31 maja 2017

Od Black Arrow (Podróż na Smocze Wyspy cz.1)

Upiliśmy ostatni kieliszek czerwonego wina, patrząc ciągle na siebie w ciszy. W prawdzie to na pewno nie było nasze ostatnie spotkanie, ale mimo to zapewne nie będziemy się widzieć kilka lat..
Falcom od początku wiedział jak do mnie podejść, byliśmy niezłymi partnerami w akcji. Będzie mi go brakowało, ale takie życie, a ja poradzę sobie sama tak jak kilka lat temu. Dam sobie radę sama.
Moim celem jest teraz dostane się na Smocze Wyspy i znalezienie Zuli oraz Ariany, z informacji które mi powierzono, są obie w błędzie..Ariana nie ma w sobie demonicznej cząstki energii, ma ją Zula i to ona jest celem Ciernia.. Arianę chcą złapać by Zula ruszyła jej na pomoc i wpadła w pułapkę. Muszę się do nich dostać pierwsza, zanim będzie po ptokach..
Falcom odstawił kieliszek i podchodząc do motocyklu ciągle patrzył na mnie.
-Na mnie już czas. Widzimy się za kilka lat, chyba że postanowisz mnie odwiedzić.-powiedział blondyn i założył swoje czarne okulary na nos. Podeszłam do niego, ten objął mnie.
-Będzie mi ciebie brakować Arrow-szepnął i puścił mnie wiedząc iż nie lubię takich czułości.
Szturchnęłam go lekko w ramię i uśmiechnęłam się.
-Na razie Fal-rzekłam tylko. Ten wsiadł i odjechał w nieznane. Zebrałam wszystko do czarnej torby i postanowiłam od razu ruszyć w drogę, w końcu nie ma na co czekać. W drodze zatrzymam się jeszcze w miasteczku, mam brudną robotę do załatwienia.
---
Zsiadłam z konia i oddałam go w ręce jednego ze stajennych.
-Panienko! Co z tym koniem?-zapytał starszy mężczyzna, wyglądał na zafascynowanego koniem.
-Twój.-rzuciłam tylko i odeszłam. Nie potrzebny mi już, spełnił swoją rolę..
Mimo późnej pory ludzie nadal kręcili się po ulicach, kierowałam się do dawnej siedziby Kruków.
---
Wyłamałam drzwi nogą i weszłam do środka, w gotowości do walki rozglądałam się po ciemnym pomieszczeniu.. Wszędzie czuć było zapach rdzy.. Przeszłam po schodach na piętro, od razu zobaczyłam docelowy pokój. Był oświetlony małymi lampkami, łatwo i niezauważalnie weszłam do środka. Uśmiechnęłam się wrednie widząc śpiącego przy biurku faceta, który zdradził naszą organizację i postanowił dołączyć do Czarnych Kruków. Podeszłam do niego i wytargałam za jego kruczoczarne kłaki, od bólu aż się zbudził, sprawnie przyłożyłam mu sztylet do gardła.
-Ja..ja przepraszam! Oni mnie zmusili!-wołał łkając..a przecież JESZCZE nic mu nie zrobiłam.
-Wydałeś mnie i mojego partnera, przez to musimy się rozdzielić, by każde z nas było bezpieczne. Nie pierdziel mi tu głupot!-powiedziałam pełna agresji, z rozcięcia na szyi spływały już smużki krwi.
-Musiałem! Inaczej byłbym skończony! Ale taka -nie dałam mu dokończyć.
-Już jesteś skończony.-warknęłam. Ten ostatni raz spojrzał na mnie błagająco..potem wdziałam już martwy wzrok bezwartościowego faceta. Wytarłam sztylet o jego koszulę i schowałam spowrotem do pasa. Rozbiłam jedną z lampek, przewracając ją. Ogień zaczął pożerać wszystko wokół.
-Mercy!-usłyszałam wołanie z dołu. Otworzyłam okno i w ostatnim momencie udało mi się zbiec.
Zatrzymałam się na jednym z dachów i patrzyłam jak siedziba płonie żywym ogniem. Przeciągnęłam się i spojrzałam w kierunku jednego z barów, tylko ten jeden stał jeszcze otwarty.
-Pora się napić.-rzekłam sama do siebie i zręcznie zeskoczyłam z dachu.
---
Kiedy zjawiłam się w barze, wszystkie oczy były skierowane na mnie, widziałam jak faceci ślinili się na mój widok.. Moje nieszczęście, że akurat byłam na razie jedyną kobietą w tym barze. Zebrałam swoje włosy na bok i ruszyłam w kierunku baru.
-jedną ognistą proszę-rzuciłam do barmana i usiadłam na jednym ze stołków.
<Okotay?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz