Wstałem z ogromnym bólem. Jednak ze zdziwieniem zaobserwowałem, że rana na brzuchu już nie krwawi a wręcz się już zasklepia. Niesamowite! Domyśliłem się komu mogę to zawdzięczać.
Spojrzałem na mojego białowłosego kapturka. Przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy, ale Naxia speszona szybko odwróciła wzrok. Nie mogłem nie uśmiechnąć się szeroko. No cóż... Moja mała była wstydliwa. Nawet to było całkiem słodkie. Wilkokrwista z resztą cała była słodziutka jak cukierek.
-Dziękuję mój kapturku- wyszeptałem jej do ucha po czym ruszyłem w kierunku akademii jak mi się zdawało. Białowłosa przez chwilę tuptała za mną, po czym zrównała się ze mną i ramię w ramię zaczęliśmy iść w kierunku wysokich wież.
<Naxio cukiereczku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz