Na korytarzu pojawiła się Ariś. Dzięki Ci Boże Burz, że jest już normalna i nie klei się do mnie. Nie wiedzieć czemu, ale jakoś mi się to zbytnie nie podobało. Ariana jest dla mnie niczym młodsza siostra i wyłącznie w takich kategoriach ją postrzegam. Jak siostrzyczkę, którą w razie potrzeby obronie własnym ciałem.
-- Zanim znowu dasz się ponieść swojej złości, Ariś -- zacząłem jako pierwszy. Wymieniłem jedynie porozumiewawcze spojrzenie z Zuzu, co młodsza ze sióstr zauważyła. -- Musisz wiedzieć, że jak dla mnie, to nic się nie stało. To był wręcz zaszczyt byś choć przez chwilę twoim, jak to określiłaś Drake'usiem, ale jak widać eliksir miłosny przestał już działać. A i jeszcze jedno -- poszedłem do dziewczyny. Na jej twarzy malował się szok, chyba nie wiele zrozumiała z tego, co własnie powiedziałem. -- Nie bój nic, twój mały sekret jest u mnie bezpieczny. Jak jeszcze kiedyś będziesz się bać ciemności, wiesz gdzie mnie szukać. Resztę wyjaśni ci siostrunia.. -- Powiedziałem wszystko, co miałem do powiedzenia i odszedłem. Dziewczyny powinny teraz zostać same, pewnie chcą się sobą nacieszyć. Nie ukrywam, że to mnie trochę boli. Ja nie widziałem Melody od jakiś dwóch lat. Jedyne co wiem to to, że żyje. Pytanie, jak długo jeszcze?
Skierowałem się pod drzwi gabinetu Eurosa, była tam już Winry i jakiś koleś... Ach, tożto Samuel!, który się do niej kleił.
-- Gdzie jest Soraya? -- spytałem głośno, na co dziewczyna odwróciła głowę w moją stronę.
-- Została tam. Jest z nią Orion, ale.. chyba jest ranna.
-- Co?! -- Nie mogłem uwierzyć! Co ta idiotka, w dodatku z NIM, tam wyrabia?!
<Ariana? Winry? Zula? Samuel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz