Dochodziliśmy już do ścieżki prowadzącej do akademii. Z każdą chwilą czułam się coraz to gorzej... nie przewidziałam skutków ubocznych przemiany w wilczą postać.
-Coś ci jest kapturku?-zapytał po chwili Reo. Nie mogłam ujawnić, że coś jest faktycznie nie tak.. to on jest w gorszym stanie, musi dojść do siebie..nie ja.. Mną nie może się teraz przejmować.
-Nie..nic mi nie jest..-odpowiedziałam. Reo jednak nie wyglądał by mi wierzył.. W oddali spostrzegłam Zorino.
-Zorino!-zawołałam. Musiał nam pomóc. Od razu przybiegł i rzucił się na mnie.
-Już, już jestem cała. Możesz mnie puścić-powiedziałam. Widziałam jednak w jego spojrzeniu, że martwi się o mnie. Pewnie wyczuwa, że przeszłam przemianę..
-Proszę cię, zaprowadź Reo do jego komnaty..-poprosiłam oboje patrzyli na mnie z troską.
-Co się dzieje?!-zapytał poddenerwowany Zorino.
-Ja..musiałam ratować Reo.. przemieniłam się..-mówiłam, nagle nogi ugieły się podemną, rudzielec szybko mnie złapał.
-Nie martw się mną.. Reo jest ważniejszy..-powiedziałam i straciłam przytomność..
<Reo? Zorino?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz