Całowałem się z Arrow coraz zuchwalej, odważniej. Matko, dziewczyna znała się na rzeczy, oj znała. To mnie nakręcało coraz bardziej. Moje ręce zaczęły błądzić po jej cudnym ciele, a kształty miała nieziemskie. Ach, trafiła mi się przepiękna łania..!
Kiedy zabierałem się już coraz konkretniej do roboty, moje odważne poczynania przerwało mi jakieś bydle, które wywaliło na chama drzwi od baru, przed którym zabawiałem się z Arrow.
-- Nosz k**** mać! -- wydarłem się do gościa, ale głos, który mi odpowiedział, zaskoczył mnie niemal tal mocno, jak to, że Sor jest w szpitalu.
-- Oktay, ty parszywa świnio..!
Nie no... nie wierzę! Oderwałem się od Arro, która patrzyła na mnie niezadowolona. W jednej chwili amory wyleciały mi z głowy.
-- Rourke, bydlaku jeden... Kope lat stary pierdzielu.. -- Doskoczyłem do starego przyjaciela i zamknąłem z w niedźwiedzim uścisku. Mój kumpel zbrodni, ten, z którym, oprócz braci, bawię się najlepiej pod słońcem.. -- Co ty tu robisz..? A, zapomniał bym.. -- Uradowany jak nigdy, złapałem moją nową koleżankę za ręke i przyciągnąłem do siebie. -- Zapoznajcie się. Arrow to Rourke, Rourk, to olśniewająca Arrow..
< Pierdzielu? Arrow? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz