Jak rzadko, a właściwie wcale nie zdarzało mi się przeklinać, tak teraz zakląłem siarczyście. Kapturek dla mnie się przemieniła i uratowała mnie. A teraz ponosiła za to konsekwencje.
Na szczęście zaraz potem jak straciła przytomność rudzielec ją złapał. Zorino...
Powoli zbliżyłem się do niego.
-Mam nadzieję, że wiesz do kogo się udać?- zapytałem nie patrząc jednak na niego. Obserwowałem nieprzytomnego kapturka. Jej twarz teraz wydawała się taka spokojna. Wyglądała jakby tylko spała. Nieświadomie pogłaskałem białowłosą po głowie.
-Musimy ją stąd szybko zabrać- usłyszałem futrzaka.
<Naxio biedna moja? Zorino?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz