A no dziękuję... - odpowiedziałam braciszkowi.- Co do chole... E... Ry... - dokończyłam z lekkim strachem. Ciekawe jakby Adris usłyszała jak przeklinam, to czy miałabym jakieś konsekwencje. Ale nie ważne, bo te stwory czy co tam to jest znikały! W końcu! Wzięłam stworzonko na ręcę i od razu go puścilam, krzycząc "ała ku*wa". Ten mały kopnął mnie prądem! I to mocno... No, ale niestety nie mogę zrobić tego samego temu małemu. Bolt pobiegł gdzieś przed siebie. Ciekawe czy on biegnie z prędkością światła?
- Pa, pa, Bolt! - krzyknęłam, machając mu.
- Nazwałaś go "Bolt"? - Rin zaczął się śmiać jak psychopata. Według mnie zawsze śmieje się jak psychopata.
- Nie. To jest jego imie od urodzenia - warknęłam do niego.
------
Usiadłam w końcu na łóżku. Usłyszałam pukanie do drzwi. Przecież przed chwilą usiadłam! Wstałam i otworzyłam.
- Masz dwóch nowych kompanów! Ten Twój Bolcik postanowił pójść po swojego przyjaciela! - krzyknął Rin z widocznym wrednym uśmieszkiem. Spojrzałam na obu. Bolt, jak Bolt. Żółty, na plecach 3 brązowe pasy, czerwone rumieńce na policzkach, czarne akcenty.. A drugiego jak nazwać? Żółty lis o czerwonych oczach i 6 ogonach... Jeszcze zakręcona grzywka. Hm... Wzięłam ją na ręce.
- Nie mam pomysłu... - powiedziałam z lekkim poddenerwowaniem.
- Fire? - spytał brat. Spiorunowałam go wzrokiem.
- Cichaj - warknęłam i spojrzałam na lisicę. Zamyśliłam się. Nawet nie zauważyłam kiedy Rin wyszedł, mówiąc "Pa". Zamknęłam drzwi, patrząc na te stworzonko.
- A przecież! Masz przecież imię, prawda? - usiadłam na łóżku. Bolt mi swoje imię powiedział, więc czemu ona nie powie?
- Pewnie, że mam - odpowiedziała z lekkim oburzeniem. - Isalis, prawda, że piękne?
Przewróciłam oczami.
- Tak, piękne... - rzekłam. A więc mam dwóch towarzyszów. Zawsze chciałam mieć!
------
Postanowiłam wyjść cos zjeść. Lea dała mi bułkę z czymś tam, nie patrzyłam. Isalis po prostu suchy chleb, bo nie wiedziałyśmy, a Isalis powiedziała, że wystarczy chleb, a Bolt... Postanowił sam siebie obsłużyć. Lody, ketchup... Na co mu ketchup.
- Super! - krzyknął. Lea pewnie słyszała to jako "pika!" Dołożył do lodów ketchup.
- Bolt, ochyda - rzekłam. Wzięłam jego pucharek z lodami z ketchupem.
- Dziękuję, odpłacę się - powiedziałam i wyszłam. Bolt też lekko obrażony poszedł za nami. Usiadłam na ławce i podałam pucharek Boltowi, a ja wzięłam się za swoją bułkę. Bolt szamał swoje lody, aż pobrudził swój pyszczek i łapki. Będę musiała go umyć.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz