Zula zaczęła się dziwnie zachowywać. Ja się tylko do niej dosiadłem, a ta jak oparzona wystrzeliła w stronę drzwi. Powiedziała, że musi iść. Tak nagle..? Podszedłem do niej, a ta odwróciła się w moja stronę. Czyżby się peszyła moją obecnością i bliskością? Zaskoczyło mnie to trochę, ponieważ nie sądziłem, że takie reakcje są u niej możliwe. Jej zaróżowione policzki, inaczej twierdząc rumieńce, przyozdobiły jej opaloną twarz. Wyglądała na serio uroczo, aż zamrugałem kilka razy z wrażenia, ale szybko się opamiętałem.
-- Tak, masz rację, trzeba poczekać na wybudzenie reszty. Ale poczekaj jeszcze chwilę.. -- Złapałem Zuzu za ramię. Nie chciałem, by tak szybko ode mnie uciekała. -- Mam plan jak wyeliminować tego idiotę na dobre i chciałbym, abyś mi pomogła. Ufam ci Zuzu. -- Uśmiechnąłem się do niej przebiegle, patrząc w piwne oczy blondynki. -- Jest tu Matayas, a na nasze szczęście, jest on najbardziej nadopiekuńczy z braci Sorayi. Za jego "pomocą" -- pokazałem przy ostatnim słowie cudzysłów -- pozbędziemy się Oriona na zawsze!
< Zula? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz