27 sierpnia 2017

Od Fistaszka

Wszędzie krew, czerwień wszędzie. Chaos, panika. Ludzie biegający w każdym kierunku. Nie ogarniałem tego wszystkiego swoim genialnym mózgiem. Co się działo? Obchodziło mnie tylko jedno- dogasające życie mojego glona, który teraz cały poharatany i w kilku kawałkach leżał w moich ramionach. A ja biegłem, najszybciej jak mogłem. Miałem głęboko w zadzie jak to musiało wyglądać.
Ledwo zadawałem sobie sprawę z tego co się dzieje. Wszędzie paskudne robale tego potwora, o którym opowiadał mi Reo. Zabijały.  On musi przeżyć! Musi! Musi zobaczyć moją nowa umiejętność! Nic do mnie nie podchodziło! Póki byłem w takim stanie jakim byłem, potrafiłem utrzymać jakąś dziwną tarczę. W zasadzie to też mam głęboko gdzieś. Ale dzięki temu mogłem go chronić. Chyba za późno...
ON MUSI PRZEŻYĆ!!! Wszystko we mnie krzyczało, krew wrzała. Choć nie mieliśmy wcześniej żadnej więzi teraz wszystko we mnie dawało mi znaki, że jednak jesteśmy tym czym jesteśmy.
Nie pamiętam jak dotarłem do akademii, ani potem co się działo. Widziałem tylko zakrwawione, zielone włosy wszędzie. I słyszałem coraz bardziej słabnące serce. Bum, bum, chwila przerwy i znowu bum bum. Coraz wolniej.
Chciałem ryczeć, ryczałem. Mój instynkt wzywał do walki. Zabić, zniszczyć tych, którzy to uczynili, którzy mogli mu zaszkodzić. Jednak zanim zemsta to trzeba ratować go. Coś się we mnie ścisnęło, jakbym podświadomie wyczuwał, co się wydarzy. Nie! Nie może! Jak on śmie zostawiać tak cudownego smoka jakim jestem ja! Zwinąłem się na środku jakiegoś pomieszczenia otaczając własnym ciałem Glona. Ryczałem na wszystko co mogło mu zagrozić. Muszę go ochronić. Za cenę własnego życia. 


Ktoś? (Nieco chaotyczne no, ale... Śmierć, śmierć, śmierć :-D )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz