoczęta przez wygłodniałe, miejskie ptaszyska.
Odwróciłem się z powrotem w stronę człowieka. Przechyliłem głowę na bok w geście zamyślenia. Co by tu teraz począć... Nie zostawię tak biedaka żeby jeszcze gdy nadejdzie dzień panie o słabym zdrowiu i miękkich sercach padły na zawał. Choć! Niektórym starym babskom odejście na tamten świat by się przydało. Serio... Czy akurat te przedstawicielki płci pięknej ludzkiego gatunku, które są największymi wrzodami muszą być takie żywotne? Podobno złego diabli nie biorą. Wiedziałem doskonale o tym.
- Nieeee- kolejny, tym razem ledwo słyszalny jęk. Wyjąłem z papierosa z buzi i podszedłem do żywego trupa. Skrzywiłem się na widok jego przerażonej miny.
- No nie przesadzaj! Aż taki brzydki to ja nie jestem- nachyliłem się nad biedakiem tak, że nasze twarze dzieliły tylko centymetry. Gości wstrzymał oddech.
-Zawsze mogłem cię gorzej urządzić. Nawet nie wiesz jak mnie korcił pomysł z łamaniem goleni i skalpowaniem. Albo przestrzelenie kolan. Szkoda, że zapomniałem większości ekwipunku- na mojej twarzy widniał teraz grymas niezadowolenia. Zbliżyłem papierosa do jego gałki ocznej i zacząłem zabawę z typkiem na nowo. Zatkałem mu buzię aby nie narobił zbytniego szumu. Wił się a wił a ja miałem ochotę zaśmiać się złowieszczo. To wszystko, co przeszedł do tej pory to nawet nie była namiastka moich możliwości.
Nagle przestał się ruszać. Gdy sprawdziłem jego puls okazało się, że no cóż... Biedaczkowi serce nie wytrzymało.
Z głośnym westchnieniem wstałem i wyciągnąłem pierwszy lepszy worek z torby, którą walnąłem na początku roboty gdzieś pod ścianą. Wrzuciłem do niego świeże truchło i przerzuciłem sobie przez ramię. Założyłem jeszcze torbę po czym ruszyłem w stronę domu jego pracodawcy pogwizdując pod nosem. Będzie miał małą niespodziankę rano na fotelu w salonie.

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz