Arrow uległa mojemu urokowi. Wiedziałem, że tak to się skończy, ale nie skrzywdzę jej. Nie zrobię nic, an co ona nie wyrazi zgody. Zarzuciła mi ręce na szyję, a ja mocniej ścisnąłem ją w talii. Kolejny raz musnęła moje usta swoimi, o tak. Niby taka niewinna i nieśmiała, a w rzeczywistości pewnie chowa diabła za skórą. Zupełnie jak moja siostra... Jej nikt nie przebije. Ona na serio jest szatanem.
Pochyliłem się w stronę Arrow, odgarnąłem lewą dłonią kilka kosmyków z jej ślicznej twarzy i pocałowałem. Tyle, że ja zrobiłem to powoli, namiętnie. Bardzo namiętnie. Oderwałem się od niej, by jeszcze raz spojrzeć jej w oczy. Była rozpalona z pożądania.
Ach, ten mój urok osobisty.... Kolejny raz muszę podziękować za geny, jakie odziedziczyłem. Dziękuję mamo i tato!
< Ktoś? Arrow? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz