Jeśli to był Awisin... to jak.jak tata się tu znalazł? Podobno nie żyje..a tu proszę.. Może to nie on? Chociaż wyraźnie mi na to wskazuje.. Tylko dlaczego nie został tu ze mną tylko odszedł? Ukrywa się? Prawdopodobnie.. Jeszcze cię znajdę ojcze.
~Ariana, osłaniam cię, lecz nadal jesteś narażona na ataki.. Wiem, że to wszystko bolesne, ale musisz wziąć się w garść.. Jeszcze nie widziałem jak płaczesz..jest to również dla mnie bolesne patrzeć na ciebie w takim stanie moja droga-Zdanie Spire postawiło mnie na nogi.. Nawet nie zauważyłam, że po moich policzkach spłynęły łzy.. Spire wraz z Antoniem ochraniają mnie przed pomiotami.. Tak nie może być! Sama potrafię stawić im czoła. Uniosłam miecz i zerwałam się do ataku, postanowiłam walczyć u boku Antonia.. Może i kiedyś tego pożałuję..ale cóż.
Walczyliśmy bok w bok, każde z osobna ochraniało siebie nawzajem, szło nam..muszę przyznać dość sprawnie. Nie było to dla nas wyczynem zabić dziesiątki stworów.
Zważając na to, iż jeden z pomiotów zakrada się na chłopaka, wyciągnęłam pośpiesznie jeden z noży i rzuciłam w wroga, który po chwili padł martwy. Sam Antonio zwrócił się do mnie zdziwiony. Podeszłam do niego równocześnie zabierając swój nóż z ciała stwora.
-Jeszcze trochę i gdyby nie ja, było by po tobie-powiedziałam uśmiechając się lekko.
<Antonio? Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz