6 kwietnia 2017

Od Drake CD Ariana

        Kolejny słoneczny dzień, kolejne wykonane zadanie – sukces jednym słowem! Jak zwykle. Ja to potrafię, w końcu jestem taki wspaniały... Obok mnie maszeruje dumnie, z wysoko uniesioną głową mój wierny towarzysz Vihar. To mój jedyny i prawdziwy towarzysz. Nikomu nie mogę zaufać, zwłaszcza w takich czasach jakie nastały. Nie jestem idiotą.
        Od rana zwiedzałem Dragoso, całe szczęście nikt mnie tu nie rozpoznał, ale jeszcze trochę i każdy w tej zapyziałej dziurze o mnie usłyszy. O wielkim Drake'u Axallu! Hahaha, tak... Nie powiem, miasto zrobiło na mnie jako takie wrażenie, ale nie przybyłem tu po to, by podziwiać widoki. Muszę zostać jeźdźcem, po prostu muszę. To moja jedyna szansa... Jedyna!
        Dotarłem do tej całej Akademii. Po drodze zarejestrowałem każdy najdrobniejszy kont, gdzie mógłbym się albo ukryć, albo obłowić. No nic, muszę się pospieszyć bo spóźnię się na moją Wielką  Chwilę. W sumie, to nawet nie mogę się doczekać, ciekawe jaki smok mnie wybierze? Oby był jakiś użyteczny, bo jakiś mazgaj absolutnie na nic mi się nie przyda. O, dotarłem do Akademii, a Vihar patrzy na mnie znacząco. Spojrzałem na niego uśmiechając się wrednie.
        – Dobra stary. Weź zostań tutaj na zewnątrz, w razie czego zawołam cię. – Zwierzak obdarzył mnie wymownym spojrzeniem, po czym westchnął po swojemu i odleciał rozwijając swoje duże skrzydła. Jestem pewien, że będzie niedaleko, w końcu zawsze jest przy mnie. Teraz, nadszedł ten moment, w którym przekroczę próg tej smoczej akademii, a moje przeznaczenie się wypełni... , hahahahhaha! Bla bla bla.. Nie wierzę w takie bajki. Jedna osoba mnie w tym uświadomiła, jestem jej poniekąd za to wdzięczny, ale jej nienawidzę. To jedyna osoba, która mnie przechytrzyła. Jeśli jeszcze kiedykolwiek ona stanie na mojej drodze, to przysięgam, że ją zabiję.
        Kiedy znalazłem się już w środku, nie umknęło mojej uwadze, jak bogato zdobione są ściany tego obiektu. Mnie, jako „wytrawnemu znawcy sztuki” od razu rzucają się w oczy drogocenne obrazy lub inne kosztowności. Taaa, właśnie skręciłem w kolejny korytarz i wtem na mojej drodze spostrzegłem pewną młodą brunetkę. Moje bystre oko zlustrowało ją z góry do dołu. Nie powiem, było na co popatrzeć. Tak się zagapiła, że wpadła na mnie, oczywiście jej na to pozwoliłem. Niosła w rękach smocze jajo, pewnie dopiero co przeszła swoją próbę, ciekawe.. Zastąpiłem jej drogę, niby przypadkiem, ale po jej spojrzeniu wywnioskowałem, że nie dała się na to nabrać.
        – Chciałabym przejść – rzekła hardo, ale ja nie odpowiedziałem, nadal się na nią gapiłem. – Jaja sobie ze mnie robisz? Nie chcesz poczuć mojego ostrza...
        Co? Ostrza?! Hahahahahaaha...! Nie wytrzymałem..
        – Hahahahha.. – wybuchnąłem perlistym śmiechem. Kiedy opanowałem się na tyle, by zachować choć odrobinę powagi, nachyliłem się nad tą panną. Podparłem się lewą ręką, a prawą położyłem na jej głowie. Była o wiele niższa ode mnie i do tego młodsza. – Posłuchaj, dziewczynko – uśmiechnąłem się do niej z wyższością. – Dzieci nie powinny się bawić takimi rzeczami, więc odłóż niebezpieczne zabawki i wracaj do piaskownicy. – W międzyczasie odpiąłem jej pas ze sztyletami, ach te moje zwinne ręce... Brunetka otworzyła szerzej oczy, a szok zagościł na jej twarzy. Okrążyłem ją jeden raz, nie spuszczając z niej oczu. – Nie powiem, nawet ładna jesteś, ale wybacz mi skarbie. – Podszedłem do niej od tyłu i szepnąłem do ucha. – Nie gustuję w małolatach.
Zaśmiałem się jeszcze na koniec, na jej ramieniu powiesiłem odpięty wcześniej pas ze sztyletami. Nadal się śmiejąc w niebo głosy, ruszyłem dalej korytarzem zostawiając za sobą zdębiałą dziewczynę.

<Ariana, co ty na to?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz